Nowy niemiecki rząd zaskakuje. Tak i nie dla broni jądrowej, większy dystans do Rosji, ale Polska też ma problem

W Niemczech powstała nowa koalicja rządząca. Składa się z socjaldemokratów, liberałów i zielonych. Biorąc pod uwagę programy tych partii i wypowiedzi ich liderów, można się było spodziewać potraktowania bezpieczeństwa i polityki zagranicznej nieco po macoszemu. Co zaskakujące, jednak tak nie jest. Dla Polski to dobrze i źle zarazem.

Dość szczegółowy zarys planów nowego rządu zawarto w umowie koalicyjnej, opublikowanym jawnie dokumencie liczącym 170 stron. Można Niemcom pozazdrościć takiej transparentności.

- Oczywiście zapisy umowy koalicyjnej na papierze i ich realizacja to dwie różne rzeczy. Wiele będzie potem zależało, na przykład w przypadku wydatków na obronność, od szczegółowych negocjacji przed uchwalaniem kolejnych budżetów - mówi Gazeta.pl Justyna Gotkowska, ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich.

Zobacz wideo

W bezpieczeństwie bez rewolucji, choć zaskakująco

Jeśli chodzi o sprawy związane z bezpieczeństwem, to, zdaniem Gotkowskiej, zapisy umowy koalicyjnej są z polskiej perspektywy jak najbardziej pozytywne. - Zwłaszcza, że biorąc pod uwagę programy wyborcze partii tworzących koalicję i wypowiedzi ich liderów, spodziewano się czegoś znacznie gorszego - mówi analityczka. Była duża niepewność co do tego, czy nie zostanie zarządzone ograniczenie wydatków na Bundeswehrę, która i tak ma istotne problemy z utrzymaniem swoich sił w sprawności.

W umowie koalicyjnej padła jednak deklaracja, że na dyplomację, pomoc rozwojową i wypełnianie zobowiązań NATO, co w praktyce oznacza siły zbrojne, zostaną przeznaczone trzy procent PKB. - Biorąc pod uwagę dzisiejsze proporcje wydatków na te cele, można założyć, że to będzie w praktyce oznaczało wzrost budżetu Bundeswehry. Na pewno powolny, ale to i tak poważna zmiana na lepsze, ponieważ dotychczas zakładano trend odwrotny - mówi Gotkowska.

- Jednoznacznie zadeklarowano, że Niemcy pozostaną w porozumieniu Nuclear Sharing NATO, czyli na niemieckiej ziemi pozostanie amerykańska taktyczna broń jądrowa i zostaną zakupione specjalne samoloty do jej przenoszenia, które zastąpią dożywające swoich dni maszyny Tornado - dodaje ekspertka. Dotychczas to nie było pewne. Część polityków nowej koalicji się temu sprzeciwiała i nawet sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg niedawno sugerował, iż w razie wyjścia Niemiec z programu, broń jądrowa mogłaby trafić do niesprecyzowanego "państwa położonego bardziej na wschód". Do tego jednak nie dojdzie.

- Jednocześnie w celu ugłaskania bardziej pacyfistycznych frakcji w koalicji zadeklarowano ofensywę rozbrojeniową w obszarze broni atomowej - zaznacza Gotkowska. Celem Niemiec ma być między innymi uzyskanie statusu obserwatora konferencji państw, które przystąpiły do Traktatu o Zakazie Broni Jądrowej. Jak nazwa wskazuje, zakłada on całkowitą likwidację broni jądrowej. Nie przystąpiły do niego żadne mocarstwa, ani żadne państwo NATO. USA, a za nimi Sojusz, uznają broń jądrową za konieczność w świecie, gdzie nikt nie chce z niej zrezygnować pierwszy. - Decyzja nowej niemieckiej koalicji rządzącej jest więc kontrowersyjna i na pewno wywoła wiele debat z sojusznikami - stwierdza ekspertka OSW.

Pandemia koronawirusa. Pacjent z COVID-19 w klinice Asklepios. Gauting, Niemcy, 19 listopada 2021Niemcy. Heiko Maas: Nie będzie powszechnego obowiązku szczepień

Większy dystans do Rosji

W umowie koalicyjnej opisano też szerzej podejście Niemiec do innych państw. - Ciekawe jest to, w jaki sposób przedstawiono partnerów spoza UE. Na pierwszym miejscu wymieniono USA, na drugim Wielką Brytanię, a jako kolejne państwa biorące udział w Partnerstwie Wschodnim, czyli między innymi Ukrainę - zauważa Gotkowska.

- Co znamienne, Rosji w ogóle nie określono mianem partnera. Jest opisywana jako "ważny aktor międzynarodowy", z którym Niemcy będą pragnęły mieć konstruktywny dialog oraz stabilne relacje - mówi analityczka. Jak dodaje, takich sformułowań nie mogło zabraknąć, bo w niemieckiej polityce nie ma miejsca na takie nastawienie do Rosji jak choćby w Polsce. - Tam zawsze będą próby tego dialogu i utrzymania kontaktów - zaznacza Gotkowska.

Jednak ekspert zwraca uwagę, że zmiany w nastawieniu Niemców wobec Kremla są wyraźnie widoczne. - Jest coraz mniej pola do potencjalnej współpracy. Zostaje też podkreślone, że ten dialog i stabilne relacje muszą być w ramach prawa międzynarodowego, z poszanowaniem praw człowieka i z uwzględnieniem interesów państw Europy Środkowo-Wschodniej - wymienia Gotkowska. Niemcy chcą między innym skupić się na kwestiach kulturalnych i ułatwić przyjazdy rosyjskiej młodzieży.

Z umowy koalicyjnej wyłania się też pewien sceptycyzm wobec ofensywy prezydenta Francji Emanuela Macrona, który chciałby skierować UE ku większej niezależności od USA i NATO w dziedzinie bezpieczeństwa. - Nie ma w ogóle mowy o europejskiej armii czy europejskiej niezależności strategicznej w bezpieczeństwie. To NATO jest jednoznacznie wskazane jako kluczowy sojusz - mówi Gotkowska.

Kanclerz Niemiec Angela MerkelRosja ujawnia tajną korespondencję. Dyplomatyczny zgrzyt na linii Moskwa-Berlin-Paryż

Polska też została wspomniana

Pomimo na tyle istotnych i w pewnym stopniu zaskakujących deklaracji, temat bezpieczeństwa i spraw zagranicznych praktycznie nie pojawia się w relacjach niemieckich mediów na temat zawiązania koalicji. Nie jest to kwestia, która ekscytuje wyborców. - Trzeba pamiętać, że ten rząd będzie miał wiele innych priorytetów, ważniejszych z perspektywy wewnętrznej niż bezpieczeństwo. Najważniejsze będą bezsprzecznie polityka klimatyczna, modernizacja państwa i gospodarki, w tym cyfryzacja oraz polityka socjalna - stwierdza analityczka OSW.

Co więcej, nie wiadomo jeszcze, kto zostanie ministrem obrony. - To stanowisko przypada socjaldemokratom, ale kogo na nie wyznaczą, nie sposób jeszcze przewidzieć - mówi Gotkowska. Wybór musi uwzględniać obowiązkowy parytet płci w całym rządzie, oraz godzić różne frakcje w ramach samej partii SPD.

Znana jest już jednak kandydatka na stanowisko ministry spraw zagranicznych, które przypada Zielonym. Będzie nią współprzewodnicząca partii, Annalena Baerbock. I to nie jest dobra wiadomość dla rządu w Warszawie. - Biorąc pod uwagę jej poglądy i zapisy w umowie koalicyjnej, w obszarze praworządności można spodziewać się trudniejszych czasów w polsko-niemieckich relacjach - stwierdza Gotkowska. Niemieccy dziennikarze piszą, że według ich nieoficjalnych informacji partie koalicyjne postanowiły, iż bez istotnych zmian w podejściu Polski oraz Węgier do kwestii praworządności, Niemcy będą blokowały wypłatę funduszy unijnych na Krajowy Plan Odbudowy.

Zobacz wideo
Więcej o: