"Sprawca przemocy potrafi manipulować, stwarza pozory". Czego uczy nas sprawa Gabby Petito?

- Sprawca przemocy potrafi manipulować, stwarza pozory i stawia się w charakterze osoby, która zaopiekuje się ofiarą, która widocznie sobie "nie radzi". Osobom z zewnątrz bardzo trudno jest to zauważyć - mówi w rozmowie z Gazeta.pl dr Joanna Stojer-Polańska. Punktem wyjścia do rozmowy jest sprawa Gabby Petito - 22-letniej Amerykanki, która została znaleziona martwa po kilku tygodniach poszukiwań. Była ofiarą przemocy domowej, a dzięki nagraniom zarejestrowanym przez amerykańską policję jej historia obiegła cały świat.

"Przepraszam" - to pierwsze słowa, które wypowiada Gabby Petito na widok funkcjonariusza, który został wezwany przez świadków ws. podejrzenia przemocy domowej. Wkrótce po jej zaginięciu światowe media obiegają nagrania zarejestrowane podczas interwencji. Słyszymy na nich, jak 22-latka, która wygląda na wyraźnie roztrzęsioną, tłumaczy się i przeprasza jeszcze kilkukrotnie: "Przepraszam, to moja wina, że wjechał w krawężnik, odwróciłam jego uwagę", "Wiem, że ostatnio on jest sfrustrowany tym, jak się zachowuję". Na pytanie "Czy on cię uderzył?" odpowiada: "Tak, tak myślę, ale ja uderzyłam pierwsza". Gdy policjant dopytuje: "Masz coś na policzku? Na to wygląda, uderzyłaś się czymś w twarz? I jeszcze na ramieniu, o tutaj, to świeże? Wygląda to na świeży ślad", odpowiada: "Nie jestem pewna. Stało się to tak szybko. Chciałam przejść na tylne siedzenie, a jego plecak spadł i mnie trafił".

Zeznania narzeczonego Gabby, Briana, który jest o wiele spokojniejszy, zdają się bardziej przekonywać policjantów. Na nagraniach widać, jak narzeczony Gabby żartuje z funkcjonariuszami - nawet ze swojej dziewczyny. "A czy Gabby bierze jakieś leki?" - pyta policjant. "Ona jest szalona" - stwierdza ze śmiechem Brian i szybko dodaje, że żartuje. - Nie wydaje mi się, żeby coś brała. A przynajmniej nic o tym nie wiem - mówi.

Ostatecznie policjanci nie udzielają 22-latce pomocy. Kilka tygodni później ciało Gabby zostaje znalezione w Parku Narodowym Grand Teton w stanie Wyoming. Czego uczy nas sprawa, która poruszyła opinię publiczną na całym świecie? Rozmawiamy o tym ze specjalistką kryminalistyki, dr Joanną Stojer-Polańską. 

Zobacz wideo Czy wiesz, co zrobić, gdy zaginie ktoś bliski?

Natalia Pacholczyk: Zabójstwo Gabby Petito budzi duże zainteresowanie. W mediach powracają pytania o zachowanie 22-latki i o to, że broniła swojego narzeczonego. Dlaczego osoby dotknięte przemocą kryją sprawców lub nawet wypierają przemoc? Czy są emocje, schematy, które sprawiają, że bronią one osobę, która de facto sprawia im dużo cierpienia? 

Joanna Stojer-Polańska: Wspomina pani o instynkcie samozachowawczym, czyli narzędziu, które pozwala nam wykryć zagrożenie. Potrzebujemy go, żeby przetrwać, ale w przypadku przemocy domowej, on nie funkcjonuje tak, jak powinien. Jeśli chodzi o sprawców przemocy domowej, którzy są osobami najbliższymi, to ta przemoc z ich strony zwykle jest bardzo rozciągnięta w czasie. Przemoc jest procesem, a takie sytuacje, które kończą się zabójstwem, nie dotyczą konfliktu, który powstał nagle. Ofiara przemocy zaczyna się przyzwyczajać do tego, czego doświadcza, a z drugiej strony dla niej przetrwanie nie oznacza ucieczki, tylko widzi je w byciu ze sprawcą. Początki przemocy w rodzinie bywają bardzo subtelne, ofiara może nie zauważyć, że jest w przemocowej relacji. 

Czasami osoba pokrzywdzona jest bardzo wystraszona, bardzo wyczerpana tą przemocową relacją. Sprawca tak manipuluje ofiarą, że zaczyna ona nabierać przekonania, że bez niego nic nie znaczy. Często sprawca wmawia chorobę psychiczną, sugeruje, że to ofiara jest zła, nieporadna, że nikogo innego nie znajdzie. Obiektywne patrzenie na taką relację nie ma sensu, bo ofiara po prostu nie widzi rzeczywistych argumentów i wydaje jej się, że bez sprawcy po prostu nie da rady. Innym powodem pozostawania w relacji są groźby, szantaż, wywoływanie lęku. 

Często problemem są schematy relacji, których świadkami byliśmy w dzieciństwie lub których doświadczyliśmy sami. Dzieci, które miały rodzica uzależnionego od alkoholu, potrafią wybrać na partnera osobę uzależnioną. Osoby, które mają za sobą historię przemocy w rodzinie, są bardziej skłonne wchodzić w związki z kolejnymi partnerami przemocowymi, przy czym każdy kolejny jest bardziej agresywny od poprzedniego. Taka osoba nie zna innego wzorca i zwykle sama nie znajdzie drogi, która pokaże jej, że może być inaczej. Osoby bez tego schematu też mogą wpaść w relację przemocową, ale mają zdecydowanie większą szansę zorientować się wcześniej i łatwiej im z tego wyjść. 

Często w rozmowach na temat przemocy w rodzinie pada takie hasło, jak "syndrom gotującej się żaby" [żaba wrzucona do wrzątku wyskoczy, ale włożona do chłodnej wody i podgrzewana, po prostu się ugotuje - red.]. Zanim ofiara zorientuje się, że jest źle, może być już za późno, bo gdyby sprawca uderzył ją podczas pierwszego spotkania, to najprawdopodobniej zakończyłaby relację. Czy w drugiej sytuacji jest tak, że sprawca "przyzwyczaja" do przemocy i coraz bardziej przesuwa granicę?

Za drugim razem osoby poszkodowane zostają w przemocowej relacji właśnie dlatego, że zdążyły się zakochać i że poznały też dobrą stronę sprawcy przemocy - bo mają nadzieję, że człowiek się zmieni. Po drugie, pierwsze sygnały o tym, że partner może być przemocowy, są bardzo słabe i to jest jak z tą żabą - ofiara nie czuje, jak ta przemoc zaczyna narastać. Zaczyna się od czegoś bardzo drobnego. To jest na początku np. ograniczenie kontaktów z innymi, izolacja społeczna ofiary, przedstawienie jej bliskich w złym świetle - w tym czasie sprawca "opiekuje się" ofiarą. 

Jeśli jednocześnie postępuje izolacja ofiary i budowanie w niej przekonania, że tylko ze sprawcą będzie szczęśliwa, to nawet gdy sprawca zaczyna stosować groźby lub przemoc, to ofiara go tłumaczy. Będzie siedziała w tej wodzie, bo rodzi się w niej też poczucie, że tyle zainwestowała w ten związek, że szkoda jej go kończyć. Ma też nadzieję, że będzie dobrze, bo w cyklu przemocy są też pozytywne momenty. 

Cykl przemocy, który sprawia, że osoba doświadczająca przemocy zostaje w relacji przemocowej?

Tak. Najpierw napięcie w relacji narasta, potem jest faza przemocy, a na zamknięcie cyklu - faza miesiąca miodowego. To jak zamknięty, powtarzający się cykl. Ofierze jest trudno pogodzić się z tym, że w sprawcy są takie dwa warianty: dobry i wspierający kontra taki, który się znęca. Ofiara ma nadzieję, że ta dobra strona przeważy, a z drugiej strony im dłużej to trwa, im więcej "szans", że to "był ostatni raz" daje, tym trudniej jest to przerwać. 

Następuje zamknięcie w złotej klatce, co zostało dobrze opisane przez jedną z ofiar przemocy w książce "I Bóg zesłał mi... Joannę" Zofii Sareńskiej. Sprawca przemocy przygotowywał jej wspaniałe obiady, ale rozliczał ją z każdej sekundy spóźnienia po powrocie z pracy. Na początku to wydawało się wspaniałe - bo on kocha, on się stara, on tęskni i czeka. A jednocześnie nie pozwala na spotkania z innymi. To właśnie odcięcie ofiary przemocy od bliskich sprawia, że tak trudno jej wyjść z takiej relacji. Osoba ta nie ma innej perspektywy, a kiedy orientuje się w swojej sytuacji, to często jest już za późno - bo nie ma nikogo, kto może jej pomóc. Drugi problem to wstyd, że się dała zmanipulować, a trzeci - jeszcze większy strach, wynikający z osamotnienia i przekonania, że nikt jej nie uwierzy.

Rząd wciąż nie przyjął programu przeciwdziałania przemocy w rodzinieRząd wciąż nie przyjął programu przeciwdziałania przemocy w rodzinie

W przypadku ofiar przemocy często mówi się o myśleniu życzeniowym. Że osoby te tak bardzo chcą dopasować rzeczywistość do swojego marzenia, wyobrażenia o związku, że ignorują niektóre sygnały. Czy media społecznościowe, w których pokazujemy tylko piękne momenty swojego życia - podobnie jak Gabby - nie wzmagają takich zachowań?

Każdy z nas ma potrzebę zaprezentowania się z jak najlepszej strony, dlatego często takie cukierkowe zdjęcia wrzucamy na swoje profile. Jeśli dzieje się coś złego, sprzecznego z naszym wymarzonym światem, to pojawia się też wstyd, którego przecież nie chcemy pokazywać innym. Po tylu pięknych zdjęciach razem pokazać  konflikt? Ta nadzieja, że będzie wszystko w porządku, tak jak tego pragniemy, jest bardzo silna. Osoby znane - sportowcy, aktorzy - którzy opowiadają o doświadczeniu przemocy, bardzo często mówią, że bali się poruszyć ten temat wcześniej. Byli przekonani, że nikt im nie uwierzy, bo wcześniej pokazywali swoje życie tylko z tej dobrej strony. 

Może właśnie zrozumienie powodów, dla których ofiary nie wychodzą z przemocowej relacji, sprawi, że mniej powszechne będzie zjawisko victim blaming - gdy ktoś oskarża ofiarę o to, że tak długo trwała w relacji. Takie komentarze jak "przecież mogła odejść", "po co z nim była, skoro ją uderzył" itp., pojawiają się nie tylko w artykułach o Gabby. Dlaczego nam, obserwatorom, czasem tak łatwo jest przerzucić winę za przemoc na ofiarę?

Wynika to z tego, że w ogóle nie rozumiemy takich sytuacji i to będzie przypadek osób, które same nie doświadczyły przemocy. Im ucieczka wydaje się oczywista, bo patrzą na tę sytuację racjonalnie - bez silnych emocji. Nie patrzą na tę sytuację z perspektywy ofiary, która nawet jeśli ma możliwość ucieczki, nie widzi dla siebie nadziei na to, że sama da sobie radę. Ponadto mamy taką silną potrzebę, żeby świat był sprawiedliwy, że widzimy sprawy tylko jako czarno-białe. Kolejny powód to poczucie bezpieczeństwa - przerzucamy winę na ofiarę, bo nie chcemy wierzyć, że nas też coś takiego może spotkać. Nie chcemy nawet rozważyć, że my też jesteśmy podatni na manipulację ze strony sprawcy.  

Ta ostatnia kwestia pojawia się też w przypadkach wiktymizacji wtórnej pokrzywdzonych przestępstwami seksualnymi. Pojawiają się wtedy takie hasła: "po co tamtędy szła", "mogła się tak nie ubierać", "jak można zaufać komuś poznanemu przez internet?". My nie chcemy dopuścić do siebie myśli, że nam to też mogłoby się przytrafić, dlatego obwiniamy ofiary. Myślenie, że każdy może stać się ofiarą przestępstwa, budzi duży niepokój, burzy poczucie bezpieczeństwa. Chcemy myśleć, że to wina ofiary, żeby to nam było łatwo funkcjonować w tym świecie. Z drugiej strony nie można zapominać o tym, że czasami można komuś ułatwić popełnienie przestępstwa, choć to w żaden sposób nie zdejmuje ze sprawcy odpowiedzialności za czyn. 

Rodzice Gabby nie zauważyli, że dzieje się coś złego. Jej narzeczonego opisywali jako spokojnego, opiekuńczego i cichego, do którego mieli pełne zaufanie. Czy są jakieś sygnały, które mogą zauważyć osoby z zewnątrz i interweniować w odpowiednim momencie? 

Trzeba pamiętać, że sprawca przemocy potrafi manipulować, stwarza pozory, stawia się w charakterze osoby, która zaopiekuje się ofiarą, którą widocznie sobie "nie radzi" (płacze, jest roztrzęsiona). Osobom z zewnątrz bardzo trudno jest zauważyć, że to tylko pozory - zwłaszcza jeśli to dotyczy przemocy psychicznej. 

Co do sygnałów stosowania przemocy, to one zawsze są, ale trudno tu powiedzieć o uniwersalnych zachowaniach, bo każdy reaguje inaczej. To, czy otoczenie je zauważy, zależy też od tego, czy te więzi rodzinne, przyjacielskie były silne. Na początku są to zwykle bardzo delikatne sygnały - rzadszy kontakt z bliskimi, dzwonienie tylko pod nieobecność partnera lub zmiana zachowania, gdy nie ma go w pobliżu, rezygnacja ze swoich zainteresowań, milczenie. 

Sejm zajmie się projektem 'Tak dla rodziny, nie dla gender'. Chodzi o wypowiedzenie Konwencji stambulskiej (zdjęcie ilustracyjne)"Tak dla rodziny, nie dla gender" w Sejmie. Chodzi o konwencję stambulską

Czasem bliscy faktycznie nie zauważają, że dzieje się coś złego, jednak w przypadku Gabby była interwencja świadków, którzy widzieli ich kłótnię i zadzwonili na policję. Na nagraniu z kamer funkcjonariuszy widać, że 22-latka jest roztrzęsiona, płacze, trudno jej się wypowiedzieć, a tymczasem jej narzeczony jest spokojny, a nawet żartuje z policjantami. Policja została bardzo skrytykowana za to, że nie pomogła Gabby wystarczająco - chociaż dziewczyna faktycznie broniła narzeczonego. Utrzymywała, że to ona zaczęła kłótnię i to ona uderzyła chłopaka pierwsza. Czy zarzuty są więc słuszne? 

Ofiara może się tak bardzo bać i wstydzić, że nawet podczas interwencji nie powie policjantom, że dzieje się coś złego. Bardzo rzadko zdarza się, żeby przy pierwszej interwencji do sprawy przemocy w rodzinie udało się skutecznie odizolować sprawcę od ofiary. Ta pierwsza interwencja często jest wtedy, kiedy przemoc już trwa długi czas. To są też historie, które są trudne dla funkcjonariuszy, bo oni to często widzą, ale nie potrafią w żaden sposób pomóc, bo ofiara nie chce tego w tym momencie. Nawet jeśli zrobią szczegółową dokumentację, która jest podstawą do złożenia zawiadomienia o znęcaniu, to osoba pokrzywdzona bardzo często się z tego wycofuje.

To nie jest tak, że oni nie chcą pomóc. Po prostu bardzo trudno jest pomagać osobie, która jest uzależniona od sprawcy - finansowo, emocjonalnie. Bez terapii, wsparcia osoby, której ofiara ufa, czy historii innych ofiar przemocy, zazwyczaj nie udaje się skutecznie udzielić pomocy. Ofiary często decydują się na pomoc nie na pierwszej, drugiej czy nawet piątej-szóstej interwencji, ale znacznie później. 

Bez względu na to, czy ofiara przemocy chce pomocy - niezbędne jest okazanie jej wsparcia, prawda?

Czasem właśnie to zainteresowanie przypadkowej osoby okazuje się przełomowe dla ofiary. To może zadziałać, że zupełnie obca osoba dostrzega przemoc bez tej gry-pozorów stworzonej przez sprawcę. Jasne jest, że trzeba reagować, ale też trzeba liczyć się z tym, że ofiara przemocy nie będzie chciała przyjąć naszej pomocy. Że uzna osoby, które chcą pomóc, za wrogów, bo są zagrożeniem dla relacji lub sprawcy. Są takie sytuacje, że kobieta dzwoni na policję i prosi o pomoc. Gdy funkcjonariusze przyjeżdżają na miejsce, sprawca staje się agresywny. Wówczas policjanci próbują obezwładnić agresywnego sprawcę, a on zwraca uwagę ofierze na to, że teraz to i on jest pokrzywdzony. Często niestety to kończy się tak, że ofiara zaczyna bronić sprawcy i wycofuje zeznania, a w skrajnych przypadkach nawet rzuca się swojemu oprawcy na pomoc.

Czy nagłaśnianie podobnych historii może sprawić, że osoby poszkodowane poczują się śmielej i będą chciały odmienić swój los? 

Nagłaśnianie spraw najczęściej pojawia się wtedy, gdy ta przemoc staje się publiczna. Gdy poszukiwana jest zaginiona osoba lub gdy znajduje się jej ciało. Trudno jest o czymś takim nie informować. To dużo zależy od odbiorcy, jak będzie chciał przyjąć tę wiadomość - czy jako szansę na zmiany w życiu, czy porażkę, bo nie dało się pomóc. Nagłaśnianie takich spraw ma sens, ale potrzebny jest komentarz, po co to robimy - w kontekście oczywiście pomagania ofiarom przemocy. 

****

Gabby Petito i Brian Laundrie znali się od liceum, zaczęli umawiać się w 2019 roku. Zaręczyli się w lipcu 2020 r., czym dziewczyna pochwaliła się w mediach społecznościowych. 22-letnia amerykańska blogerka zaginęła w ostatnim tygodniu sierpnia 2021 roku - wówczas po raz ostatni kontaktowała się z rodzicami. Ich zaniepokojenie wzrosło, gdy o rok starszy narzeczony Gabby, Brian Laundrie, wrócił do domu sam i odmawiał rozmów z policją czy rodziną 22-latki. 

Po trwających około trzech-czterech tygodni poszukiwań FBI odnalazło zwłoki Gabby. Koroner hrabstwa Teton w stanie Wyoming powiedział na konferencji prasowej zwołanej we wtorek 12 października, że 22-latka zmarła w wyniku uduszenia. - Gabby Petito była ofiarą przemocy domowej. Jej ciało zostało odkryte około trzech-czterech tygodni po jej morderstwie. Uznajemy, że przyczyną śmierci jest uduszenie, a sposobem - zabójstwo - ujawnił we wtorek koroner.

22 października śledczy potwierdzili, że znalezione na Florydzie zwłoki mężczyzny należą do Briana Laundriego. - Przedmioty (jego plecak i notatnik) odkryto na terenie, który do niedawna był pod wodą - wyjaśnił agent FBI Michael McPherson. Szczątki mężczyzny odkryto na bagnistym terenie Florydy w rezerwacie przyrody Carlton, który w 80 proc. znajduje się pod wodą.

- Wstępna sekcja zwłok Briana Laundriego nie wskazała sposobu ani przyczyny jego śmierci. Dokładniejsze badania będą jeszcze prowadzone - powiedział adwokat rodziny 23-latka Steven Bertolino. Powodem braku dokładnych informacji jest zły stan zwłok, a dokładnie szkieletu mężczyzny, który został znaleziony w rezerwacie. - Może nie być sposobu na to, by ustalić, w jaki sposób zginął. W szkielecie nie znajdziemy m.in. dowodów na to, że zginął przez utonięcie - mówił CNN były profiler FBI Jim Clemente. - Jeśli się zastrzelił, to będzie to widoczne w dokładnej autopsji. Jeśli miał rany kłute, to ślady mogą zostać zatarte lub znacznie zaciemnione z powodu okresu pośmiertnego i czasu zanurzenia w wodzie - dodał Clemente.

****

Potrzebujesz pomocy?

  • Doświadczasz przemocy domowej? Szukasz pomocy? Możesz zgłosić się na przykład do Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia". Poradnia Telefoniczna "Niebieskiej Linii" czynna jest codziennie od 12 do 18 pod numerem tel. 22 668-70-00. Więcej informacji znajdziesz na tej stronie.
  • Jeśli występuje zagrożenie życia - dzwoń na numer alarmowy 112.
Więcej o: