Dziennikarka z Libanu: Póki Białoruś będzie dawać wizy, ludzie będą próbować przekroczyć granicę

- Kiedy ludzie są dostatecznie zdesperowani, spróbują wszelkich możliwości. A w zdecydowanej większości są bardzo zdesperowani - mówi o migrantach próbujących dostać się z Białorusi do Polski Abby Sewell, dziennikarka z Libanu. Opisała ona, jak wygląda początek szlaku migracyjnego, który zaczyna się w biurach podróży w Bejrucie i prowadzi na polsko-białoruską granicę.
Zobacz wideo Aktywiści mówią o kryzysie humanitarnym na pograniczu

W ostatnich trzech miesiącach nawet kilkanaście tysięcy razy ludzie próbowali przekroczyć granicę Białorusi z Polską i ta liczba stale rośnie. Większość zostaje odepchnięta przez Straż Graniczną. Ponad 1500 osób zostało zatrzymanych w ośrodkach w Polsce i część składa tu wnioski o nadanie statusu uchodźcy. Niektórzy unikają zatrzymania i przedostają się - z pomocą przemytników - dalej na zachód Europy. W Niemczech w sierpniu i wrześniu zatrzymano kolejne 1500 osób, które nielegalnie przekroczyły granicę.  

Tutaj obserwujemy ostatni etap podróży, którą podejmują ludzie głównie z Bliskiego Wschodu i państw Afryki, a których celem jest pozostanie w Unii Europejskiej. Jej początek to kraje, gdzie ci ludzie mieszkają obecnie. Niekoniecznie są to państwa ich pochodzenia, lecz miejsca, gdzie żyją już jako uchodźcy. Tak jest w przypadku Libanu. Abby Sewell, dziennikarka libańskiej gazety "L'Orient Today" opisała we wrześniu, jak mieszkający tam syryjscy uchodźcy starają się skorzystać z nowego szlaku migracyjnego. Rozmawiała z jednym mężczyzną, któremu udało się w ten sposób dostać do Niemiec. 

- O ile wiem, to ten szlak migracyjny nadal jest popularny. Teraz pojawia się więcej wiadomości o tym, że ludzie zostają uwięzieni na granicy i niektórzy mogą dwa razy się zastanowić, zanim podejmą decyzję o wyjeździe - powiedziała w rozmowie z Gazeta.pl.

- Jednak zdecydowanie dalej jest zainteresowanie tym szlakiem migracyjnym. Uważam, że tak długo, jak Białoruś będzie przyznawać wizy turystyczne, ludzie będą próbować dostać się tą drogą do Europy .

Kilka tysięcy dolarów za drogę do UE

Opisany przez Sewell szlak migracyjny zaczyna się w biurach podróży, które oferują wizy i wyjazdy na Białoruś za mniej niż trzy tysiące dolarów. Przemytnicy organizują też dalszą część podróży dla migrantów, którzy się na to decydują - m.in. odebranie w Polsce i przewiezienie do Niemiec. Według informacji Straży Granicznej wśród osób zatrzymywanych w Polsce za przemyt ludzi zdarzają się obywatele Libanu.

Wszystko kosztuje kilka tysięcy dolarów. Rozmówca dziennikarki, syryjski uchodźca mieszkający dotychczas w Libanie, zapłacił za całą podróż dziewięć tysięcy dolarów - z czego dwa stracił przez przemytnika, który go oszukał. - Niektórzy próbują przekroczyć granicę samemu, bo to oczywiście o wiele tańsze od wynajęcia przemytników - zwróciła uwagę Sewell. 

- W dużej mierze są to Syryjczycy, którzy mieszkają w Libanie od lat. Ale zdarzają się też osoby, które specjalnie wyjeżdżają teraz z Syrii, by przez Liban dostać się do Białorusi i dalej do UE. Młodzi mężczyźni uciekają przed obowiązkiem służby wojskowej. Na przejściu granicznym zostaliby aresztowani. Dlatego płacą przemytnikom za dostanie się do Libanu i stąd wylatują w kierunku Białorusi 

- powiedziała. - W biurze podróży w Bejrucie, z którym rozmawiałam, o wizy pytali także Libańczycy. Jednak przynajmniej tam ostatecznie na podróż decydowali się tylko Syryjczycy - dodała dziennikarka. Wiemy natomiast, że Libańczycy są  także wśród ludzi przekraczających granicę z Białorusią. Serwis skynewsarabia.com opisał sytuację libańskich obywateli, którzy utknęli na granicy, odpychani przez polską i białoruską straż graniczną. 

W mediach społecznościowych pojawiło się nagranie grupy ludzi z Syrii, Iraku i Libanu w lasach na pograniczu. Błagali oni o pomoc, mówili, że są wychłodzeni, ich telefony wkrótce się rozładują i nie mają dokąd iść. - Umieramy tutaj. Nie chcę tu umrzeć. Mamy pieniądze na bilet, ale nie pozwalają nam wejść ani do jednego, ani do drugiego kraju - mówiła kobieta pochodząca prawdopodobnie z Libanu. O ich sytuacji zawiadomiono libański MSZ i przedstawicielstwa dyplomatyczne kraju w Polsce i Białorusi.

Z Syrii, przez Liban, Dubaj, Białoruś do UE

Jak wyjaśniła dziennikarka, ludzie dowiadują się o tym szlaku migracyjnym od przyjaciół i rodziny. - Jest też wiele grup w mediach społecznościowych dot. migracji. Ludzie zadają tam pytania, np. "chcę dostać się do Europy tym czy tym szlakiem, czy ktoś wie, jak to wygląda" - powiedziała. Na takich grupach znaleźć można dziesiątki, a nawet setki nowych zapytań oraz ofert przemytników. 

"Mam 17 lat, czy dostanę w Syrii wizę turystyczną na Białoruś?", "Jesteśmy rodziną z trójką dzieci w wieku 14, 13, i 9 lat. Rozważam dostać się przez Białoruś do Niemiec. Co mi doradzicie" - to niektóre z nowych wpisów na takich grupach. "Dotarcie do granicy z Polską jest łatwe, wydostanie się z niej - trudne. Droga będzie łatwiejsza, jeżeli po polskiej stronie będzie czekał na ciebie samochód do Niemiec. Musisz mieć zimowe ubrania, baterie, leki i bandaże. Dla dzieci droga jest bardzo niebezpieczna" - pisze ktoś w odpowiedzi na pytanie o drogę do Niemiec przez Polskę. "To pułapka", "spróbujcie w sezonie letnim, teraz jest chłód i deszcz" - piszą inni. 

W tej chwili między Mińskiem a Bejrutem nie ma bezpośrednich lotów. Jednak migranci po prostu podróżują z przesiadką. Możliwości jest co najmniej kilka. 

- Szlaki migracyjne, o których słyszałam, mają przesiadki w Dubaju, a także w Rosji - powiedziała Sewell. Na lotnisku w Mińsku tylko dziś lądowało kilka samolotów z Dubaju, z Egiptu, loty z Moskwy i Petersburga, ze Stambułu i innych miast w Turcji. Jest także bezpośredni lot z Damaszku syryjskiej linii Cham Wings Airlines.

"Ludzie są bardzo zdesperowani"

Jak wynika z informacji Sewell oraz tego, co pojawia się na grupach w mediach społecznościowych, migranci zdają sobie sprawę z niebezpieczeństw tej drogi. - Już kilka tygodni temu, gdy pojawiła się informacja o pierwszych czterech zgonach na granicy, pisano o tym na grupach w mediach społecznościowych. Tak samo informowano o tym, że ludzie utknęli na lotnisku w Mińsku - powiedziała. 

Na jednej z grup migracyjnych we wpisie z 5 października zawarto informacje o tym, że pięć osób zginęło próbując przekroczyć granicę Białorusi i Polski, a wielu uchodźców utknęło w strefie przygranicznej. "Pomimo zaostrzonych działań polskich służb wielu uchodźcom udaje się przedostać przez Polskę do Niemiec (...) Ale liczba osób odepchniętych przez polskie służby na Białoruś jest większa od liczby tych, którym udało się dostać do Niemiec" - czytamy.

Jednak - podkreśla dziennikarka - takie informacje nie zniechęcają wszystkich rozważających taką podróż:

- Kiedy ludzie są dostatecznie zdesperowani, spróbują wszelkich możliwości. A w zdecydowanej większości są bardzo zdesperowani. Syryjczyk, z którym rozmawiałam o jego drodze przez Białoruś i Polskę do Niemiec był w lepszej sytuacji od innych, a i tak był gotów zaryzykować nawet śmierć, by wydostać się z Libanu.

W Libanie - kraju o populacji sześciu milionów - żyje około milion uchodźców z Syrii. Wielu z nich jest tam już od lat, tysiące dzieci urodziło się i wychowało na uchodźstwie. Ich sytuacja jest fatalna i nie daje praktycznie żadnych nadziei na poprawę. Mieszkają w namiotach lub zimnych garażach, w większości nie mają pracy, ich sytuacja prawna jest niepewna, dostęp do opieki zdrowotnej czy edukacji - znikomy. Więcej o Syryjczykach w Libanie przeczytasz w poniższym reportażu:

Chalid, 29-letni uchodźca z Syrii"Toniemy w błocie i biedzie". Uchodźcy pogrążają się w beznadziei

Do tego kraj od kilku lat pogrąża się w kryzysie gospodarczym. Kryzysie, który - mówią Libańczycy - jest skutkiem nieudolności, korupcji i zabetonowania całej klasy politycznej. I na zmiany nie ma wielkich nadziei. Godzina prądu dziennie, kolejki po benzynę, brak leków - tak wygląda codzienne życie Libańczyków. Dotychczasowej klasy średniej nie stać na warzywa, ubodzy są jeszcze ubożsi, chorzy umierają z braku leków i prądu. Dlatego nie tylko uchodźcy, ale i Libańczycy coraz częściej myślą o opuszczeniu kraju. 

***

Aby pomagać ludziom w rejonie przygranicznym, Medycy na granicy zorganizowali zbiórkę na pomagam.pl. Wpłacić na konto nieformalnej organizacji można pod tym linkiem

Więcej o sytuacji na granicy z Białorusią w naszym "Raporcie znad granicy":

Raport znad granicy"Raport znad granicy". Policja potwierdziła kolejną śmierć. Apel Grupy Granica

Więcej o: