Uzbrojony robopies wywołuje strach wizją z "Terminatora". Ta rzeczywistość naprawdę coraz szybciej nadchodzi [TAKA CIEKAWOSTKA]

Najpierw imponują fikołkami i tańcem, potem dostają karabin snajperski i polują na ludzi. Uzbrojone roboty od dawna wywołując strach i obawy. Wizje rodem z filmu "Terminator" robią swoje. Amerykańska firma Ghost Robotics właśnie podgrzała te obawy.

Na targach zbrojeniowych w Waszyngtonie zaprezentowano nowe wcielenie jej czworonożnego robota, bardzo podobnego do Spota, stworzonego przez słynną firmę Boston Dynamics. To ta, która regularnie publikuje nagrania z "dziełami" uprawiającymi akrobatykę czy taniec. Robot od Ghost Robotics nie zajmuje się niczym takim. Ma na grzbiecie nowy karabin snajperski w futurystycznie wyglądającej obudowie.

Zdjęcie uzbrojonego robota wywołało poruszenie w sieci. Pod postem firmy Ghost Robotics na Twitterze pojawiło się mnóstwo komentarzy po linii: "uzbrojone roboty to śmiertelne zagrożenie dla ludzkości i błąd". Nie brakuje odwołań do filmów serii "Terminator", "Blade Runnera" czy "iRobota". Portal "futurism.com" pisze: "To koszmar, który się ziścił. Zabójcza maszyna zaprojektowana do precyzyjnego zabijania na polu walki".

Promocja i reklama, nie realna broń

Doniesienia o końcu świata są jednak trochę na wyrost. Przynajmniej w tym przypadku. To, co widać na zdjęciu, może i wygląda niepokojąco podobnie do tego, czym straszą nas od dekad scenarzyści z Hollywood. Jednak co do zasady nie jest niczym nowym. Uzbrojone roboty zabijają ludzi już od wielu lat. Kluczem jest nie to, jak wyglądają, ale to czy są samodzielne. I dyskusja na ten temat jest kluczowa.

Dzieło Ghost Robotics nie ma konkretnej nazwy. Sam robot był wcześniej określany jako Vision-60. Początkowo reklamowano go jako urządzenia przeznaczone głównie do patrolowania, obserwacji i rozpoznania. W tej funkcji testowano je na przestrzeni minionego roku w kilku bazach lotnictwa USA. Był to eksperyment, w ramach którego kilka robotów wspólnie z żołnierzami patrolowało rozległe bazy, a ich zadaniem było samodzielnie wykrywać intruzów i im "przeciwdziałać", cokolwiek to miało znaczyć, bo broni nie miały. Uzbrojone były jedynie w kamery. Wojskowi widzą w nich zwiadowców, których można wysłać w niebezpieczne miejsca i nie płakać, kiedy zostaną zniszczeni przez wybuch bomby czy szaleńca z bronią. Nie było mowy o ich faktycznym uzbrajaniu.

Teraz firma Ghost Robotics poszła o krok dalej i zademonstrowała możliwość uzbrojenia swojego czworonoga. Robot Vision-60 pokazany teraz w Waszyngtonie, ma zamontowany na grzbiecie moduł nazwany SPUR, co jest akronimem sformułowania Bezzałogowy Karabin Specjalnego Przeznaczenia (ang. Special Purpose Unmanned Rifle). Stworzyła go firma SWORD Defense Systems, konkretnie do zastosowania na tego rodzaju robotach. W futurystycznie wyglądającym opakowaniu jest schowany karabin snajperski i systemy celownicze oraz stabilizacyjne, pozwalające oddać precyzyjny strzał na daleki dystans.

Tak uzbrojony robot jest reklamowany jako wsparcie dla oddziałów specjalnych. Jak konkretnie miałby zostać wykorzystany, nie jest jasne. Ustawiać się w miejscu zbyt niebezpiecznym dla człowieka, aby mieć lepszą szansę na oddanie celnego strzału? Nie wiadomo. Nie ma mowy o tym, aby powstał na zamówienie wojska. To na razie bardziej reklama i luźno rzucony pomysł, niż cokolwiek innego. Do wykorzystania na polu walki bardzo daleko i najpewniej nigdy do tego nie dojdzie w takiej formie. Zanim siły specjalne zabrałyby taki sprzęt na misję, musiałby zostać wszechstronnie przetestowany, a żołnierze musieliby się upewnić, że to naprawdę ma jakiś sens i będzie większą korzyścią, niż problemem.

Podwodny dron Głuptak z Politechniki GdańskiejTak wyglądają polskie podwodne drony-kamikadze

Robot na polu bitwy to stara sprawa

Nie zmienia to faktu, że uzbrojone roboty już od dawna są wykorzystywane na polu walki i zabijają ludzi. Od niedawna być może nawet autonomicznie, bez kontroli człowieka.

Już w 2002 roku Amerykanie w ramach eksperymentu użyli w Afganistanie czterech urządzeń o nazwie Hermes. Stosunkowo niedużych, bo sięgających człowiekowi do kolana i długiego na około 60 centymetrów, poruszającego się na gąsienicach i zdalnie sterowanego. Używali ich głównie do sprawdzania różnych jaskiń i zakamarków, gdzie spodziewano się pułapek i zasadzek. Zazwyczaj miały tylko kamery, ale miały też opcjonalny moduł z uzbrojeniem w postaci strzelby, albo granatnika. Kontrolujący je żołnierz mógł zdalnie pociągnąć za spust i zabić. Oficjalnie coś takiego się jednak nie stało.

Równocześnie amerykańskie wojsko zaczęło stosować latające roboty, które są powszechnie określane dronami. Jako pierwsze na dużą skalę pojawiły się MQ-1 Predator. Jesienią 2001 roku podczas walk w Afganistanie jeden z nich po raz pierwszy na polecenie operatora odpalił rakietę i zabił ludzi. Do dzisiaj tego rodzaju ataków sami Amerykanie mieli przeprowadzić około 14 tysięcy, zabijając 8-16 tysięcy osób. Co do zasady wszystko są to ofiary uzbrojonego robota. Zdalnie sterowanego, ale robota.

Zaprezentowany teraz na targach czworonóg z karabinem różni się od MQ-1 Predator formą, ale nie funkcją. Oba są urządzeniami, które pod kontrolą człowieka mają zabić innego człowieka. Czy poruszają się na nogach, czy na gąsienicach, czy za pomocą skrzydeł, to sprawa drugorzędna. Kluczowe jest co innego. Czyli to, kto przysłowiowo pociąga za spust. Najbardziej przerażające w wizjach rodem z filmów science fiction nie jest bowiem to, że roboty wyglądają futurystycznie, ale to, że kierują się własną wolą i z własnej inicjatywy zabijają.

Nagrania ataków tureckich dronów w Syrii. W tych przypadkach to człowiek wydawał rozkaz użycia broni

Zobacz wideo

Rubikon już przekroczony?

Według dostępnych informacji na temat Vision-60, robot z karabinem prezentowany na targach jest autonomiczny o tyle, że człowiek nie steruje nim bezpośrednio za pomocą joysticków. Od 2002 roku i robotów Hermes dokonał się postęp. Teraz człowiek tylko wskazuje, gdzie robot ma się udać, a on robi to sam. Jednocześnie jest w stanie na przykład analizować obraz ze swoich kamer i alarmować operatora, kiedy według jego oprogramowania pojawi się przed nimi na przykład człowiek. O podejmowaniu samodzielnej decyzji o pociągnięciu za spust nie ma mowy. Przynajmniej na razie.

Pentagon nie ukrywa, że roboty sterowane przez sztuczną inteligencję to przyszłość. I w tę przyszłość inwestowane są miliardy dolarów. Opublikowana w 2012 roku polityka Departamentu Obrony USA odnośnie broni autonomicznej deklarowała, że tenże ma zawsze pozostawać pod nadzorem człowieka i to on ma decydować o symbolicznym pociągnięciu za spust. Taki pogląd jest nadal w sposób ogólny obowiązujący. Pojawiły się jednak pytania. Co, kiedy dojdzie do bitwy roju małych dronów z drugim rojem małych dronów? Nadzorujący je człowiek nie będzie w stanie dość szybko analizować sytuacji i wydawać za każdym razem decyzji o ataku. Poszczególne drony musiałyby decydować o tym same. Czy to już będzie przekroczenie Rubikonu?

Dron XQ-58A podczas pierwszego lotu testowegoFuturystyczny dron przetestowany w USA

Generalnie problemem jest to, że roboty wyposażone w sztuczną inteligencję są w stanie błyskawicznie analizować ogromnych ilości danych i podejmować na ich podstawie decyzji. To ich główna zaleta. Utrzymywanie w tym systemie człowieka, który musi zaaprobować decyzję, znacznie spowalnia cały proces i istotnie ogranicza korzyści wynikające z SI. Usunięcie ludzkiego elementu jest więc bardzo kuszące. Pomimo licznych wezwań, aby tego nie robić, czy wręcz nie tworzyć broni wyposażonej w SI. Szereg organizacji, zaczynając od ONZ, przez Human Rights Watch po te mniej znane, jak Future of Life, apeluje o międzynarodowy traktat ograniczający jej rozwój. Jednak raport specjalnej Narodowej Komisji Bezpieczeństwa ds. Sztucznej Inteligencji (NSCAI), którą powołano w 2018 roku przy rządzie USA, w celu zbadania co oznacza rozwój SI dla bezpieczeństwa państwa, jednoznacznie odradza Waszyngtonowi podpisywanie tego rodzaju konwencji. Członkowie komisji, której przewodził były szef Google Eric Schmidt, wezwali natomiast do drastycznego zwiększenia wydatków państwowych na tą technologię i ostrzegli, że Chiny są w niej już bardziej zaawansowane. Jest więc właściwie pewne, że broń autonomiczna będzie elementem wyścigu zbrojeń.

Choć Amerykanie przynajmniej na razie zapewniają, że roboty będą strzelać same, to jest jednak możliwe, że już doszło do takiej sytuacji. Według raportu ONZ z marca tego roku, w 2020 roku w Libii doszło do być może przełomowego ataku. Podczas toczonych tam walk jedna ze stron konfliktu miała użyć tureckich dronów Kargu-2. Są podobne do powszechnie używanych do rozrywki czterowirnikowców. Tylko mają wybuchową głowicę, kamery i system rzekomo pozwalający autonomicznie zlokalizować człowieka czy inny wcześniej ustalony cel, oraz zaatakować go. Bez nadzoru i bezpośredniej komendy operatora. Coś takiego miało stać się podczas walk w Libii. ONZ nie stwierdziła jednak jednoznacznie, czy drony Kargu-2 kogoś zabiły. Miały jednak działać w trybie autonomicznym. Do wizji rodem z filmów Terminator i końca świata jeszcze sporo brakuje, ale technika rozwija się w tym kierunku i biorąc pod uwagę takie raporty jak ten NSCAI, rozwój ten będzie tylko przyśpieszał.

Zobacz wideo
Więcej o: