Wojna to plan B, albo i C. Putin wolałby co innego i dzisiaj ma na to szansę

Podnosząc presję na Ukrainę i Zachód, Rosja ma określony cel. Potencjalna wojna jest tylko narzędziem do jego osiągnięcia. Kreml już częściowo odsłonił karty i powiedział, czego chce. Dzisiaj dostał pierwszą rzecz, o którą gra. To rozmowa z Joe Bidenem.

- Wojsko na granicy i groźba użycia siły to rosyjska pozycja wyjściowa do negocjacji z USA. Bez tego Moskwa nie jest w stanie rozmawiać z Waszyngtonem jak równy z równym - mówi Gazeta.pl dr Daniel Szeligowski, kierownik programu Europa Wschodnia Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Sytuacja na granicach Ukrainy jest bardzo napięta od kilku tygodni. Według ekspertów Rosjanie gromadzą znaczne siły, realnie zdolne do przeprowadzenia ataku na wybrane obszary wschodniej Ukrainy. W kolejnych mediach pojawiają się mapki, mające przedstawiać, jak będzie wyglądać rosyjska inwazja. Jednak decyzja o wojnie najpewniej na Kremlu jeszcze nie zapadła, bo to nie wojna jest celem sama w sobie. - Plan A Kremla na teraz to najpewniej wywarcie presji i uzyskanie konkretnych ustępstw. Dopiero gdzieś dalej, jako plan B czy C, jest realne użycie siły - mówi dr Szeligowski.

Zobacz wideo

Rosja przedstawia ofertę

Już w pierwszych dniach grudnia Putin odsłonił nieco karty. Oznajmił publicznie podczas przyjmowania akredytacji od ambasadorów obcych państw, że Rosja chce prawnych gwarancji nierozszerzania NATO dalej na wschód. Do tego nierozmieszczania przez Sojusz w pobliżu granic Rosji bliżej niesprecyzowanego uzbrojenia ofensywnego jej zagrażającego. W zamian Kreml miałaby też coś Zachodowi zagwarantować, choć nie jest jasne co.

- Ze słów Putina wynika, że Kreml oczekuje obecnie de facto pozostawienia Ukrainy samą sobie przez Zachód. Wycofania się ze współpracy militarnej i wsparcia politycznego. Do tego stworzenia czegoś w rodzaju strefy buforowej w Europie Środkowo-Wschodniej za sprawą nierozmieszczania tu istotnych sił i systemów uzbrojenia NATO - opisuje ekspert PISM.

Taka oferta wpisuje się w prowadzoną od lat szerszą narrację Putina, według której to Rosja jest otaczana przez nieprzyjazne NATO i musi podejmować kroki w celu obrony swoich interesów. Sztandarową propozycją Kremla jest stworzenie nowego systemu bezpieczeństwa w Europie. Takiego gdzie Rosja miałaby więcej do powiedzenia i jej interesy były respektowane. Nazywane jest to "inkluzywnym systemem bezpieczeństwa". Teraz Rosja ma być wykluczona z rozmów na temat tego, co się dzieje u jej granic, co jest uznawane na Kremlu za niedopuszczalne zagrożenie dla bezpieczeństwa.

- To jest element szerszego przekonania na Kremlu, że układ sił po zakończeniu zimnej wojny jest niesprawiedliwy, a Zachód wykorzystał chwilową słabość Rosji do poszerzenia swojej rzekomej strefy wpływów. Teraz w ocenie Putina trzeba odwrócić te niekorzystne zmiany - mówi dr Szeligowski.

Ćwiczenia ukraińskich oddziałów zmechanizowanych na transporterach BWP-2Gen. Hodges dla Gazeta.pl: Wojna nie jest nieunikniona, ale Kreml ma już wszystko gotowe

Ukraina ma być niczyja albo rosyjska

Powolny dryf Ukrainy na zachód i jej postępująca integracja z UE oraz NATO są wobec tego traktowane na Kremlu jako krytyczne zagrożenie dla bezpieczeństwa Rosji. W opinii rosyjskich polityków i wojskowych nie można do tego dopuścić. Na razie Kreml mówi, że chce Ukrainy neutralnej, która nie jest w NATO i nigdy w nim nie będzie. - Gdyby Zachód poszedł na taki układ i porzucił Ukrainę, to byłoby poważnym ciosem w prezydenta Zełenskiego i ogólnie siły prozachodnie w tym kraju - stwierdza analityk PISM.

- Na dłuższą metę neutralność Ukrainy nie zaspokoiłaby jednak apetytu Rosji. Putin nigdy nie pogodził się z rozpadem ZSRR. Tak samo nie pogodził się z niezależnością i suwerennością Ukrainy. Dla Kremla jedynym w pełni satysfakcjonującym rozwiązaniem jest pełna kontrola nad tym państwem - uważa dr Szeligowski. Dodaje, że narracja Rosji o tym, iż Ukraina będzie bezpieczna, jeśli pozostanie neutralna, jest obłudna. W 2014 roku, kiedy Rosjanie zagarniali ukraiński Krym i wszczynali wojnę w Donbasie, Ukraina była właśnie neutralna, poza NATO.

Kluczowe jest teraz to, w jaki sposób na rosyjskie działania zareaguje Zachód. Kiedy Rosja wiosną tego roku zgromadziła znaczne siły w pobliżu granic Ukrainy i wywierała presję, dostała po części to, o co grała. W czerwcu w Genewie doszło do spotkania Biden-Putin, a na zdjęciach obaj przywódcy wyglądali na sobie równych. Rozmawiali między innymi o Ukrainie, ale też o negocjacjach na temat ograniczenia arsenałów jądrowych czy rywalizacji w cyberprzestrzeni. - Na Kremlu zinterpretowano spotkanie jako nieformalne zobowiązanie USA do zaprzestania dozbrajania Ukrainy, Moskwa uważa teraz, że Waszyngton je złamał - mówi dr Szeligowski.

Ukraińskie wojsko dokonało istotnych zmian w ostatnich siedmiu latachUkraińskie wojsko po siedmiu latach przeszło do innej ligi

Sytuacja w kraju może usztywnić Bidena

Teraz Kreml po raz kolejny używając presji, doprowadził do spotkania z Bidenem. - Nie wiem, co wyniknie z dzisiejszej rozmowy, ale mam wrażenie, że w Waszyngtonie jest mały apetyt na ustępstwa wobec Putina - uważa analityk PISM. Zaznacza, że w Waszyngtonie jest wielu polityków, którzy chętnie ustąpiliby Rosji w zamian za ustabilizowanie sytuacji w Europie Wschodniej i uzyskanie większej swobody w ważniejszej rywalizacji z Chinami. - Jednak każdy prezydent USA w ostatnich latach próbował resetu relacji z Rosją i każdy się na tym sparzył. Więc gdyby teraz Biden wyciągnął rękę do Putina, a ten w nieodległej przyszłości to po swojemu wykorzystał, to byłby to potężny cios w pozycję prezydenta USA - mówi dr Szeligowski.

Takiego ciosu Biden na pewno by nie chciał. Dopiero co otrzymał potężny z powodu tego, jak przebiegało wycofanie wojsk USA z Afganistanu. Błyskawiczne przejęcie kraju przez talibów i początkowo chaotyczna ewakuacja z Kabulu relacjonowana przez media na całym świecie bardzo mocno podkopały jego wizerunek. Gdyby jeszcze teraz Biden próbował ugłaskać Putina, a ten by się odpłacił dalszą eskalacją swoich żądań w niedalekiej przyszłości, prezydent USA wyszedłby na naiwnego i słabego. W i tak już trudnej sytuacji Partii Demokratycznej przed wyborami do Kongresu w przyszłym roku byłby to poważny problem. - Republikanie na pewno wykorzystywaliby to nieustannie. Nie wydaje mi się więc, żeby Biden był skłonny do istotnych ustępstw - przypuszcza ekspert PISM.

Pytanie jak dalece zjednoczony i gotowy do podjęcia trudnych decyzji będzie ogólnie Zachód. - Po prostu to kwestia kalkulacji strat i zysków po stronie Putina. Najpierw Rosja może sięgnąć po eskalację sytuacji w Donbasie, bo zawsze będzie mogła powiedzieć, że to separatyści. Jeśli postawa Zachodu będzie niepewna i chwiejna, to nie obawiając się poważnych kosztów, Putin może zagrać bardziej ryzykownie, wszczynając poważniejszy konflikt. Nie byłoby to pierwszy raz - mówi dr Szeligowski.

Przed rozmową z Putinem Biały Dom oficjalnie zapewnił, że prezydent USA będzie zdecydowany w swoim przekazie. Ma zagrozić Rosjaninowi, że eskalacja wojny z Ukrainą będzie oznaczała bardzo poważne sankcje ekonomiczne, które mogą istotnie zaszkodzić rosyjskiej gospodarce.

Zobacz wideo
Więcej o: