Teksas. Sąd zablokował ustawę antyaborcyjną. Obywatele mieli dostawać duże pieniądze za donosy

Sąd federalny zgodził się z wnioskiem departamentu sprawiedliwości w administracji Joe Bidena, by zatrzymać działanie ustawy antyaborcyjnej w Teksasie. Tzw. ustawa o biciu serca niemal całkowicie zakazywała przerywania ciąży, a obywateli wysoko wynagradzała za zgłaszanie przypadków aborcji.

W wyczerpującym orzeczeniu sędzia Robert L. Pitman z sądu federalnego w dystrykcie Austin w ostrych słowach skrytykował teksańską ustawę. "Kobiety bezprawnie pozbawiono kontroli nad ich ciałami, choć gwarantuje im to konstytucja" - napisał. "Sąd nie będzie sankcjonował pozbawiania prawa ani dnia dłużej" - poinformował.

Jak wyjaśnia "The New York Times", przepisy teksańskiej ustawy skonstruowano tak, by w razie wstrzymania jej działania przez sąd, jak to się teraz stało, można było wstecznie pozwać kliniki wykonujące aborcje za te zabiegi, które przeprowadzono w czasie blokady ustawy.

Zobacz wideo Piekło kobiet. „Jeżeli chodzi o aborcję, to jesteśmy pod ścianą"

Nancy Northup, szefowa Centrum Praw Reprodukcyjnych poinformowała, że kliniki wchodzące w skład grupy zostaną otwarte tak szybko, jak to możliwe, mimo ryzyka pozwów, w razie gdyby ustawa nie została ostatecznie uznana za niekonstytucyjną.

Przepisy, które wprowadzono w Teksasie, nazwano potocznie "Heartbeat Act", czyli "Ustawa o biciu serca", bo miała zakazać aborcji po 6 tygodniu ciąży, kiedy to - jak twierdzono - wyczuwalne jest bicie serca zarodka. To manipulacja - zarodek w tym okresie nie ma jeszcze serca, a rzekome bicie to zarejestrowane impulsy elektryczne, którym charakterystyczny dźwięk nadaje aparat USG.

Teksańska ustawa została tak skonstruowana, by możliwie jak najbardziej utrudnić jej zablokowanie. Ciężar wymierzania sprawiedliwości przeniesiono na obywateli, których wezwano, by w zamian za wysokie nagrody pieniężne zgłaszali przypadki pomocnictwa w aborcji - od lekarzy aż po taksówkarzy, którzy przywieźli kobietę do kliniki. Przeciwnicy ustawy nie mogą więc pozwać władz stanowych, bo to nie one "wykonują" ustawę.

Parlament sprawiedliwości złożył w sądzie wniosek o uznanie niekonstytucyjności ustawy. Jest ona bowiem niezgodna z orzeczeniem w sprawie Roe vs Wade sprzed niemal 50 lat, kiedy uznano, że aborcja jest konstytucyjnym prawem osoby w ciąży. Sąd Najwyższy orzekł wówczas, że aborcja musi być dozwolona we wszystkich stanach w pierwszym trymestrze, natomiast w drugim i trzecim semestrze stany mogą wprowadzać swoje regulacje. Później ten podział nieco zmodyfikowano tak, by regulacji nie wprowadzać od trymestru, a od momentu, kiedy płód jest zdolny do samodzielnego przeżycia.

Więcej o: