Sana walczy o poród w szpitalu. Ma do kogo wracać

Poznaj historię Sany. Niedługo na świat przyjdzie jej trzecie dziecko. Ale wcześniej Sana musi zawalczyć o swoją rodzinę, mierząc się z kryzysem, który dotyka ją każdego dnia. Możesz jej pomóc w ramach akcji "Zaopiekowani".

Wejdź na pcpm.org.pl/zaopiekowani i dołącz do akcji Gazety.pl i Fundacji PCPM, która działa na rzecz libańskich rodzin już ponad 10 lat. Twoje wsparcie trafi do wybranej rodziny i pomoże jej przetrwać najtrudniejszy czas w ciągu roku. 

– Jestem w szóstym miesiącu ciąży i od sześciu miesięcy nie płacimy czynszu. Właściciel co miesiąc grozi, że nas wyrzuci. Mój mąż stracił pracę w fabryce. Teraz tylko czasami udaje mu się znaleźć coś dorywczego. Wtedy jego dniówka to 20 tys. funtów. Przy obecnym kursie to mniej niż jeden dolar. Wszystko, co zarobi mąż, przeznaczamy na pieluchy i inne rzeczy dla dzieci. Takie dorywcze zajęcia trafiają mu się najwyżej kilka razy w miesiącu – mówi Sana. 

Ma 21 lat. Z mężem i dwójką dzieci żyje w górskim miasteczku w prowincji Akkar. Ich dom to trzy pomieszczenia w surowym budynku. Wszechobecny beton na ścianach, suficie i podłodze Sana stara się jakoś ocieplić, kładąc na ziemi dywan albo wieszając na ścianie chustę przykrywającą surowe pustaki. W salonie stoi piecyk, przy którym na materacu najczęściej ogrzewają się dzieci. Nawet jeśli na zewnątrz jest słonecznie, grube ściany nie wpuszczają do środka ciepła. 

Przeczytaj też: Liban tonie w długach i ciemności. Kryzys wpędził miliony w skrajne ubóstwo

Na co dzień młoda rodzina musi funkcjonować bez prądu i bieżącej wody. Z tego powodu nie zawsze mogą korzystać z kuchenki i lodówki, które dostali od mieszkańców miasteczka. W kuchni pod jedną ze ścian stoją skromne zapasy jedzenia. Stoją w takim miejscu, żeby nie zalała ich woda. Budynek nie jest wykończony, przez co podczas każdego deszczu do środka wlewa się woda. 

Adil jeździ po domu na plastikowym rowerku. W środku nie ma innych zabawek. 

Sana ze swoimi dziećmiSana ze swoimi dziećmi fot. Michalina Chachuła / PCPM

– Niedawno Adil zachorował. Wzięliśmy go do szpitala, ale tylko za przyjęcie na oddział zażądano od nas 10 mln funtów. Przy obecnych stawkach i kursie mój mąż musiałby pracować latami, żebyśmy mieli taką sumę. To, co zarobi, wydajemy praktycznie od razu. 

Pod pięknym uśmiechem Sany kryje się wiele niepokoju i strachu. Także o siebie. Kobieta boi się kolejny raz rodzić w domu. Podczas ostatniego porodu, kiedy na świat przyszła Emal, pojawiły się duże komplikacje, życie jej i dziecka było zagrożone. Sana próbowała się przygotować do kolejnego porodu najlepiej, jak umiała, chciała znaleźć położną lub pielęgniarkę w najbliższej okolicy. Ale każdy, kto posiada konkretny zawód, wyjechał. Nikogo nie znalazła. 

Sana ma dla kogo żyć. Postanowiła, że gdy nadejdzie czas, po prostu pojedzie do szpitala. Działająca w jej miasteczku grupa wsparcia próbuje zebrać pieniądze, by zapłacić szpitalowi za przyjęcie.  

Zlew w domu Sany udało się zamontować dzięki pomocy sąsiadówZlew w domu Sany udało się zamontować dzięki pomocy sąsiadów Fot. Patryk Strzałkowski / Gazeta.pl

W Libanie nic nie jest proste. Nawet jeśli uda się zebrać środki na poród w szpitalu, Sana musi jakoś do szpitala dojechać. Tutaj też mogą pojawić się komplikacje. W całym kraju brakuje paliwa. Jeśli mężowi Sany uda się wyrobić wystarczającą liczbę dniówek, ceny paliwa mogą nagle drastycznie wzrosnąć. 

Libański system zdrowia jest przeciążony i niedofinansowany, przez co dla osób w potrzebie, takich jak Sana, pomoc jest niedostępna. W kraju dominują prywatne placówki. Cena usług wielokrotnie przekracza możliwości rodzin pogrążonych w kryzysie.   

Żeby rodzina Sany otrzymała Twoje wsparcie, właśnie teraz wejdź na pcpm.org.pl/zaopiekowani i dołącz do akcji Gazety.pl i Fundacji PCPM. Fundacja PCPM działa na rzecz libańskich rodzin już ponad 10 lat. Twoje wsparcie trafi do wybranej rodziny i pomoże jej przetrwać najtrudniejszy czas w ciągu roku. Być może, tak jak w przypadku Sany, będzie to nieoceniona pomoc w tym konkretnym, trudnym momencie. 

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Sana walczy o poród w szpitalu. Ma do kogo wracać
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl