Uchodźcy na granicy. AP: Ojciec 25-letniego Gaylana obwinia Polskę w związku ze śmiercią syna

Agencja Associated Press dotarła do rodziny 25-letniego uchodźcy, który zmarł w lesie na pograniczu Polski i Białorusi. Ojciec Gaylana obwinia Polskę o to, że nie udzielono mu pomocy. Przed śmiercią młody Kurd spędził dwa dni w lesie, gdzie umarł w ramionach brata.

W materiale Associated Press opisana została historia Gaylana Delira Ismaela, który ma być według ustaleń agencji "jedną z co najmniej 11 osób", które zmarły w wyniku kryzysu na polsko-białoruskiej granicy. W niedzielę ciało 25-latka zostało przetransportowane do Iraku. Dziennikarze AP dotarli do rodziny Kurda, którzy wypowiedzieli się na temat śmierci ich bliskiego.

Zobacz wideo

Sytuacja na granicy z Białorusią. 25-letni Kurd zginął w przygranicznym lesie. Ojciec Gaylana obwinia Polskę

Agencja zaznacza, że Unia Europejska obwiniła odpowiedzialnością za kryzys Aleksandra Łukaszenkę, który w opinii Wspólnoty "wykorzystuje imigrantów jako pionki w grze mającej za cel wzięcie odwetu za sankcje", które zostały nałożone na Białoruś. Łukaszenka natomiast zarzuca UE, że odmawia pomocy uchodźcom. AP zauważa też, że "polska policja, żołnierze i Straż Graniczna nie wpuszczają migrantów, pozostawiając tysiące z nich w białoruskich lasach, gdzie temperatura spada poniżej zera".

Aleksander ŁukaszenkaŁukaszenka o sankcjach. "Brutalnie odpowiemy", "Będziemy się bronić"

"Okoliczności konfrontacji na granicy, która miała doprowadzić do śmierci Gaylana nie są jasne. Ale jego ojciec, Delir Ismael Mahmoud, obwinia Polskę" - czytamy w materiale AP. - Niestety polska policja - zamiast im pomóc - zaczęła ich deportować na drugą stronę granicy. Ostatni raz rozmawiałem z nim rankiem, w dniu śmierci. Pytałem, jak się czuje. Powiedział: "dobrze, ale jestem trochę zmęczony". Teraz gdy ciało Gaylana wróciło, domagam się od Polski, Niemiec i międzynarodowych organizacji pomocowych, by zajęli się resztą rodziny i wpuścili ich - mówi ojciec Gaylana - Delir, który w poniedziałek 16 listopada pochował syna w Irbilu w stolicy irackiego Kurdystanu.

Ojciec zmarłego na polsko-białoruskiej granicy Kurda przyznał, że nie chciał, by jego dzieci opuszczały kraj, ale ze względu na złą sytuację gospodarczą i brak perspektyw znalezienia jakiejkolwiek pracy, zgodził się, by opuściły Irak. - To tragedia. Chciałbym, aby młodzi nie wyjeżdżali z Kurdystanu - mówi na koniec rozmowy z AP.

Więcej na temat sytuacji na polsko-białoruskiej granicy na stronie głównej Gazeta.pl.

Mateusz Morawiecki na granicy polsko-białoruskiejPremier na granicy. "Jest poszukiwanie słabych punktów" [ZDJĘCIA]

25-letni Gaylan Delir zmarł na granicy Polski z Białorusią. Chciał dotrzeć do Niemiec, by rozpocząć leczenie i studia

Agencja AP opowiedziała też historię 25-latka, który zmarł na polsko-białoruskiej granicy. Gaylan już od 9. roku życia zmagał się z cukrzycą. W wieku 20 lat przeszedł infekcję meningokokową (bardzo ciężką infekcję bakteryjną, która może prowadzić do zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych, sepsy i śmierci nawet w ciągu 24-48 godzin od pojawienia się pierwszych dolegliwości). Ojciec zabrał go wówczas na leczenie do Iranu i Turcji.

Gaylan studiował zarządzanie, ale musiał przerwać naukę ze względu na stan zdrowia. Rodzina Kurda wystąpiła wówczas o wizy do Niemiec i Holandii, aby móc kontynuować leczenie syna w tych krajach. Oba wnioski zostały jednak odrzucone. 25-latek uznał więc, że sam dostanie się do Niemiec, gdzie zapłaci za leczenie i będzie mógł kontynuować naukę.

Na Białoruś wyjechał z dwoma braćmi, siostrą i jej mężem oraz 5-letnim synem. Koszt wyjazdu pokrył ojciec Gaylana. Za wyjazd swoich bliskich zapłacił równowartość 35 tysięcy dolarów (142 903 złotych przy obecnym kursie).

W nocy 28 października na granicy doszło do konfrontacji z uchodźcami i polskimi służbami. Siostra Gaylana podczas push-backu złamała nogę i trafiła do polskiego szpitala. 25-latek, którego stan się pogarszał, został deportowany razem z braćmi i szwagrem. Szwagier, który miał jego insulinę oraz bratanek, zostali od nich rozdzieleni. Przed śmiercią Gaylan spędził dwa dni w lesie, gdzie zmarł w ramionach brata.

*****

Apel Grupy Granica

Aktualny kryzys migracyjny wywołał i eskaluje reżim Aleksandra Łukaszenki i podległe mu służby. Celem tych działań jest destabilizacja sytuacji w Polsce, wywarcie politycznego nacisku na całą Unię Europejską. W obliczu realnej groźby pogorszenia sytuacji na polsko-białoruskiej granicy publikujemy:

"Apel Grupy Granica o utworzenie korytarza humanitarnego

W związku z rosnący ryzykiem eskalacji przemocy na granicy polsko-białoruskiej Grupa Granica wystosowała apel do instytucji krajowych i międzynarodowych, w tym ONZ, Rzecznika Praw Obywatelskich czy OBWE. Działacze apelują o monitorowanie sytuacji i wywieranie nacisku na polskie władze, aby te natychmiast zapewniły na granicy pomoc humanitarną i medyczną. Zaapelowano również do rządu o utworzenie korytarza humanitarnego.

Zamiast nielegalnych wywózek, przemocy i ignorowania kryzysu humanitarnego domagamy się ochrony życia i zdrowia, sprzeciwu wobec tortur oraz ochrony i respektowania praw osób migrujących. Mamy jako państwo obowiązek zapewnić pomoc osobom wykorzystywanym przez reżim Łukaszenki - ochronę międzynarodową dla osób uciekających przed przemocą, prześladowaniami czy wojną, a dla pozostałych bezpieczny powrót do domu. To nie tylko nakaz moralny, ale też obowiązek wynikający z prawa międzynarodowego.

W obliczu realnej groźby eskalacji sytuacji na granicy apelujemy do rządzących oraz do Straży Granicznej, MSWiARP oraz Wojsk Obrony Terytorialnej o przestrzeganie podstawowych zasad humanitaryzmu, podjęcie działań mających na celu ratowanie życia i zdrowia osób migrujących, czyli kobiet, dzieci, osób starszych i mężczyzn, które uciekają z krajów objętych konfliktami, prześladowaniami i destabilizacją.

Na granicy Polski nie może dochodzić do przemocy ani przypadków naruszenia praw człowieka, które obserwujemy od tygodni. Bezpieczna granica to taka, na której osoby migrujące mogą liczyć na ochronę. To taka, na której nikt nie umiera".

Więcej o: