Wielka Brytania. Boris Johnson przeprasza za złamanie lockdownu. "Rozumiem gniew, rozumiem udrękę"

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson przeprosił w środę 12 stycznia za spotkanie w ogrodzie jego rezydencji przy Downing Street podczas lockdownu w 2020 roku. Opozycja żąda jego dymisji.
Zobacz wideo Kiedy nastąpi uwolnienie rynku gazu? Głośniewska: Powinno to nastąpić od 1 stycznia 2024 r.

Boris Johnson w środę 12 stycznia podczas sesji pytań do premiera w Izbie Gmin Johnson przyznał, że brał udział w spotkaniu 20 maja 2020 roku w ogrodzie przy rezydencji Downing Street. Zaznaczył jednak, że był wówczas w pracy, a jego obecność trwała około 20 minut, a następnie wrócił do biura

- Chcę przeprosić. Wiem, że ostatnie 18 miesięcy dla milionów ludzi w tym kraju oznaczały mnóstwo wyrzeczeń. Rozumiem udrękę, przez którą przeszli, nie mogąc opłakiwać swoich bliskich, nie mogąc żyć tak, jak chcą, nie mogąc robić rzeczy, które kochają. Rozumiem gniew, który czują wobec mnie i mojego rządu, gdy myślą, że na samej Downing Street ludzie, którzy stworzyli zasady, ich nie przestrzegali - powiedział premier Johnson.

W odpowiedzi lider Partii Pracy, Keir Starmer stwierdził, że "te przeprosiny są bezwartościowe". - Premier nie ma poczucia wstydu - ocenił Ian Blackford ze Szkockiej Partii Narodowej. Opozycja chce jego dymisji. Co na to obywatele? Według wczorajszego sondażu (11.12) pracowni YouGovm odejścia Borisa Johnsona chce 2/3 pytanych, a według pracowni Savana - 55%. W obu badaniach za pozostaniem szefa rządu opowiada się mniej więcej co czwarty ankietowany. Dodatkowo brytyjski polityk traci zaufanie w swojej partii.

Więcej informacji ze świata i kraju znajdziesz na stronie głównej portalu Gazeta.pl.

Epidemia koronawirusa w Wielkiej Brytanii"Daily Mail": Antyszczepionkowcy przygotowują się do "wojny" z rządem

Opozycja żąda dymisji. "Przyjęcie skończone, panie premierze"

W kodeksie ministerialnym - oficjalny dokument podpisanym przez premiera, gdy wprowadzał się na Downing Street - zapisana jest zasada, że członek rządu, który oszuka parlamentarzystów, powinien podać się do dymisji. Tymczasem wcześniej Boris Johnson zapewniał, że reguł nie złamano, nie wspominał też o swoim udziale w lockdownowych spotkaniach. Keir Starmer mówił dziś, że szef rządu w "jasny sposób naruszył kodeks ministerialny".

"Przyjęcie skończone, panie premierze. Pytanie tylko, czy wyrzuci go opinia publiczna, czy jego własna partia. A może zachowa się, jak trzeba i sam zrezygnuje?" - mówił szef opozycji. Kodeks nie ma mocy prawnej, ale w brytyjskiej kulturze politycznej niemal nie do pomyślenia jest jego łamanie.

W sprawie lockdownowych imprez trwa dochodzenie wewnętrzne. Premier zaapelował, by poczekać na jego wyniki. Już teraz zapowiedział, że wtedy znów stanie przed parlamentem. Jeśli oficjalny raport wskaże na złamanie zasad, to pozycja szefa rządu jeszcze bardziej się osłabi. A już teraz brytyjskie media donoszą o coraz większym niepokoju konserwatywnych posłów. Posłowie ci mają prawo odwołać swego szefa. Jeden z rozmówców "Timesa" przewiduje nawet, że wybory nowego lidera odbędą się już w czerwcu. Z kolei Douglas Ross, szef szkockiej odnogi Partii Konserwatywnej stwierdził otwarcie, że jeśli Boris Johnson złamał zasady lockdownu, to powinien zrezygnować.

Tymczasem policja ciągle nie wyklucza wszczęcia śledztwa w sprawie ewentualnego złamania prawa w samym sercu świata brytyjskiej polityki.

Premier Wielkiej Brytanii Boris JohnsonWielka Brytania. Boris Johnson: Antyszczepionkowcy rozsiewają brednie

Więcej o: