Okręt podwodny USA zderzył się z czymś pod wodą. Był w rejonie, który chcą zagarnąć Chiny

USS Connecticut, jeden z kilku najbardziej zaawansowanych technicznie okrętów podwodnych świata, zderzył się z czymś w zanurzeniu. Uderzenie było na tyle silne, że jedenastu marynarzy odniosło obrażenia. Doszło do niego w pobliżu Chin.

Nie sprecyzowano, jakie uszkodzenia odniósł okręt. Zapewniono tylko, że nie ma ryzyka jego zatonięcia i nie ma żadnych uszkodzeń napędu jądrowego. Po wypadku wynurzył się i zaczął marsz na powierzchni ku najbliższej bazie amerykańskich okrętów podwodnych na bazie Guam. Ma się właśnie do niej zbliżać lub już do niej wpłynął.

Do wypadku doszło drugiego października, ale na prośbę floty media o nim nie informowały, aż okręt znajdzie się bezpiecznie blisko bazy.

Zobacz wideo

Mało dostępnych informacji

Komunikaty US Navy na temat wypadku są bardzo zdawkowe, ale nie jest wykluczone, że był poważny. Do zderzenia z jakimś obiektem doszło w zanurzeniu na Morzu Południowochińskim. To duży akwen leżący między Chinami, Filipinami, Malezją, Indonezją i Wietnamem. Pekin uzurpuje sobie prawo do kontrolowania go niemal w całości. Wywołuje to ostry spór ze wszystkimi innymi wymienionymi państwami i dodatkowo USA. To jeden z najbardziej zapalnych obszarów w Azji, gdzie floty Chin i USA regularnie dokonują demonstracji siły.

Zderzenia okrętów podwodnych z innymi obiektami są rzadkie, ale nie niespotykane. Opcje są dwie. Mogła być to nieoznaczona na mapach podwodna góra albo jakiś inny okręt podwodny. Portal Navy Times podaje, powołując się na anonimowego informatora we flocie, że w momencie kolizji "topografia terenu nie wskazywała na to, iż przed dziobem okrętu powinna być jakaś góra". Jednocześnie "nic nie wskazuje na to, aby doszło do kolizji z innym okrętem i zdarzenie miało charakter wrogi". Te zawoalowane sugestie wskazują na większe prawdopodobieństwo zderzenia się z dnem.

Australijski okręt podwodny typu Collins na głębokości peryskopowejW aferze o australijskie okręty podwodne okręty są drugorzędne

Nie jest to coś nieprawdopodobnego. Opisywaliśmy wcześniej tego rodzaju wypadki z udziałem okrętów podwodnych. W 2005 roku atomowy okręt podwodny USS San Francisco zderzył się z nieoznaczoną na mapach podwodną górą, gdy szedł z maksymalną prędkością (prawdopodobnie około 30 węzłów, czyli 55 km/h) na głębokości 160 metrów. Okręt miał bardzo poważne uszkodzenia i był bliski zatonięcia. Jeden marynarz zginął, a większość załogi, niemal sto osób, odniosła obrażenia. W przeszłości wielokrotnie dochodziło też do zderzeń okrętów podwodnych z jednostkami innych państw. Zazwyczaj uszkodzenia bywały jednak mniejsze, ponieważ dochodziło do nich przy manewrach z mniejszymi prędkościami.

Zniszczony dziób USS San FranciscoZniszczony dziób USS San Francisco Fot. US Navy

Z czasem na pewno wyjdzie więcej szczegółów dotyczących wypadku USS Connecticut, w tym to, jak rozległe są uszkodzenia. Sprawa jest tym bardziej istotna, że to jeden z trzech okrętów typu Seawolf, określanych jako najbardziej zaawansowanych technicznie na świecie. Zaprojektowano i zbudowano je w latach 80. i 90. Planowano znacznie dłuższą serię, ale koniec zimnej wojny sprawił, że cofnięto pieniądze na bardzo drogie okręty kosztujące pięć miliardów dolarów za sztukę (po dzisiejszych cenach). W zamian opracowano i zaczęto budować nieco prostsze i znacznie tańsze jednostki typu Virginia (cena za sztukę zbliża się obecnie do trzech miliardów dolarów w opcji z najbogatszym wyposażeniem). Jednostki typu Seawolf zostały przeznaczone do najważniejszych i najdelikatniejszych zadań. Wypadnięcie ze służby choćby jednej na czas napraw to spory problem dla Amerykanów.

Zobacz wideo gdy
Więcej o: