Rakietowy pociąg Kima pokazał, co potrafi. "Dodatkowy ból głowy"

Korea Północna nie ustaje w czynieniu swojego arsenału rakietowego coraz większym problemem dla sąsiadów. Właśnie przeprowadziła pierwszy test swojego nowego pociągu dla rakiet. Wszystko miało zadziałać tak, jak powinno. Przynajmniej jeden pocisk odpalony z wagonu przeleciał 800 kilometrów.

- Sprzęt tego rodzaju sam w sobie nie jest w niczym lepszy od zwykłych wyrzutni na ciężarówkach, ale samo jego istnienie powoduje dodatkowy ból głowy dla planistów w Korei Południowej i USA. Teraz muszą myśleć jeszcze o wyrzutniach na torach - powiedział portalowi nknews.org Ankit Panda, analityk zajmujący się bronią rakietową Korei Północnej.

Z ciężarówek do pociągu

Próbne odpalenie miało miejsce 15 września rano czasu lokalnego. Wydane z tej okazji oświadczenie to głównie standardowa propaganda i kwiecisty język w stylu Korei Północnej. Zawiera jednak trochę informacji. Formalna decyzja o utworzeniu "Kolejowego Mobilnego Regimentu Rakietowego" miała zapaść na początku roku w tracie 8. Kongresu Partii Pracy Korei Północnej. Odpalenie miało nastąpić z "centralnego rejonu górskiego", a rakieta poleciała 800 kilometrów i spadła do morza. Test miał nadzorować Pak Jong Chon, sekretarz Komitetu Centralnego PPK, jeden z najwyższych rangą członków elity rządzącej Koreą Północną. Z jakiegoś powodu nie był to sam wódz, Kim Dzong Un.

Z komunikatu nie wynika jasno, ile właściwie rakiet odpalono. Według wojska Korei Południowej, Korea Północna wystrzeliła w środę około południa dwa pociski balistyczne krótkiego zasięgu. Miały wystartować z centrum kraju i spaść do morza. Innych testów w ostatnich dniach nie zarejestrowano, więc najpewniej musi chodzić o ten z użyciem pociągu.

Razem z komunikatem udostępniono serię zdjęć, z których można dowiedzieć się nieco więcej. Odpalona rakieta (rakiety?) to najwyraźniej KN-23. Pocisk balistyczny krótkiego zasięgu na paliwo stałe. Coś z kategorii odpowiadającej dobrze znanym w Polsce rosyjskim pociskom Iskander, do którego północnokoreańska rakieta jest bardzo podobna zewnętrznie. KN-23 pierwszy raz zaprezentowano w 2018 roku, więc jest jednym z najnowszych w arsenale rakietowym Korei Północnej. Do tej pory był pokazywany na wyrzutniach mobilnych w postaci ciężarówek.

Na zdjęciach widać też sam pociąg, choć to dużo powiedziane. Lokomotywa z dwoma wagonami. Jeden najprawdopodobniej pusty, a drugi będący wyrzutnią. Widać, że ma rozsuwany dach i duże drzwi z boków. Rakieta uruchamia silniki w środku wagonu, co musi być dla niego poważną próbą wytrzymałości. W najlepiej znanych radzieckich pociągach z rakietami, na dodatek znacznie większymi, były one wyrzucane z kontenera startowego ponad wagon i dopiero tam uruchamiały silniki.

Korea PółnocnaKorea Północna przetestowała pocisk manewrujący dalekiego zasięgu

Rakiety na pociągi to stary pomysł

Północnokoreański skład rakietowy nie wygląda na nic skomplikowanego, ale o to też chodzi. To kolejny relatywnie tani sposób na ukrywanie i wystrzeliwanie pocisków balistycznych. Korea Północna jest krajem górzystym, o stosunkowo dobrze rozwiniętej sieci kolejowej z wieloma tunelami. O ile dotychczas Korea Południowa, Japonia i USA musiały się martwić głównie o obserwowanie kilku dużych i bardzo wrażliwych na atak stacjonarnych wyrzutni, być może jednego prymitywnego okrętu podwodnego, oraz znacznej liczby wyrzutni na ciężarówkach, tak teraz dojdzie kwestia obserwowania linii kolejowych i pociągów. Korea Północna na pewno wyprodukuje ich kilka, ucharakteryzuje na zwykłe cywilne i będzie starała się na wszelkie sposoby utrudnić ich wykrycie oraz śledzenie. W ten sposób zwiększy przeżywalność swojego arsenału rakietowego. W komunikacie wydanym z okazji próby jest to wprost wymienione jako główny cel istnienia wyrzutni kolejowych.

Dotychczas w takie uzbrojenie inwestowało tylko ZSRR. W latach 80. powstało kilka składów z trzema wyrzutniami rakiet międzykontynentalnych RT-23 w każdym. Był to sprzęt znacznie bardziej zaawansowany i skomplikowany niż to, co zaprezentowała Korea Północna. Radzieckie pociągi rakietowe były samowystarczalnymi oddziałami, które odbywały trwające tygodnie patrole, jeżdżąc po radzieckiej sieci kolejowej bez wyraźnego planu. Miało to na celu utrudnienie śledzenia przez USA i zwiększenie szans na przetrwanie ewentualnego zaskakującego ataku jądrowego. Generalnie pociągi były udane, choć ze względu na znaczną długość wagonów z rakietami (25 metrów) i wyższe niż standard obciążenie osi, bardzo szybko zużywały szlaki kolejowe, po których zazwyczaj jeździły.

 

Wszystkie rakietowe pociągi zostały wycofane ze służby do 2005 roku, ponieważ trzeba było ciąć koszty i ograniczać arsenał jądrowy na mocy porozumień rozbrojeniowych. Dziesięć lat później ogłoszono zamiar wskrzeszenia ich w nowszej odsłonie i z nowszymi rakietami. Projekt otrzymał nazwę Bagruzin, ale nie ma informacji, aby wyszedł poza wstępną fazę koncepcyjną. Najprawdopodobniej został zawieszony ze względu na koszty.

Nad podobnym systemem myśleli Amerykanie i to dwukrotnie. Najpierw w latach 60. przeprowadzali testy z pociągami dla rakiet międzykontynentalnych Minuteman. Po kilku latach program jednak zamknięto ze względu na relację koszt - efekt. Uznano, że lepiej po prostu zbudować więcej standardowych podziemnych silosów. W latach 80. spróbowano ponownie z nowszą rakietą Peacekeeper (inaczej nazywaną MX), ale z podobnym efektem. Zanim skończyła się zimna wojna i pieniądze, zdążono przygotować kilka lokomotyw i jedną wyrzutnię.

Wszystko wskazuje więc na to, że Korea Północna będzie jak na razie jedynym państwem z tego rodzaju uzbrojeniem.

Zobacz wideo
Więcej o: