Białoruś. Nagłe wyłączenie reaktora w elektrowni atomowej

Elektrownia jądrowa w białoruskim Ostrowcu (ok. 170 km od granicy z Polską) nagle wstrzymała pracę z nieznanych dotąd przyczyn. Władze w Mińsku zapewniają, że poziom promieniowania wokół elektrowni atomowej jest w normie. Występowały w niej już wcześniej awarie.

Do wyłączenia reaktora doszło o godz. 10.33 czasu białoruskiego. Komunikat białoruskiego Ministerstwa Energii był bardzo krótki: "Pierwszy blok elektrowni w Ostrowcu został automatycznie odłączony. Trwa analiza pracy bloku po jego odłączeniu, poziom promieniowania - w normie".

To nie pierwsze awaryjne wyłączenie białoruskiej elektrowni atomowej pod Ostrowcem. W listopadzie ub.r. doszło do wybuchu transformatorów napięcia w jednym z agregatów. Z kolei w styczniu br. odłączono reaktor od zasilania po aktywowaniu systemu ochrony generatora.

Otwarcie elektrowni atomowej w Ostrowcu 7 listopada 2020Białoruś. Awaria w elektrowni atomowej w Ostrowcu? Wstrzymano pracę zakładu

Więcej informacji ze świata na stronie głównej Gazeta.pl

Białoruś. Nagłe wyłączenie reaktora w elektrowni. Litwa przeciwna inwestycji 

Białoruska elektrownia jądrowa powstała w obwodzie grodzieńskim, ok. 20 km od Ostrowca. Znajduje się nieco ponad 50 km od Wilna i około 170 km od granicy z Polską. Litwinom budowa jest bardzo nie na rękę i mocno się jej sprzeciwiają. Władze w Wilnie uważają, że obiekt ten stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju. Z tego powodu przygotowano dla mieszkańców zapas 4 mln tabletek z jodem.

Drugi blok energetyczny miał być gotowy na jesień. Termin ten nie zostanie jednak dotrzymany. Na razie cały prąd z elektrowni trafia do Rosji. Polska, republiki bałtyckie oraz Niemcy zapowiedziały, że nie będą importować energii kupowanej od Łukaszenki.

Zobacz wideo Legitymizacja władzy Łukaszenki? Komorowski komentuje rozmowę Merkel

"Pechowa" elektrownia. Pożar i ciągłe obijanie korpusu reaktora

W 2016 roku, podczas montażu ważącej około 330 ton obudowy reaktora jądrowego z Rosatomu, agregat urwał się i spadł z wysokości około 4 metrów. Kluczowy element elektrowni został więc poobijany, czemu początkowo zaprzeczali i Rosjanie, i Białorusini. Ostatecznie jednak potwierdzono, że do incydentu doszło.

Na tym nie koniec pechowych zdarzeń związanych z ostrowiecką elektrownią: choć zapewniano, że korpus nie został uszkodzony, Rosjanie wysłali nowy. Ten też został obity - podczas transportu koleją. Tym razem spółka wchodząca w skład Rosatomu nie dosłała kolejnego, natomiast zapewniła, że nic złego się nie wydarzyło i korpus - ten drugi - zainstalowano.

>>>Więcej na ten temat przeczytasz TU <<<

Więcej o: