Kazachstan. Wojsko na głównym placu Ałmaty. Padły strzały, policja mówi o "eliminacji demonstrantów"

Rosja i Armenia wysyłają do Kazachstanu kontyngenty wojskowe. O pomoc w tłumieniu zamieszek poprosił kazachstański prezydent Kasym-Żomart Tokajew. Według ostatnich doniesień w mieście Ałmaty doszło do starć między wojskiem a uzbrojonymi demonstrantami. Są ofiary śmiertelne. W całym kraju obowiązuje stan nadzwyczajny. W czwartek ogłoszono przerwę w pracy wszystkich instytucji finansowych.
Zobacz wideo Dziennikarze z Kabulu zatrzymani i pobici przez talibów. Relacjonowali protest w obronie praw kobiet

W czwartek rano doszło do starć na głównym placu Ałmaty w Kazachstanie. Lokalne media donoszą, że "siły ekstremistyczne próbowały szturmować budynki administracyjne i wydział policji miasta Ałmaty". Podają również, że na plac wjechało kilka transporterów opancerzonych. Wkroczyły tam również oddziały wojska. "Słychać było strzały" - podała m.in. Agencja Reutera.

Rosyjskie agencje prasowe, m.in. TASS, podają informacje, że żołnierze rozpoczęli operację "oczyszczania miasta z elementów wzniecających niepokoje". Policja podała, że dziesiątki demonstrantów zostały "wyeliminowane" i trwa ustalanie ich tożsamości. Miejscowe źródła informują, że są ofiary śmiertelne i po stronie demonstrujących, i sił bezpieczeństwa. Policja zapowiada, że "operacja antyterrorystyczna" będzie kontynuowana. Mieszkańcy zostali wezwani do pozostania w domach. W całym kraju obowiązuje stan wyjątkowy.

Protesty w KazachstanieKazachstan. Protestujący przejęli lotnisko. Nie żyje co najmniej 8 osób

Więcej informacji na stronie głównej Gazeta.pl

Rosja i Armenia wysyłają do Kazachstanu kontyngenty wojskowe

Protesty w Kazachstanie wybuchły 2 stycznia, gdy rząd ogłosił podwyżki cen paliw. Demonstranci zażądali też odsunięcia od władzy osób związanych z byłym prezydentem Nursułtanem Nazarbajewem. Urzędujący prezydent Kasym-Żomart Tokajew zdymisjonował rząd, odwołał Nursułtana Nazarbajewa ze stanowiska szefa Rady Bezpieczeństwa, ale protesty nie ustały. Demonstranci zdemolowali budynki instytucji rządowych, organów ścigania i redakcji państwowych mediów. W mieście Ałmaty uzbrojone grupy grabiły sklepy i bankomaty. 

Wcześnie rano prezydent Kazachstanu oświadczył, że na jego kraj napadli terroryści, wyszkoleni za granicą i poprosił o pomoc wojskową sojuszników z Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. - To podważenie integralności państwa, a co najważniejsze, jest to atak na naszych obywateli, którzy proszą mnie o pilną pomoc. (...) Mieszkańcy Ałmaty padli ofiarą bandytów. Naszym obowiązkiem jest podejmować wszelkie możliwe działania w celu ochrony naszego państwa - stwierdził. Jako pierwsze zadeklarowały wysłanie żołnierzy Rosja i Armenia. Premier Armenii zapowiedział, że bliżej nieokreślona liczba sił pokojowych uda się do Kazachstanu, aby ustabilizować sytuację.

W środę Agencja Reutera, powołując się na informacje resortu spraw wewnętrznych, poinformowała, że w zamieszkach zginęło ośmiu policjantów i żołnierzy, a 317 zostało rannych. Prezydent kraju stwierdził w przemówieniu, że "grupy kryminalistów biją naszych żołnierzy, upokarzają ich, ciągną ich nagich po ulicach, atakują kobiety i plądrują sklepy". Protestujący przejęli też kontrolę nad lotniskiem, ale, według agencji Interfax, port lotniczy został już odzyskany przez służby. Nie wiadomo jednak, na ile prawdziwa jest ta informacja. Agencja zaznacza, że nie jest w stanie tego zweryfikować.

Blokada internetu i zamieszki w KazachstanieProtesty w Kazachstanie. Płonie ratusz w największym mieście kraju

Więcej o: