Cisi myśliwi oceanów. Wszystko o atomowych okrętach podwodnych na jednym filmie [WIDEO]

Są bardzo drogie i bardzo skomplikowane. Tylko nieliczne państwa mają dość pieniędzy i są w stanie pokonać bariery techniczne. Atomowe okręty podwodne to jeden z najbardziej złożonych i najpotężniejszych rodzajów uzbrojenia.

Szczegółowe informacje na temat ich możliwości są w większości tajne. To, co ogólnie wiadomo, zebraliśmy w tym wideo, w którym jest też wiele interesujących ujęć atomowych okrętów podwodnych. W tym ich wnętrz.

Zobacz wideo

Wiele by chciało, ale potrafi tylko pięć państw

O cichych myśliwych oceanów było w minionych miesiącach wyjątkowo głośno za sprawą umowy AUKUS, czyli zawartemu w połowie września porozumieniu o wzmocnieniu współpracy w sferze bezpieczeństwa pomiędzy Australią, Wielką Brytanią i Stanami Zjednoczonymi. W jego ramach rząd w Canberze zdecydował się zrezygnować w wielkiego kontraktu na francuskie okręty podwodne o napędzie klasycznym (spalinowo-elektrycznym), na rzecz bliżej nieokreślonych atomowych okrętów podwodnych z Wielkiej Brytanii i USA.

Wywołało to lawinę komentarzy. W tym wiele na temat atomowych okrętów podwodnych i tego, czy rzeczywiście są dobrym wyborem dla państwa takiego jak Australia. Nie ulega bowiem wątpliwości, że to potężna broń. Za ogromnym potencjałem idzie jednak bardzo wysoka cena i wysoki poziom skomplikowania. W praktyce dotychczas tylko pięć państw było w stanie opanować niezbędne technologie i stworzyć odpowiedni przemysł. Wszystko ogromnym kosztem. Najnowsze amerykańskie wersje okrętów typu Virginia kosztują już ponad 13 miliardów dolarów za sztukę. Nowi nosiciele pocisków balistycznych, określani jako typ Columbia, mają być jeszcze drożsi i kosztować 40-50 miliardów złotych za sztukę.

Japoński okręt podwodny SoryuOkręt podwodny musiał wzywać pomocy przez komórkę

Na tej krótkiej liście posiadaczy atomowych okrętów podwodnych prym wiodą USA i Rosja/ZSRR. Oba państwa podczas zimnej wojny ścigały się na ich liczbę i jakość. Do dzisiaj to dwaj najwięksi potentaci w ich projektowani i budowie, choć Rosja znacznie ograniczyła skalę tych działań. Przy pomocy USA do tej krótkiej listy szybko dołączyła Wielka Brytania. Udzielenie Brytyjczykom dostępu do amerykańskich technologii nuklearnych było tak wielkim wydarzeniem, że do dzisiaj jest jednym z największych relacjach tych państw. Samodzielnie atomowe okręty podwodne zaczęła budować Francja, ale z pewnym opóźnieniem, bo dopiero w latach 70. W tym samym czasie zaczęli nad nimi pracować Chińczycy, ale za naprawdę udane uznaje się dopiero te, które zaczęto budować w latach 90. Swoich sił w budowie atomowych okrętów podwodnych próbują obecnie też Indie, ale na razie są na etapie uczenia się ich obsługi na jednostce wydzierżawionych od Rosjan i prac nad własnym prototypem.

Nie jest przypadkiem, że wszyscy użytkownicy atomowych okrętów podwodnych to państwa, które mają wojskowe programy jądrowe i rozbudowaną cywilną energetykę jądrową. Po prostu stworzenie odpowiednich reaktorów i towarzyszących im urządzeń, zapewnienie im paliwa i wykształcenie kadr do ich bezpiecznej obsługi jest sprawą bardzo trudną i kosztowną. Dlatego ewentualne dodanie Australii do listy użytkowników atomowych okrętów podwodnych budziło i budzi tyle wątpliwości. To kraj niemający dotychczas niemal nic wspólnego z technologiami jądrowymi.

Zobacz wideo

Ogromne możliwości za ogromne pieniądze

Perspektywa posiadania atomowego okrętu podwodnego jest jednak bardzo kusząca. Zwłaszcza dla państwa położonego tak jak Australia, którego wojsko musi działać na ogromnych przestrzeniach. Reaktory atomowe dają niemal nieograniczony zasięg i zdolność długotrwałego utrzymywania bardzo wysokich prędkości. Ogranicza je głównie wytrzymałość psychiczna załogi i zapasy żywności. Te ostatnie można jednak zawsze uzupełnić w trakcie patrolu, więc ich czas limitują głównie ludzie i ich psychika. Dlatego współcześnie misje atomowy okrętów podwodnych trwają po 2-3 miesiące, w których trakcie jedynie incydentalnie się wynurzają. Po tak długim czasie w zamkniętej stalowej rurze ludzie potrzebują odpoczynku, więc większość państw utrzymuje dwie załogi na jeden okręt podwodny. Kiedy jedna odpoczywa, szkoli się i przygotowuje do kolejnego rejsu, druga jest w jego trakcie.

Atomowe okręty podwodne dzielą się na dwa zasadnicze rodzaje: wielozadaniowe i nosicieli pocisków balistycznych z głowicami jądrowymi. Te drugie są bardzo jednowymiarowe. Ich jedynym zdaniem jest pozostawać w ukryciu i w gotowości do natychmiastowego odpalenia swoich pocisków po otrzymaniu rozkazu. Sygnały radiowe mogą odbierać w zanurzeniu za sprawą specjalnych długich holowanych anten. Na powierzchni nie pojawiają się więc praktycznie w ogóle, poza wejściem i wyjściem z bazy. To polisa ubezpieczeniowa mocarstw jądrowych na wypadek zaskakującego ataku. Nawet gdyby wróg skutecznie unieszkodliwił lądowy i powietrzny arsenał jądrowy, to spod wody zawsze nadejdzie druzgoczący odwet. Jeden atomowy okręt podwodny może przenosić od kilkunastu do niemal 30 rakiet balistycznych. Każda z od jednej do nawet kilkunastu głowic termojądrowych. Żaden inny system uzbrojenia nie skupia tak ogromnej siły zniszczenia.

Okręty wielozadaniowe, jak sama nazwa wskazuje, mają najróżniejsze zadania. Jednym z priorytetowych jest wyszukiwanie i śledzenie okrętów podwodnych przeciwnika. Zwłaszcza tych z rakietami balistycznymi, żeby móc je jak najszybciej zniszczyć w momencie wybuchu wojny. Z drugiej strony ochraniają swoje przed takim losem. Eskortują też większe grupy okrętów nawodnych albo mają polować na te przeciwnika. Mogą też przeprowadzać zaskakujące ataki na cele lądowe przy pomocy rakiet manewrujących dalekiego zasięgu. Są też bardzo dobrym narzędziem rozpoznania i dywersji, ponieważ mogą długo i skrycie kręcić się w pobliżu baz wroga czy dostarczać w ich rejon grupy dywersyjne płetwonurków.

Lista zadań i możliwości jest długa, więc nie dziwi, że wszystkie mocarstwa chcą mieć taką broń i wszystkie ani myślą jej porzucać ze względu na koszty.

Zobacz wideo
Więcej o: