Ukraina. Mieszkańcy Charkowa pytani, co zrobią w razie inwazji. "Jeśli dadzą karabin, pójdę walczyć"

Mieszkańcy Ukrainy mimo rosnącego napięcia zachowują spokój - ale wielu deklaruje też gotowość do walki w razie rosyjskiej inwazji, pokazują relacje w mediach. - Wezmę karabin i pójdę walczyć na wojnie - powiedział pytany przez reporterkę jednej ze stacji telewizyjnych mieszkaniec Charkowa.
Zobacz wideo Brytyjski samolot wyładowany rakietami dla Ukrainy

Nad Ukrainą cały czas wisi groźna nowej wojny. Rosja zgromadziła ogromne siły przy granicach kraju, a media opisują już scenariusze ewentualnej inwazji. Jednak według relacji z samej Ukrainy, wśród mieszkańców nie widać paniki - choć są ogromne obawy. Jedna ze telewizyjnych (????????? ?????, inaczej: Current Time - właścicielem telewizji jest Radio Wolna Europa) w ramach sondy ulicznej zapytała mieszkańca Charkowa - który leży zaledwie 40 km od granicy Rosji - o to, czy jego rodzina ma plany na wypadek inwazji. Oto, jak odpowiedział:

- Mamy.

- A czy powie pan, jakie to plany?

- Wezmę karabin i pójdę walczyć na wojnie.

Reporterka przez chwilę milczy, a później dopytuje, co zrobi jego rodzina. Mężczyzna tłumaczy, że zawiezie domowników do domku letniskowego. Dodaje, że jego rodzina zrobiła już zapasy jedzenia i benzyny i ma tam wszystko, co może być potrzebne. - Ja jestem gotów walczyć. Choćby jutro, jeśli dadzą mi karabin, to pójdę na wojnę. Zrobię, co mogę. Będę z nimi walczył, jak tylko się da - powiedział.

Kryzys humanitarny na wschodzie UkrainyNowa wojna na Ukrainie? Dla mieszkańców Donbasu nigdy się nie skończyła

Reporter Piotr Andrusieczko Outriders, który jest obecnie w Donbasie, opisuje, że "paradoksalnie najspokojniej jest tam, gdzie od niemal ośmiu lat jest niebezpiecznie, czyli w pobliżu linii frontu". Mieszkańcy mówią, że przywykli do wojny i życie zdaje się toczyć normalnie - na tyle, na ile jest normalne w strefie konfliktu. Choć o konflikcie na wchodzie Ukrainy mówię się nieraz, że jest "zamrożony", to przez cały czas dochodzi tam do wymiany ognia. Pociski nieraz trafiają w domy cywilów, którzy dalej tam mieszkają.

Podobnie sytuację relacjonuje Andrzej Zaucha z TVN24. Jego rozmówcy z okolicy linii frontu także opowiadają, że przyzwyczaili się do zagrożenia: ostrzałów, artylerii. Nie uciekli, bo nie mają dokąd, a na miejscu wspierają żołnierzy.  Sierhij Borysienko, dyrektor szkoły w Siemionowce, także zamierza walczyć. Jak powiedział reporterowi TVN24, pomimo wieku (ma 66 lat) "zmusił" miejscowe władze do wpisania go na listę ochotników i deklaruje, że w razie inwazji będzie walczył. - Zdrowia już nie ma, ale będę chociaż mięsem armatnim. Może chociaż jednemu dam wycisk - mówił.

Relacje Ukraina-Rosja. Trwają działania dyplomatyczne

Cały czas trwają działania dyplomatyczne, które mają pozwolić uniknąć nowej wojny. Za dwa dni w Paryżu ma się odbyć spotkanie polityków Rosji, Ukrainy, Francji i Niemiec. Rozmowy mają dotyczyć sposobów rozwiązania napiętej sytuacji panującej na pograniczu ukraińsko-rosyjskim.

Rosjanie zgromadzili przy granicy z Ukrainą dziesiątki tysięcy żołnierzy. Moskwa zaprzecza, jakoby planowała inwazję na Ukrainę i przekonuje, że to Kijów chce zaatakować prorosyjskich bojowników w separatystycznych wschodnich obwodach.

Jednocześnie Rosja żąda, by Stany Zjednoczone oraz NATO porzuciły plany rozwijania swoich struktur na wschód i nie dopuściły Ukrainy czy Gruzji do Sojuszu. Moskwa chce także, by NATO osłabiło swoją obecność na wschodniej flance.

W ostatnich dniach odbyło się spotkanie amerykańskiego sekretarza stanu i ministra spraw zagranicznych Rosji, które jednak nie doprowadziło do zmiany sytuacji.

Więcej o: