Ruszył proces o zabójstwo holenderskiego dziennikarza. Oskarżony Polak twierdzi, że był tylko kierowcą

- Nikogo nie zabiłem, żadnej broni nie widziałem - zeznał przed sądem Kamil E. Polak jest jednym z dwóch podejrzanych o udział w zastrzeleniu Petera de Vriesa, znanego holenderskiego dziennikarza śledczego. Do zabójstwa doszło w Amsterdamie na początku lipca, kiedy reporter wychodził ze studia telewizyjnego.

Więcej informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Wysoki Sądzie, ja nikogo nie zabiłem, nic o morderstwie nie wiedziałem, żadnej broni nie widziałem

- mówił Kamil E. Zeznawał po polsku, na sali towarzyszyła mu tłumaczka.

22-letni Delano G. i 35-letni Polak Kamil E. to dwaj główni podejrzani w sprawie zabójstwa dziennikarza Petera de Vriesa. Reporter był znany w Holandii ze swoich materiałów opisujących świat przestępczy. Komentował też najważniejsze procesy kryminalne. Wielokrotnie otrzymywał listy i wiadomości z pogróżkami.

Zdaniem policji strzelcem był Delano G., 22-letni raper pochodzący z Antyli. Polak miał być jego kierowcą. 35-latek od kilku miesięcy mieszkał z rodziną w szeregowcu w miejscowości Maurik, na południowym wschodzie kraju. Miał na utrzymaniu ciężarną żonę, córkę i syna.

Peter R. de VriesHolandia. Nie żyje Peter R. de Vries

Zbrodnia, która wstrząsnęła Holandią

Z nagrań monitoringu wynika, że 6 lipca obaj podejrzani przyjechali na miejsce zabójstwa około godz. 18.47. Wysiedli z samochodu i przeszli się tuż obok siedziby stacji RTL, w studiu której gościł właśnie de Vries. Następnie wrócili do auta, po czym Delano G. przebrał się, zabrał ze sobą torbę i wrócił pod siedzibę studia, gdzie pół godziny później zastrzelił dziennikarza. W tym czasie Kamil E. krążył samochodem po okolicy. Potem wrócił po zabójcę. Reporter zmarł dziewięć dni później w szpitalu. 

Tylko kierowca czy ktoś więcej? 

Jak informują śledczy, morderstwo zostało dokonane przerobionym pistoletem gazowym. Broń znaleziono w samochodzie, którym uciekali sprawcy. Na narzędziu zbrodni były ślady DNA Delano G. Prawnicy Kamila E. wskazywali, że ich klient nie wiedział, że będzie brał udział w zamachu. Podkreślali, że był on jedynie kierowcą. Prokurator twierdzi natomiast, że Polak przed atakiem na dziennikarza zrobił rozpoznanie na miejscu zbrodni. Jego samochód został nagrany na parkingu niedaleko studia. Jak podaje portal dw.com, Polak prosił żonę, aby zapewniła mu alibi i mówiła, że tego dnia pracował w Maastricht. Zdaniem śledczych jego telefon komórkowy tego dnia połączył się z siecią w tym mieście.

Jesteśmy na 100 proc. przekonani, że Kamil E. był wcześniej w miejscu, gdzie doszło do zbrodni i że jego rola w tej sprawie była większa niż twierdzi

- uważa prokurator. Kamil E. twierdzi, że nie jest to prawda. Jeżeli uda się udowodnić, że Polak dokonał rekonesansu na miejscu zbrodni będzie sądzony w taki sam sposób jak Delano G., który pociągnął za spust. Ten ostatni nie złożył w poniedziałek żadnych oświadczeń.

Zobacz wideo Biejat: Chcemy, żeby policja broniła obywateli, a nie występowała przeciwko nim
Więcej o: