Dzień po dniu katastrofalne dane. Rosjanie nie ufają władzom i szczepionkom, umierają tysiącami

Tak źle jeszcze nie było. Katastrofalna czwarta fala zachorowań na koronawirusa przetacza się przez Rosję. Szpitale znów nie dają rady i w niektórych nikt nie zauważa śmierci pacjentów. Lekarze załamują ręce, a Kreml obwinia obywateli, którzy nie chcą się szczepić.

Szczytu obecnej fali zachorowań jeszcze nie widać, a pomimo tego dzień w dzień padają fatalne dane. Rosja dawno przebiła liczby zakażeń i zgonów ze szczytu drugiej fali rok temu. Wówczas notowano po pół tysiąca ofiar dziennie i był to koszmar. Teraz dzień w dzień umiera ponad tysiąc. Przynajmniej według oficjalnych danych.

W rosyjskich mediach społecznościowych pojawiają się takie doniesienia jak to z Nowouralska, gdzie lokalny szpital ma być kompletnie przytłuczony pacjentami chorującymi z powodu koronawirusa. Kobieta o nazwisku Oksana Kuzniecowa twierdzi, że jej wujek Wadim trafił tam 5 października. Od tego czasu mogli do niego tylko zaglądać przez okno. Mężczyzna był coraz słabszy i nie był w stanie sam wstać do łazienki, więc leżał całymi dniami w łóżku pełnym ekskrementów, bo nie zjawiał się nikt z personelu. 12 października mężczyzna zmarł, o czym kobieta dowiedziała się od pacjenta na sąsiednim łóżku. Według jego relacji jej wujek godzinami się dusił, wobec czego inni pacjencji próbowali znaleźć kogokolwiek z lekarzy czy pielęgniarek, ale nikogo nie było na całym piętrze i nikt nie odpowiedział na ich wołania. W końcu było za późno. Mężczyzna się udusił. Po nagłośnieniu sprawy w mediach wszczęto dochodzenie i zdecydowano o zwolnieniu dyrektora szpitala. 

Więcej informacji na temat pandemii znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Niewiele szczepień, właściwie brak obostrzeń

- W drugiej fali myśleliśmy sobie, że musimy wytrzymać jeszcze tylko trochę i wrócimy do normalności. Teraz już nikt tak nie myśli. To, w czym jesteśmy teraz, to nowa normalność - powiedział w rozmowie z reporterem AFP Aleksander Szakotko, szef oddziału intensywnej terapii jednego z moskiewskich szpitali.

Jak podkreśla Szakotko i właściwie wszyscy inni lekarze rozmawiający z mediami, główną przyczyną obecnej katastrofy jest głęboka niechęć Rosjan do szczepień. Na oddziałach intensywnej terapii praktycznie wszyscy pacjenci w ciężkim stanie są niezaszczepieni. Właściwie wszyscy żałują swojej decyzji, ale dla wielu ma być już za późno. - Zazwyczaj mają jakieś kiepskie wymówki. Że chcieli się zaszczepić jutro. Tylko dla wielu z nich to jutro już nie nadejdzie - mówi kolega Szakotki ze szpitala, Jewgienij Rybałow.

Kiedy nałożyć na to praktycznie brak jakichkolwiek obostrzeń, to sytuacja nie może dziwić. Pomimo utrzymywania się bardzo wysokich wskaźników zakażeń i zgonów od początku lata, rosyjskie władze nawet nie próbowały wprowadzać restrykcji. Inną kwestią jest to, czy ludzie w ogóle by ich przestrzegali.

Rybałow opowiada AFP, że w dwóch pierwszych falach pandemii stracił już pięciu kolegów, którzy nie doczekali szansy na zaszczepienie się. Teraz kiedy jedzie do pracy i obserwuje ludzi na moskiewskich ulicach, w sklepach i restauracjach, którzy zachowują się, jakby nie było żadnej pandemii, to chce mu się wyć. - Nic nie rozumieją - stwierdza.

Zobacz wideo

Nieufność do władzy i jej szczepionek

Jako podstawowa przyczyna niechęci do szczepień i przestrzegania obostrzeń jest wymieniania głęboko zakorzeniona w Rosjanach nieufność do władzy, co przełożyło się na szczepionki. W Rosji używa się tylko tych krajowej produkcji. Dopuszczone do użycia są cztery, ale głównie używany jest Sputniki V, którym Kreml chwalił się już rok temu jako pierwszą na świecie szczepionką na COVID-19. Jednak początkowo narosło wokół niej wiele podejrzeń i wątpliwości, głównie z powodu powolnego publikowania informacji na temat badań i testów, połączonego z wykorzystaniem ich do rządowej propagandy. Do dzisiaj wiele państw i organizacji, w tym UE i WHO, nie dopuściło Sputnika V do użycia. Obecnie brak decyzji jest motywowany głównie problemami z jakością produkcji szczepionki w rosyjskich fabrykach.

Pomimo tego aktualne wyniki badań wskazują na to, że sama szczepionka jest bezpieczna i skuteczna. Nie zmienia to jednak negatywnego nastawienia Rosjan, którzy postrzegają ją powszechnie jako niepewną. Choć w Rosji jest ogólnie dostępna, to kolejek do punktów szczepień nie ma już od dawna. Około połowy Rosjan deklaruje w sondażach, że w ogóle nie jest zainteresowanych zaszczepieniem się. Wskaźnik wyszczepienia populacji rośnie więc bardzo wolno i jest obecnie w rejonie 33 procent. Według szacunków Kremla wraz z ozdrowieńcami daje to około 43 procent obywateli z odpornością. Jakiekolwiek nadzieje na osiągnięcie odporności stadnej są w sferze fantazji.

Pandemia (zdjęcie ilustracyjne)Polacy dużo bardziej nie ufają swojemu rządowi niż inne kraje Europy [SONDAŻ]

Poza nieufnością do władzy i wszystkiego, co z nią związane, daje o sobie też znać niska świadomość społeczna na temat szczepionek. Dziennikarka "New York Times" rozmawiała w Moskwie z Sofią Krawietskają, która w grudniu 2020 roku na ochotnika wzięła udział w próbach Sputnika V. - Kiedy powiedziałam o tym innym mamom na placu zabaw przy naszym bloku, zaczęły ode mnie uciekać. Były przekonane, że skoro mnie zaszczepili, to mam w sobie wirusa i mogę zarazić - opisuje kobieta.

Sam Kreml nie ma sobie nic do zarzucenia i skupia się właśnie na tym drugim wątku, czyli braku wiedzy w społeczeństwie. Na konferencji prasowej w tym tygodniu Władimir Putin krytykował swoich niesprecyzowanych bliskich i znajomych, którzy też się nie zaszczepili. - Patrzę na nich i widzę dziwną reakcję. Deklarowali, że się zaszczepią tuż po mnie, ale jakoś tego nie zrobili - stwierdził prezydent. Rzecznik prasowy Kremla Dmitrj Pieskow zapewniał, że rosyjskie państwo w ciągu ostatniego roku nabyło ogromne doświadczenie w walce z pandemią i jest znacznie bardziej wydaje w tym zakresie. - Problem leży głównie w świadomości ludzi - stwierdził urzędnik.

Problemu nie ma albo jest odsunięty

Kreml wygodnie zapomina, że od początku pandemii miał lekceważący stosunek do koronawirusa. Nie wprowadzono żadnych zdecydowanych obostrzeń. Nie było szerokich lockdownów. Długo twierdzono, że Rosja dobrze sobie radzi z wirusem. Kreml podejmowanie niepopularnych decyzji o obostrzeniach zepchnął na władze regionalne. Te w większości ich więc nie podejmowały, ponieważ jest ewidentne, że większość Rosjan ma negatywny stosunek do takich tematów jak obowiązek noszenia maseczek czy zamykania restauracji, barów i innych miejsc publicznych. Nawet jeśli gdzieś jakieś obostrzenia były wprowadzane, to powszechnie je ignorowano.

W Moskwie nakaz pokazywania kodu potwierdzającego zaszczepienie przy wejściu do różnych miejsc publicznych takich jak restauracje czy kina, utrzymał się trzy tygodnie. Był tak niepopularny i tak powszechnie ignorowany, że w lipcu z niego zrezygnowano. W niektórych regionach władze wprowadziły też wymogi szczepienia do pracowników publicznych, ale te też mają być ignorowane. W kraju rozwinął się na szeroką skalę proceder handlu fałszywymi zaświadczeniami o szczepieniu. W lipcu tego roku dziennikarskie śledztwo portalu "MBK" wykazało, że osoby stojące za nim są w stanie zarobić miliony rubli na przestrzeni kilku dni. Handel fałszywymi zaświadczeniami ma być obecnie najbardziej rozpowszechnioną nielegalną działalnością w rosyjskiej sieci.

Dziennikarze "MBK" rozmawiali między innymi z pracownikiem moskiewskiej firmy z sektora IT, który uważa szczepionki za zło, które zmutują jego organizm. Kiedy więc pracodawca zażądał szczepienia, udał się po pomoc do kolegi pracującego w jednym ze szpitali. W ten sposób trafił na całe podziemie. Sami lekarze mają organizować proceder, podczas którego przychodzi się do punktu szczepień, po czym pielęgniarka albo udaje wbicie igły w ramię i tak naprawdę wylewa szczepionkę na skórę, albo po prostu otwiera fiolkę, po czym tylko udaje, że wciąga dawkę do strzykawki. Lekarz bierze numer "zużytej" fiolki i wystawia certyfikat szczepienia. Koszt takiego zabiegu to równowartość około stu dolarów. Dla tych, którzy nie mają znajomych, pośrednicy mogą ich skontaktować z odpowiednimi lekarzami za kolejne 40-50 dolarów. Za większe pieniądze można bez tych wszystkich ceregieli po prostu kupić fałszywy certyfikat i wpis do rządowej bazy danych. Tutaj cena może sięgać nawet 400 dolarów.

Wichura w Polsce. Zielona GóraWichury w Polsce. Wiatr przewraca tiry, na Bałtyku sztorm [ZDJĘCIA]

Milion nadmiarowych zgonó na horyzoncie

Pomimo tego, że sytuacja jest poważna tak naprawdę od miesięcy, to Kreml dopiero teraz zaczął się nią na poważniej interesować. Kiedy statystyki zaczęły regularnie pokazywać ponad tysiąc zgonów dziennie. Zarządzono, że 30 października rozpocznie się ogólnokrajowy obowiązkowy płatny urlop. Dla wszystkich. Ma to pomóc w ograniczeniu rozprzestrzeniania się wirusa. Jest jednak możliwe, że będzie to miało znikomy efekt. Hotele w Soczi, popularnym kurorcie nad Morzem Czarnym, doniosły o raptownym skoku rezerwacji tuż po ogłoszeniu obowiązkowego urlopu. Prawie wszystkie pokoje są już zajęte. Władze miasta zarządziły wprowadzenie wymogu przedstawienia certyfikatu szczepienia w restauracjach i barach.

W Moskwie od 28 października ma obowiązywać lokalny lockdown. Do 7 listopada mają być otwarte tylko sklepy sprzedające podstawowe produkty. Muzea i teatry będą mogły wpuszczać tylko połowę standardowej liczby gości. Restauracje, bary, kina i temu podobne miejsca mają być zamknięte. Zamkną się też urzędy i edukacja publiczna. Czy te odwleczone w czasie obostrzenia coś dadzą, nie jest jasne i wielu komentatorów jest sceptycznych. Zwłaszcza że rosyjscy specjaliści donoszą o odkryciu w kraju nowej mutacji wariantu Delta. Jest oznaczany Delta AY.4.2 i ma być o około dziesięć procent bardziej zaraźliwy.

Jedno jest pewne, Rosja przeżywa pogłębioną zapaść demograficzną powodowaną pandemią. Od jej początku do końca sierpnia tego roku oficjalnie zanotowano 660 tysięcy nadmiarowych zgonów. To jeden z najwyższych wskaźników na świecie. Jednak według niezależnych ekspertów to i tak zaniżona wartość. - Dane na temat zgonów w Rosji są całkowicie niewiarygodne - twierdzi w rozmowie z "Washington Post" Aleksiej Kouprianow, analityk i biolog, który stara się organizować niezależną akcję liczenia zgonów spowodowanych przez koronawirusa. - Tak naprawdę ta liczba jest bliższa 750 tysięcy - uważa Aleksiej Raksza, do ubiegłego roku pracownik państwowej agencji statystycznej Rosstat, która go wyrzuciła po zakwestionowaniu oficjalnych danych na temat zgonów. Analityk wykrył, że władze regionalne zaniżają statystyki raportowane do Moskwy, aby nie wyglądać źle w oczach Kremla. Oficjalnie Rosstat podaje, że z powodu koronawirusa zmarło do tej pory 286 tysięcy Rosjan.

Zobacz wideo
Więcej o: