Putin chce nam ułożyć świat. Powiedział Bidenowi, czego chce, a teraz zaczyna się gra

NATO nie pójdzie na wojnę z Rosją o Ukrainę. Prezydent USA powiedział to wyraźnie. Jak więc skłonić Władimira Putina, żeby Ukrainę zostawił w spokoju? Do końca tego tygodnia mają się odbyć bardzo ważne rozmowy, które mogą zadecydować o tym, jak będzie też wyglądać nasze bezpieczeństwo.

Wtorkowa rozmowa Bidena i Putina zgodnie z oczekiwaniami nie przyniosła przełomu. Była otwarciem negocjacji na szczytach. Samo doprowadzenie do nich jest sukcesem Kremla i jego polityki zastraszania przy pomocy gromadzenia znacznych sił wojska przy granicy Ukrainy. Putin mógł przedstawić swoje warunki. Teraz kluczowe jest, jak odpowie na nie NATO.

Zobacz wideo

Karty na stół

Po rozmowie z Biden-Putin obie strony poinformowały o tym, jak postrzegają jej przebieg. Kreml podkreślił, że prezydent Rosji wyraźnie oznajmił, iż oczekuje twardych gwarancji od NATO, że nie będzie jego dalszego rozszerzania na wschód. Czyli, że Sojusz definitywnie zamknie drzwi przed Ukrainą i na przykład Gruzją. Do tego Rosja oczekuje, że NATO nie będzie rozmieszczać "broni ofensywnej" na terytorium państw z nią graniczącą, a nawet na terytorium państw "położonych w pobliżu" Rosji. Dodatkowo Putin twierdził, że obecny wzrost napięć nie jest winą jego państwa. Oskarżył Ukrainę o prowokacyjne zachowanie i chęć użycia siły do odwrócenia niekorzystnego dla siebie porozumienia w Mińsku, które w 2015 roku zamroziło wojnę w Donbasie.

Z drugiej strony Biały Dom podkreślił, że Biden zdecydowanie przestrzegł swojego rosyjskiego odpowiednika przed agresją na Ukrainę i zagroził poważnymi konsekwencjami. Zarówno ekonomicznymi jak i w postaci dalszych dostaw uzbrojenia defensywnego na Ukrainę. - Jesteśmy gotowi teraz zrobić to, czego nie zrobiliśmy w 2014 roku — mówił później doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa, Jake Sullivan. Odniósł się w ten sposób do mało zdecydowanej reakcji Zachodu na rosyjską agresję na Ukrainę w 2014 roku. Według doniesień medialnych, na stole ma być między innymi zablokowanie uruchomienia gazociągu Nord Stream 2, na którym bardzo zależy Rosji.

Dodatkowo dzień później Biden powiedział dziennikarzom przed Białym Domem, że nie złożył żadnych deklaracji odnośnie tego, czy Ukraina może kiedyś stać się członkiem NATO, czy też nie. Zaznaczył jednak, że nie ma mowy o tym, aby w razie rosyjskiej agresji na Ukrainę trafili amerykańscy żołnierze do jej obrony. - Prezydent niezmiennie stoi na stanowisku, że każde państwo powinno móc samodzielnie wybierać, z kim chce się związać — mówił Sullivan.

W ten sposób obie strony wyłożyły karty na stół. Z jednej strony jest jasne, czego chce Rosja i po co jej niedwuznaczne grożenie Ukrainie wojną. Gra toczy się o kompleksowe ułożenie się z NATO w Europie Wschodniej. Z drugiej strony USA nie chcą porzucić Ukrainy i ustępować Rosji, ale są gotowe negocjować.

Joe BidenRozmowa Biden-Putin będzie szyfrowana. "Rosja powinna wycofać wojska"

Negocjacje z sojusznikami. Polską też

Po określeniu wstępnych warunków teraz muszą nastąpić właściwe rozmowy. Bardzo istotne będzie uzgodnienie wspólnego stanowiska w ramach NATO. Przed rozmową z Putinem Biden miał się konsultować z przywódcami "czterech kluczowych partnerów" w NATO, czyli Francji, Niemiec, Włoch i Wielkiej Brytanii. Miał im też zdać relację z rozmowy z Rosjaninem tuż po niej. Na czwartek zapowiedziano rozmowę Bidena z prezydentem Ukrainy Wołodymirem Zełeńskim. Po niej ma połączyć się z przywódcami tak zwanej "Dziewiątki Bukaresztańskiej", czyli państw położonych na wschodniej rubieży NATO. W tym Polski. Tymi, które potencjalnie mogą zostać dotknięte ewentualnymi efektami spełniania roszczeń Rosji.

Biden już w środę zapowiedział, że jego intencją jest doprowadzenia do szerszych rozmów. Nie tylko pomiędzy Rosją i USA, ale z udziałem też "co najmniej czterech z naszych kluczowych sojuszników w NATO". Nie wymienił przy tym, o jakie państwa chodzi, choć można się tego domyślić po tym, z kim konsultował się na bieżąco we wtorek. Francja, Niemcy, Włochy i Wielka Brytania. Bardziej konkretne informacje na temat rzeczonych negocjacji w szerszym gronie mają zostać ogłoszone być może w piątek. - Mamy nadzieję, że w ich ramach przedyskutujemy przyszłość rosyjskich obaw związanych ogólnie z NATO i czy możemy lub nie, wypracować jakieś rozwiązania prowadzące do obniżenia napięć na wschodniej flance sojuszu — mówił w środę Biden.

Ze swojej strony Putin we wtorek powtórzył już wcześniej składaną propozycję, że Rosja może w ciągu tygodnia przedstawić swoją propozycję traktatu, który zawierałby jej oczekiwania odnośnie relacji z NATO.

Gościem porannej rozmowy Gazeta.pl będzie gen. Mieczysław BieniekGen. Bieniek: Łukaszenka został z uchodźcami jak Himilsbach z angielskim

Mało elastyczny Putin

Jak to w dyplomacji bywa, teraz najpewniej nastąpią nawet tygodnie rozmów i prób osiągnięcia jakiegoś stanowiska, które będzie do przełknięcia przez obie strony. Biorąc pod uwagę bardzo rozbieżne wstępne stanowiska, będzie to trudne. Jednocześnie Rosja na pewno będzie dalej wywierać presję, gromadząc jeszcze większe siły wojskowe na granicy z Ukrainą, stopniowo zmierzając ku przepowiadanej przez samych Ukraińców gotowości do szeroko zakrojonej agresji w styczniu lub lutym.

Odstraszenie Rosji od tej potencjalnej agresji i niedopuszczenie do wojny, to bardzo trudne zadanie. Ogólnie pojęty Zachód ma ograniczone możliwości. Ukraina nie jest członkiem NATO, więc nie ma mowy o jej bezpośredniej obronie i wikłaniu się w wojnę z Rosją. Trudno by było znaleźć państwo Sojuszu chętne na takie ryzyko. Pozostaje więc groźba sankcji ekonomicznych i istotnego pośredniego wsparcia Ukrainy w samoobronie.

Ostatnie lata pokazują, że to pierwsze narzędzie ma ograniczony wpływ na Rosję. Putin jest przywódcą autorytarnym, dla którego sytuacja ekonomiczna jego obywateli ma znaczenie, ale nie kluczowe. Poziom życia Rosjan systematycznie spada od 2014 roku i pierwszych sankcji za agresję na Ukrainę. Według najnowszych danych realne dochody spadły do poziomu z 2009 roku. Poziom poparcia dla Putina też szoruje po historycznym dnie, porównywalnym jedynie z latami 2011-13, jednak to nadal około 60 procent obywateli wyrażających się pozytywnie o jego polityce. I to według niezależnych badań prowadzonych w Rosji przez centrum Lewady, a nie danych propagandy. Dzięki faktycznemu zdławieniu wszelkich organizacji opozycyjnych i rozbudowie aparatu represji władza Putina ze strony obywateli nie jest zagrożona. Groźba sankcji ekonomicznych, nawet dotkliwych, nie jest więc czymś, co na pewno go odstraszy. On sam i jego reżim się wyżywią. Obywatele jakoś tam przetrwają.

Dla władcy autorytarnego kluczowe znaczenie ma natomiast zachowanie twarzy, wizerunek i prestiż. Putin nie może sobie pozwolić na wyglądanie słabo. Nie może ulec NATO i tak po prostu zostawić Ukrainę w spokoju. Biorąc to pod uwagę, nie należy więc oczekiwać, że Zachód pod przywództwem USA będzie dążył do jakiegoś totalnego zwycięstwa w tej rywalizacji i do upokorzenia Putina. Bardziej możliwa jest wizja jakiegoś zgniłego kompromisu, który pozwoli Władimirowi Władimirowiczowi wyjść z sytuacji z twarzą i ogłosić na potrzeby wewnętrzne, że wygrał. Alternatywą jest rosyjska ruletka. Twarde postawienie się Putinowi i zobaczenie, czy zaryzykuje spełnienie swoich gróźb i na nowo rozpęta wojnę na Ukrainie. Pytanie, czy przywódcy kluczowych państw Zachodu mają ochotę na taką ryzykowną grę.

Zobacz wideo
Więcej o: