Zdjęcie bazy Rosjan przy granicy Ukrainy w świetnej jakości? Proszę bardzo, 60 zł [TAKA CIEKAWOSTKA]

Jeszcze dwie dekady temu zdjęcia tego rodzaju były czymś dostępnym jedynie dla wywiadów najbogatszych państw. Teraz może je kupić właściwie każdy. Potencjał cywilnych satelitów obserwacyjnych rozwinął się i dzięki nim wiemy na przykład znacznie więcej o tym, co robi rosyjskie wojsko.

Zdjęcia satelitarne rosyjskich baz wojskowych w rejonie przygranicznym z Ukrainą pojawiają się w mediach regularnie. Są bardzo dokładne, pozwalają rozróżnić pojedyncze namioty i pojazdy. Wprawne oko dostrzeże też na przykład, że od czasu wykonania poprzedniego zdjęcia tego samego obozowiska, z części namiotów zniknął śnieg, co możne oznaczać, że włączono w nich ogrzewanie i ktoś w nich zamieszkał.

Pół wieku, a jaka różnica

Tego rodzaju zdjęcia jeszcze pół wieku temu byłyby marzeniem wywiadów największych mocarstw. Wystarczy spojrzeć na odtajnione zdjęcia pierwszej generacji amerykańskich satelitów zwiadowczych Corona.

Pierwsze udane zdjęcie wykonane przez satelitę szpiegowskiego - radziecka baza lotnicza w obiektywie satelity systemu Corona w 1960 rokuPierwsze udane zdjęcie wykonane przez satelitę szpiegowskiego - radziecka baza lotnicza w obiektywie satelity systemu Corona w 1960 roku Fot. USGS

Wówczas uzyskanie obrazów radzieckich baz wymagało ogromnych inwestycji idących w miliardy dolarów i zaangażowania tysięcy ludzi w ramach rozległego programu. Choćby do łapania spadających z kosmosu zasobników z rolkami filmu z satelitów zwiadowczych.

Zobacz wideo

Dzisiaj rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Zdjęcia nieporównywalnie lepsze są dostępne dla każdego, kto jest gotów zapłacić. I nie chodzi o bajońskie sumy, ale takie dostępne nawet dla niewielkich firm.

- Ten rynek rozwinął się gwałtownie na przestrzeni kilku ostatnich lat, choć na mniejszą skalę funkcjonował wcześniej. Ja zaczynałem korzystać z tego rodzaju zdjęć chyba około 2012 roku. Jednak jakość i dostępność zdjęć dzisiaj jest czymś bez porównania, a jestem pewien, że będzie tylko lepiej i taniej - mówi Gazeta.pl Konrad Muzyka, właściciel firmy Rochan Consulting, zawodowo zajmujący się tak zwanym białym wywiadem. Śledzi aktywność wojska Białorusi i Rosji korzystając z ogólnodostępnych źródeł. Pisaliśmy wcześniej szerzej o jego pracy.

Kilkadziesiąt złotych za rosyjski obóz

Chcąc zobaczyć zdjęcia satelitarne interesujących go poligonów czy baz, Muzyka korzysta z usług pośredników, którzy gromadzą zdjęcia wykonywane przez satelity należące głównie do trzech zachodnich firm: Airbus, Maxar i Planet Labs. Do tego mniejsze z Chin i Korei Południowej. - W praktyce wygląda to tak, że mam w systemie ustawione jakie obszary mnie interesują i dostaję powiadomienie, kiedy tylko jakiś satelita wykona ich zdjęcia. W kilka godzin mogę je mieć na komputerze i analizować - opowiada analityk.

Istnieje też możliwość skorzystania z usługi tak zwanego "taskingu", czyli zlecenia wykonania zdjęcia jakiegoś obszaru. - Zawsze mi się przy tym przypomina taki film sensacyjny "Czas patriotów", w którym Harrison Ford prosi szefa CIA o zmianę położenia satelity szpiegowskiego i wykonania zdjęć w inny sposób, a ten odpowiada coś w stylu: "Czy pan sobie zdaje sprawę, ile to będzie kosztować!?". No więc teraz ja mogę coś takiego zrobić i za zrobione na moje zamówienie zdjęcie powierzchni 20 km2 zapłacę kilkaset dolarów - mówi Muzyka.

Kilkaset dolarów to cena za specjalne zamówienia. Za standardowe zdjęcia jest znacznie mniej. - To jest naprawdę tanie. Za bardzo dobrej jakości zdjęcia płaci się kilkanaście euro za kilometr kwadratowy widocznej powierzchni. Czyli na przykład za ujęcie obozowiska rosyjskiego wojska na poligonie w pobliżu Ukrainy płacę kilkadziesiąt złotych - opisuje analityk. - Gdybym chciał mieć nowe i bardzo ostre zdjęcie bazy naszego lotnictwa w Krzesinach to pewnie bym zapłacił mniej niż sto euro - dodaje.

Blisko granicy możliwości

Za takie pieniądze można mieć naprawdę ostre i dokładne zdjęcia. Rozdzielczość oferowana przez komercyjne satelity osiągnęła poziom, który w latach 90. był zarezerwowany dla wywiadu i wojska. Mierzy się ją w metrach albo centymetrach na piksel. Czyli jak duży obiekt na Ziemi jest reprezentowany przez jeden piksel na zdjęciu. Ta wartość waha się w praktyce od kilkunastu metrów do kilkudziesięciu centymetrów. Zdjęcia z satelitów o słabej rozdzielczości są często za darmo (jak na przykład z satelitów Landsat NASA) i mogą być przydatne do bardzo ogólnego spojrzenia na jakiś rozległy obszar na przestrzeni lat.

Metry na piksel to jednak w dzisiejszych warunkach bardzo słaby wynik. - Obecnie standardem na rynku cywilnym jest rozdzielczość 50 cm na piksel, choć są już też zdjęcia 30 cm na piksel od Maxara i Airbusa - mówi Muzyka. Zdjęcia o takiej jakości wyglądają jak te zamieszczone wcześniej w tekście. Umożliwiają w dobrych warunkach nawet dostrzeżenie sylwetek ludzi. Identyfikacja na przykład typów pojazdów i ich policzenie nie nastręcza doświadczonemu analitykowi wielkich trudności.

Sama rozdzielczość to jednak nie wszystko. - Wielkie znaczenie ma też, na ile zdjęcie jest aktualne, przy jakiej pogodzie je zrobiono i w jakiej porze dnia. Czasem najostrzejsze zdjęcia może zrujnować ostre słońce odbijające się od śniegu. Kiedy indziej odpowiednie położenie słońca i cienie rzucane przez na przykład pojazdy znacznie ułatwiają ich identyfikację - opowiada Muzyka.

W najbliższych latach rozdzielczość komercyjnych satelitów najprawdopodobniej jeszcze się poprawi. W 2021 roku amerykańska firma Albedo otrzymała koncesję od władz USA na umieszczenie na orbicie takich zdolnych do wykonywania zdjęć o parametrze 10 centymetrów na piksel. To już blisko granic fizycznych możliwości teleskopów optycznych znajdujących się na niskiej orbicie, wynoszącej około 150-200 kilometrów.

Istnieją jeszcze inne satelity zobrazowania, w których rozdzielczość nie jest kluczowym parametrem. Obserwować wydarzenia na Ziemi można też za pomocą satelitów z radarami. Ich ogromną zaletą jest niewrażliwość na pogodę, która potrafi rujnować istotną część zdjęć wykonywanych w normalny sposób. No i zdolność do wykonywania zdjęć niezależnie od pory dnia. Dane z tego rodzaju satelitów też są dostępne dla cywilnych analityków nawet z rozdzielczością 25 cm na piksel.

 - I takie możliwości będą potencjalnie dostępne dla mnie, cywila zajmującego się białym wywiadem. Można sobie wyobrazić co jest dostępne dla służb mocarstw - stwierdza Muzyka.

Przygotowania do startu rakiety z rosyjskim eksperymentalnym satelitą bojowymNamiastka wojny w kosmosie. Rosyjski satelita zbliżył się do amerykańskiego

Nie wszystko się da z kosmosu

Według szczątkowych odtajnionych informacji, satelity zwiadowcze służb USA dotarły do dolnej granicy fizyczne możliwej rozdzielczości już na przełomie lat 70. i 80., osiągając wynik rzędu 5-10 centymetrów na piksel. Wbrew temu co można często zobaczyć w filmach sensacyjnych, nawet taka jakość obrazu nie umożliwia rozpoznania na przykład czyjejś twarzy. Łatwo policzyć, że w takim wypadku składa się ona z kilku pikseli.

W 2019 roku prezydent Donald Trump ujawnił zdjęcie wykonane przez jednego z amerykańskich satelitów zwiadowczych i obliczono, iż rozdzielczość wynosi około 10 cm na piksel. Normalnie fotografie tego rodzaju są tajne.

Amerykanie posiadają też duże satelity radarowe, które prawdopodobnie mają największe anteny ze wszystkich dotychczasowych satelitów. Pomimo takich możliwości, obserwacja z kosmosu nie jest idealna. Satelity nie są w stanie prowadzić ciągłej obserwacji, ponieważ poruszają się po orbitach i w najlepszym wypadku mogą zrobić w ciągu dnia kilka zdjęć tego samego obszaru. Nie da się ich też całkowicie ukryć, przynajmniej nie ma dowodów na skuteczne i praktyczne systemy maskowania w kosmosie, więc przeciwnik zawsze wie, kiedy nadlatuje podglądacz.

Z tych powodów nadal są w użyciu drony i samoloty zwiadowcze, które potrafią przez wiele godzin krążyć w wybranej okolicy. Tak jak teraz robią niemal bez przerwy maszyny NATO nad Ukrainą i w pobliżu granic Rosji.

Zobacz wideo
Więcej o: