Rodem z lat 60., ale niezastąpieni. Powietrzni szpiedzy USA zaczęli podsłuchiwać znad Ukrainy [TAKA CIEKAWOSTKA]

Amerykańskie wojsko jako jedyne na świecie ma takie możliwości szpiegowania przeciwników z powietrza. Cała flota specjalistycznych samolotów zwiadowczych nieustannie krąży w pobliżu Chin, Iranu i Rosji. Niedawno największy z nich po raz pierwszy zawitał nad Ukrainą. Już dwa razy.

Samolot RC-135 Rivet Joint pojawił się w przestrzeni powietrznej naszego sąsiada pierwszy raz 11 grudnia, wywołując spore zainteresowanie. Maszyna latała z włączonym transponderem, więc można było obserwować ją na cywilnych portalach pokazujących ruch lotniczy w czasie rzeczywistym. Drugi taki lot miał miejsce 16 grudnia. RC-135 przyleciały z bazy w Wielkiej Brytanii i krążyły nad Ukrainą około sześciu godzin, głównie nad jej południowo-wschodnim krańcem. Czyli w pobliżu zagarniętego przez Rosjan Krymu i ogarniętego wojną Donbasu.

Do tej pory tego rodzaju loty wykonywały bezzałogowe RQ-4 Global Hawk. Większe załogowe maszyny trzymały się z dala od terytorium Ukrainy, obserwując Rosję znad terytorium państw NATO, albo wód międzynarodowych. Co skłoniło USA do takiej zmiany praktyki, nie wiadomo. Amerykanie oficjalnie w ogóle nie komentują aktywności takich maszyn jak RC-135. Być może działo się coś szczególnego, co wymagało wysłania samolotu załogowego, dysponującego większymi możliwościami niż dron. Ewentualnie miało to być po prostu przesłanie pod adresem Rosjan, z którymi NATO obecnie toczy wojnę nerwów i dyplomatyczne negocjacje na temat Ukrainy. Przemawiałoby za tym też pozostawienie transpondera włączonym przez cały lot, co nie jest obowiązkowe.

Start RC-135 Rivet Joint do misji i tankowanie w powietrzu

Zobacz wideo

Elektroniczny nasłuch z powietrza

Co konkretnie mógł obserwować RC-135 podczas swoich sześciu godzin lotu nad Ukrainą, nie dowiemy się. Szczegóły możliwości i zadań są niejawne. Co do zasady RQ-135 są maszynami zwiadu elektronicznego, czyli SIGINT. Według ogólnikowego oficjalnego opisu mają możliwość "wykrywać, identyfikować i lokalizować źródło sygnałów elektromagnetycznych". Zgromadzone informacje mogą być w czasie rzeczywistym przekazywane wyżej do dowództwa, albo do amerykańskich sił w okolicy.

W praktyce oznacza to, że maszyna jest w stanie na przykład wykryć radar, radiostację, system walki elektronicznej, czy jakiekolwiek inne urządzenie emitujące podczas pracy fale elektromagnetyczne. Nie wiadomo, na jakim konkretnie dystansie, ale mowa o ponad 200 kilometrach. Dzięki budowanej od dekad bazie danych, zapisanej w komputerach misji na pokładzie maszyny, operatorzy są w stanie zidentyfikować źródło emisji. Jednocześnie wskazać jego położenie. Wszystko w czasie rzeczywistym.

Trudno przecenić takie możliwości. Latający nad Ukrainą RC-135 może na przykład obserwować praktycznie cały Krym, albo wszystkie rejony koncentracji rosyjskiego wojska w pobliżu granic. Wyłapywać sygnały z akurat działających urządzeń elektronicznych i tworzyć mapę stanowisk baterii przeciwlotniczych czy punktów dowodzenia. Do tego oceniać skalę koncentracji sił na danym obszarze i ich potencjalne zamiary, oceniając po natężeniu komunikacji. Ze swojej strony Rosjanie pewnie są świadomi zbliżania się takiego niechcianego gościa i adekwatnie do tego wyłączają kluczowe urządzenia, których woleliby nie pokazywać Amerykanom. Być może podejmują też jakieś próby przeciwdziałania przy pomocy swoich systemów walki elektronicznej.

Szczegóły tego rodzaju działań pozostają jednak niejawne i to głównie strefa domysłów oraz spekulacji w oparciu o szczątkowe dane. Nie ulega jednak wątpliwości, że maszyny w rodzaju RC-135 czy RQ-4 nieustannie krążą w pobliżu granic Rosji. Są stałymi gośćmi między innymi na polskim niebie.

Ppłk Marcin Modrzewski za sterami F-16 podczas kołowaniaPierwsza książka polskiego pilota F-16

Od samolotu pasażerskiego do zwiadu

RC-135 to cenny spadek po zimnej wojnie. Maszyny tego rodzaju wymyślono w latach 50. na potrzeby SAC (Strategic Air Command — Dowództwo Lotnictwa Strategicznego), wówczas kluczowego elementu siły militarnej USA. Jego zadaniem było wykonywanie strategicznych uderzeń jądrowych na ZSRR i państwa satelickie. Chcąc zapewnić bombowcom jak największe szanse w starciu z obroną przestrzeni powietrznej Układu Warszawskiego, stworzono rozbudowany system jej rozpoznawania. Jednym z jego podstawowych elementów były samoloty SIGINT, mające wykrywać różnego rodzaju radzieckie radary, ustalać ich lokalizację i tworzyć bazę danych, potrzebnych między innymi dla systemów walki elektronicznej, które zaczynano instalować na innych samolotach.

Pierwsze RC-135 pojawiły się w służbie w połowie lat 60. i okazały się na tyle przydatne, że po szeregu modernizacji służą do dzisiaj. W tym czasie latały nie tylko wzdłuż granic państw Układu Warszawskiego, ale brały udział w praktycznie każdym konflikcie zbrojnym z udziałem USA. Przestały być też narzędziem wyłącznie SAC (które już zresztą nie istnieje, rozformowane po zimnej wojnie) i stały się ogólnie zasobem strategicznym Pentagonu, pracującym dla całości sił zbrojnych USA.

Pozornie RC-135 przypominają samolot pasażerski. Powstały na bazie maszyn transportowych C-135, które są natomiast rozwinięciem pierwszego odrzutowca pasażerskiego Boeinga, B707. Dość łatwo je jednak odróżnić po obecności na kadłubie różnego rodzaju anten i ich osłon. Najbardziej widoczne są te zamontowane po bokach przedniej części kadłuba. Normalne misje RC-135 niewiele się różnią od lotów samolotów pasażerskich. To długie stateczne rejsy w pobliżu granic państwa-celu. W skład załogi wchodzi około 20 specjalistów, obsługujących systemy zwiadowcze. Każdy lot może trwać niemal dobę, jeśli maszyna jest tankowana w powietrzu.

Samolot F-117 NighthawkSerbowie byli blisko do upokorzenia wojska USA po raz drugi

Poza najpopularniejszym wariantem SIGINT, który w obecnej postaci nosi nazwę Rivet Joint i oznaczenie RC-135V/W, powstał też szereg innych, mniej licznych. Na przykład trzy o nazwie Cobra Ball, które mają zainstalowane wyposażenie pozwalające śledzić testy rakiet międzykontynentalnych (zwłaszcza ich głowic wpadających w atmosferę nad radzieckim/rosyjskim poligonem Kura na Kamczatce). Są też dwa Combat Sent, wyspecjalizowane w śledzeniu radarów przeciwnika, na potrzeby tworzenia baz danych dla różnych rodzajów amerykańskiego uzbrojenia. Te trzy służą do dzisiaj, ale na przestrzeni pół wieku powstało też wiele innych wariantów RC-135. Łącznie około 30 maszyn.

Flota takich maszyn, uzupełniana przez jawne bezzałogowe RQ-4 Global Hawk i prawdopodobnie niejawne bezzałogowe RQ-180, to unikalne narzędzie w skali globu. Żadne inne siły zbrojne nie posiadają tak rozbudowanych zdolności do śledzenia przeciwnika z powietrza. W połączeniu z największą konstelacją satelitów zwiadowczych, to system dający Amerykanom bardzo dużo informacji na temat potencjalnego przeciwnika. Taki, który zazwyczaj nie jest wymieniany w zestawieniach "Najpotężniejszych sił zbrojnych świata" i temu podobnych, ale przekładający się na potencjał wojska USA w większym stopniu niż setki czołgów.

Zobacz wideo
Więcej o: