Rosyjskie okręty wojenne wypłynęły na Morze Czarne. Trenują ostrzał celów powietrznych [WIDEO]

W czwartek na wody Morza Czarnego wypłynęło 20 okrętów wojennych rosyjskiej floty. Jak podało ministerstwo obrony w Moskwie, jest to element ćwiczeń, a jednostki trenowały ostrzał celów powietrznych i morskich. W sieci pojawiły się nagrania.

Ministerstwo obrony Rosji zapowiedziało na styczeń i luty manewry marynarki wojennej z udziałem 140 okrętów, ponad 60 samolotów i 10 tys. wojskowych, które zostaną przeprowadzone na morzach Śródziemnym, Północnym i Ochockim oraz na Oceanie Spokojnym i Atlantyckim.

We wtorek wieczorem rosyjskie władze przekazały informację o rozpoczęciu manewrów Floty Północnej na Morzu Barentsa w Arktyce, dzień wcześniej rozpoczęły się ćwiczenia Floty Bałtyckiej na akwenie Morza Bałtyckiego.

Zobacz wideo Poseł Kowal ocenia ostatnie rozmowy Rosja-NATO, Rosja-USA

W czwartek na wody Morza Czarnego wypłynęło 20 okrętów wojennych z baz w Sewastopolu na anektowanym przez Rosję Krymie oraz w Noworosyjsku. Manewry mają potrwać do piątku. Resort obrony w Moskwie podał, że rosyjskie jednostki trenowały ostrzał celów powietrznych i morskich.

W sieci pojawiły się nawet filmy z ćwiczeń rosyjskiej floty na morzu Bartensa.

 

A także nagrania wykonane na Morzu Czarnym.

 

Więcej najnowszych informacji przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

Według służb ukraińskich, jeśli Rosja zdecyduje się zaatakować Ukrainę, to nie są wykluczone desanty morskie choćby w rejonie Odessy, głównego ukraińskiego portu, czy na Morzu Azowskim.

Ćwiczenia nawet u wybrzeży Irlandii

Niezależnie od tych ruchów, Rosjanie zapowiedzieli też na początek lutego ćwiczenia floty w pobliżu Irlandii. Na wodach międzynarodowych, ale w irlandzkiej strefie wyłączności ekonomicznej. Nie wiadomo nic konkretnego, poza tym, że rosyjskie rakiety mają zostać odpalone i/lub spaść około 240 kilometrów od wybrzeża Irlandii. Zgłosili odpowiednie ostrzeżenie dla statków i samolotów.

Być może ćwiczenia u wybrzeży Irlandii będą jednym z pierwszych wydarzeń w ramach szeroko zakrojonych planów treningu floty Rosji, które zapowiedziano w minionym tygodniu. Na przestrzeni kilku nadchodzących miesięcy ćwiczyć ma 140 okrętów i 60 samolotów, obsługiwanych przez około 10 tysięcy ludzi. Mają zostać zaangażowane wszystkie rosyjskie floty. Od północnej, przez bałtycką, czarnomorską, kaspijską po pacyficzną.

Flota na Morzu Czarnym (zdjęcie ilustracyjne)Kryzys Ukraiński rozlewa się na morza i oceany

W poniedziałek rosyjska flota poinformowała, że z bazy w Bałtyjsku wyszły na "długi rejs" dwie korwety typu Stierieguszczij. Nie sprecyzowano, gdzie się udadzą i na jak długo. Mają odbyć różnego rodzaju szkolenia i treningi w ramach większych ćwiczeń floty zapowiedzianych na najbliższe miesiące. W przeszłości korwety Floty Bałtyckiej, pomimo skromnych rozmiarów, wykonywały długie rejsy trwające kilka miesięcy, w ramach których docierały na Ocean Indyjski.

NATO też działa

Z powodu napięcia w Europie nadzwyczajne ruchy okrętów odbywają się też po stronie NATO. W związku z napięciami Holandia wysłała w połowie stycznia na Bałtyk duży okręt desantowy HNLMS Rotterdam. Ma on być sygnałem gotowości udzielenia wsparcia dla bałtyckich państw NATO. Podobny ruch zapowiedziała Dania, która pod koniec stycznia ma wysłać na nieplanowany bałtycki patrol jedną ze swoich fregat. Po drugiej stronie kontynentu podobną decyzję podjęła Hiszpania. Na Morze Czarne ruszyła fregata rakietowa Blas de Lezo i niszczyciel min Sella. Mają dotrzeć do celu na przełomie stycznia i lutego.

Zdjęcie ilustracyjneRosja zapowiada ćwiczenia okrętów wojennych koło Irlandii

Jednocześnie na wschodnim Morzu Śródziemnym rozpoczęły się w poniedziałek ćwiczenia morskie NATO o kryptonimie Neptune Spear 2022. Bierze w nich udział duży zespół zachodnich okrętów, którego filarem jest amerykański lotniskowiec atomowy USS Harry S. Truman wraz z eskortą. Już w grudniu miał popłynąć na Bliski Wschód, ale został zatrzymany ze względu na sytuację w Europie. Ćwiczenia mają potrwać 12 dni, a w ich trakcie wszystkie uczestniczące w nich jednostki mają być formalnie pod dowództwem NATO.

Sullivan: Nadzwyczajna koncentracja wojsk rosyjskich na granicy z Ukrainą

Ambasador Stanów Zjednoczonych w Moskwie John Sullivan nazwał "nadzwyczajną" koncentrację rosyjskich wojsk na granicy z Ukrainą. W ocenie dyplomaty, w ten sposób Moskwa próbuje wywierać presję na Stany Zjednoczone w sprawie tak zwanych gwarancji bezpieczeństwa.

Wypowiedź Johna Sullivana cytuje agencja Reuters. Analitycy z portalu Conflict Intelligence Team zwracają uwagę, że od kilku miesięcy Rosja gromadzi wojska w regionach graniczących z Ukrainą i pod pretekstem ćwiczeń wysyła swoje oddziały na Białoruś. Wcześniej Waszyngton i Bruksela oświadczyły, że nałożą na Moskwę dotkliwe sankcje i nie pozostaną bierne, jeśli rosyjskie wojska zaatakują Ukrainę.

Oficjalnie Kreml i rosyjskie MSZ informują, że nie zamierzają atakować sąsiedniego państwa. Minister Spraw Zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow powtarza, że Moskwa chce dostać pisemne gwarancje bezpieczeństwa. Chodzi o rezygnację NATO z przyjęcia Gruzji i Ukrainy oraz wycofanie wojsk Sojuszu z państw, które podpisały Pakt Północnoatlantycki po 1997 roku.

W odpowiedzi na te żądania były ambasador Stanów Zjednoczonych w Moskwie, Michael McFaul, napisał w Internecie, że jeśli Władimir Putin domaga się, aby siły NATO powróciły do miejsc dyslokacji sprzed 1997 roku, to Sojusz powinien wezwać rosyjskich żołnierzy do opuszczenia: Krymu, Donbasu, Osetii Południowej i Abchazji oraz wycofania systemów rakietowych "Iskander" z Kaliningradu.

Więcej o: