Wojna oddziela dobre życie od koszmaru. Ale życie uchodźczyni to codzienne przekraczanie granic

Nida, uchodźczyni z Syrii, samotnie zajmuje się trojgiem dzieci. Wojna przerwała jej studia na uniwersytecie i teraz najbardziej boi się, że jej dzieci także stracą szansę na edukację. Utrzymują się tylko z pomocy humanitarnej. Nie stać ich na ogrzewanie i zimą polegają tylko na kocach i ciepłych ubraniach. Możesz pomóc im, wpłacając pieniądze w ramach akcji Zaopiekowani.

Drugie życie Nidy to życie dla dzieci

Dla Nidy w 2012 roku skończyło się jedno życie – ambitnej studentki literatury arabskiej, która ma plany na przyszłość i zaraz urodzi synka. To życie zakończyła dramatyczna ucieczka przed wojną z Syrii do sąsiedniego Libanu.

Wtedy zaczęło się drugie życie: w trakcie przeprawy Nida urodziła najstarszego syna. Teraz w Libanie żyje życiem, którego nigdy nie zaakceptowała. I mówi, że nawet jeśli nie widzi już ratunku dla siebie, to nigdy nie podda się, gdy idzie o życie dzieci

Nida i jej troje dzieciLibańczyków i uchodźców czeka najgorsza zima od lat

Libańska granica była pierwszą, którą Nida musiała przekroczyć. 

– Gdy podjęliśmy decyzję o wyjeździe z Syrii, byłam już w 9. miesiącu ciąży – opowiada. Na uchodźstwie jest głową rodziny – żywicielką trojga małych dzieci i z tego powodu bardzo często przekracza kolejne granice: własnej wytrzymałości psychicznej, strachu i systemu, który wiele utrudnia, bo kobiety mają w nim mniej praw, niż mężczyźni. 

Taki los spotkał nie tylko Nidę. Życie syryjskich kobiet rozpadło się, musiały odnaleźć się w nowych miejscach i rolach. Z kraju często zabrały ze sobą bardzo niewiele: walizkę z niezbędnymi rzeczami, obrączki i wspomnienia dobrego życia. Przez lata życia na uchodźstwie przybyło im głównie zmartwień.

Według raportu "Woman Alone – the Fight for Survival by Syrian Refugee Women"  sporządzonego przez Biuro Wysokiego Komisarza ds. Uchodźców syryjskie kobiety mają dużo mniejsze szanse na godne życie w Libanie niż mężczyźni. To skutkuje brakiem bezpieczeństwa we wszystkich aspektach codzienności: nierówności występują w dostępie do pracy, edukacji, opieki zdrowotnej, mieszkań. Status samotnej kobiety zwiększa ryzyko aresztowania, zatrzymania lub deportacji. Wiele samotnych syryjskich kobiet mówi o strachu przed kontaktem z władzami lub dostępem do mechanizmów sprawiedliwości w przypadku przemocy ze względu na płeć. Wspomniany wyżej raport powstał kilka lat temu i już wtedy mówił o 145 000 gospodarstwach domowych prowadzonych przez kobiety. Obecnie stanowią one w Libanie 50,5 proc. uchodźców z Syrii, a w jednym na pięć gospodarstw domowych są jedynym żywicielem rodziny. 

Nida początkowo mieszkała z mężem w Bejrucie, ale ze względu na jego problemy psychiczne od czterech lat są w separacji.

– Mój mąż pracował jako dozorca, więc mieliśmy gdzie mieszkać i z czego żyć. W 2017 roku wdał się w bójkę z szefem, który nie chciał mu zapłacić. Trafił do więzienia. Gdy po trzech latach wyszedł, nie był już sobą – opowiada.

Teraz Nida mieszka na północy kraju, w prowincji Akkar – jednym z najbardziej niebezpiecznych, zaniedbanych i biednych miejsc w kraju. Gdyby wsiadła do samochodu, po kilku chwilach byłaby w Syrii. Ale nie zrobi tego, bo - jak mówi - w Syrii wciąż jest niebezpiecznie.

TrypolisLiban tonie w długach i ciemności. Kryzys wpędził miliony w skrajne ubóstwo

Ściany w domu Nidy są w opłakanym stanie, ale to nie przeszkadza, żeby były tablicą

W Akkarze każdy dzień to ryzyko. Ale Nida nie na tym skupia się podczas naszej rozmowy. W wynajmowanym przez nią mieszkaniu w oczy rzuca się bardzo skromne wyposażenie i napisy na ścianach. Słowa starannie zapisane po arabsku pokrywają ściany, z których odpada tynk i przez które wdziera się wilgoć.

Kobieta przed wybuchem wojny w Syrii studiowała literaturę arabską. Udało jej się zaszczepić w dzieciach miłość do tego języka i zapał do nauki. Wśród bardzo niewielu rzeczy w pokoju wyróżniają się też trzy dziecięce tornistry. A dzieci Nidy niecierpliwią się, że nasza rozmowa wciąż trwa. Za chwilę muszą wychodzić, żeby dotrzeć do szkoły na drugą zmianę.

Jeszcze przed COVID uczestnictwo syryjskich dzieci w edukacji było niskie. Głównym powodem były i nadal pozostają koszty materiałów szkolnych albo dojazdu, których rodziny uchodźcze nie są w stanie pokryć. Część dzieci formalnie nie ma prawa do edukacji, a podczas pandemii wiele z nich wypadło z systemu. Wiele już do szkoły nie wróciło. Niektóre poszły do pracy. 

Nida mogłaby bardzo długo opowiadać o tym, jak żyje samotna mama z trójką dzieci za niecałe 3 dolary dziennie w biednym Akkarze. I o tym, że jako samotną kobietę,  często ktoś próbuje ją wykorzystać. Ale woli więcej mówić o tym, że kocha swoje dzieci i wierzy, że im się uda. 

Największym zmartwieniem przed zimą jest opał. W mieszkaniu jest piec na olej, ale pieniędzy na zakup paliwa brak. 

Właśnie takie rodziny w zimowym okresie można wspierać w ramach akcji Zaopiekowani na pcpm.org.pl/zaopiekowani. Zaopiekowane rodziny dzięki zbiórce będą otrzymywały środki na przeżycie przez pięć zimowych miesięcy. 

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Wojna oddziela dobre życie od koszmaru. Ale życie uchodźczyni to codzienne przekraczanie granic
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl