USA rozważają ewakuację rodzin dyplomatów z Kijowa, Zełenski boi się o Charków. "Może zostać zajęty"

Stany Zjednoczone rozważają wycofanie z Kijowa rodzin dyplomatów i części pracowników ambasady - informuje Bloomberg. Ewakuacja miałaby im zapewnić bezpieczeństwo w przypadku rosyjskiej agresji na Ukrainę. Kolejne kraje deklarują pomoc - wysłanie uzbrojenia zaoferowały Czechy.

W ostatnich dniach sytuacja na linii Ukraina-Rosja eskaluje - Rosa zgromadziła przy granicy ponad 120 tysięcy żołnierzy. Ukraiński wywiad wojskowy podał także w iątek, że z Rosji do jednostek w Donbasie przewieziono w styczniu 7 tysięcy ton paliwa, czołgi a także aminicję. Jak wskazano, trwa także "nabór najemników, którzy są wysyłani do Donbasu".

W Genewie odbyło się spotkanie rosyjskiego szefa MSZ, Siergieja Ławrowa, z sekretarzem stanu USA, Antonym Blinkenem. - Jeśli jakikolwiek siły wejdą na Ukrainę, uznamy to za inwazję - podkreślił amerykańśki dyplomata. Mimo to Siergiej Ławrow zapowiedział, że Rosja "nie zamierza zaatakować Ukrainy", ale pozwolił sobie też na uwagę: - Strona amerykańska starała się postawić na pierwszym miejscu Ukrainę, ale myślę, że pod koniec spotkania zrozumiała, że trzeba się skoncentrować na istocie propozycji Rosji.

Czytaj też: Ławrow: "nie zamierzamy zaatakować Ukrainy". O Polsce: nadaje ton antyrosyjskiej polityce NATO 

Zobacz wideo Czy czeka nas atak Rosji na Ukrainę? Kwaśniewski: Sytuacja z Ukrainą jest trudna

Konflikt Ukraina-Rosja. Czechy zapowiadają wysłanie uzbrojenia

Kolejne kraje zajmują stanowisko w sprawie. Według informatorów Bloomberga plan ewakuacji rodzin amerykańskich dyplomatów ma zostać ogłoszony w najbliższych dniach. Zgodnie z nim członkowie rodzin amerykańskich dyplomatów bezwarunkowo powróciliby do USA, a niżsi rangą pracownicy ambasady w Kijowie dostaliby wybór między wyjazdem a kontynuowaniem służby. Zgodnie z oficjalnymi danymi Amerykanie zatrudniają w Kijowskiej placówce 180 swoich obywateli oraz 560 Ukraińców.

Przed trzema dniami na Ukrainę oddział swoich wojsk o specjalnym przeznaczeniu wysłała Kanada. Kontyngent ma pomóc w powstrzymaniu inwazji Rosji na ten kraj, a w razie agresji - bezpiecznie ewakuować kanadyjskich dyplomatów. Czeskie ministerstwo obrony zapowiedziało z kolei wysłanie uzbrojenia na Ukrainę w związku z możliwą inwazją. Dalszą pomoc dla Ukrainy oraz poparcie ewentualnych sankcji wobec Rosji zapowiedział czeski resort dyplomacji. Szefowa resortu obrony, Jana Czernochova, przekazała, że wniosek w sprawie wysłania na Ukrainę amunicji artyleryjskiej trafi w przyszłym tygodniu na posiedzenie czeskiego rządu. - Sytuacja na ukraińskich granicach jest niepokojąca, dlatego ministerstwo obrony zdecydowało się wystąpić do rządu o udzielenie pomocy materialnej, o którą poprosiła nas strona ukraińska - powiedziała Jana Czernochova.

Minister spraw zagranicznych Czech Jan Lipavsky poinformował, że rozważane są też inne formy pomocy. Dodał, że Republika Czeska jest przygotowana na najgorszy scenariusz. - Tym scenariuszem jest rosyjska inwazja na terytorium Ukrainy. Staramy się tego uniknąć. Nikt sobie tego nie życzy, dlatego prowadzone są intensywne rozmowy międzynarodowe - podkreślił szef czeskiej dyplomacji. Władze w Pradze są też gotowe poprzeć ewentualne sankcje wobec Rosji. Liczą jednak na deeskalację napięcia i pokojowe zakończenie konfliktu.

Jak Polska pomoże Ukrainie? MSZ zapewnia o wsparciu. Zełenski alarmuje: Charków może zostać zajęty

W pomoc Ukrainie angażują się też inne europejskie kraje - szef MSZ Holandii zapowiedział, że tamtejszy rząd "życzliwie odniesie się do prośby o dostawę broni" do Kijowa, a Hiszpania zapowiedziała przyspieszenie wysłania swoich okrętów na Morze Czarne. Polskie MSZ deklaruje, że wspiera Ukrainę, ale nie podaje na razie, jak pomoc miałaby wyglądać. Nikt dziś na Ukrainie nie ma wątpliwości, że Polska udzieli Ukrainie wszelkiej pomocy, jaka będzie niezbędna, jakie będziemy mieli możliwości - mówił w rozmowie z radiem ZET wiceszef MSZ Paweł Jabłoński.

Tymczasem prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w wywiadzie dla "Washington Post" powiedział, że "jeśli Rosja zdecyduje się zwiększyć eskalację, to oczywiście zrobi to na tych terytoriach, gdzie historycznie przebywają ludzie, którzy mają związki rodzinne z Rosją", tak, jak odbyło się to w przypadku Krymu. Wskazał, że obawia się m.in. o Charków. - Charków może zostać zajęty, może być okupowany - powiedział, dodając, że zajęcie Charkowa byłoby "początkiem wojny na wielką skalę". Podkreśla też: - Jeśli Rosja zaatakuje Ukrainę, stracą wszyscy.

Więcej o: