Energii uścisku ręki Trumpa starczyło na trzy lata. Kim znów uruchomił reaktor

Woda chłodząca trafia do rzeki, widać aktywność w zakładzie przetwarzającym zużyte paliwo. Wszystko wskazuje na to, że Korea Północna po raz kolejny uruchomiła swój jedyny reaktor jądrowy i najpewniej wytwarza pluton, konieczny do produkcji zaawansowanej broni jądrowej.

Informacje na temat aktywności w ośrodku Jongbjon pochodzą z raportu Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA), która przygląda się mu z kosmosu. Innej możliwości obserwacji jedynego północnokreańskiego reaktora nie ma od 2009 roku, kiedy władze w Pjongjangu nakazały wyjazd inspektorom.

Produkcja już może trwać

Nieustanne śledzenie aktywności w ośrodku Jongbjon jest o tyle ważne, że posiadając odpowiednią wiedzę, można dzięki temu oszacować skalę północnokoreańskiej produkcji materiałów rozszczepialnych służących do budowy broni jądrowej. Natomiast taka informacja może posłużyć do wyliczania liczby potencjalnych bomb czy głowic, które Korea Północna wyprodukowała i może wyprodukować w przyszłości.

Woda chłodząca jest wylewana do rzeki od lipca. Nie jest to dosłownie skażona woda przepływająca przez reaktor. Ta jest trzymana w zamkniętym pierwszym obiegu. W specjalnym wymienniku ciepła oddaje je do drugiego obiegu, przez który płynie woda pobierana z rzeki i następnie do niej wylewana.

Dodatkowo w czerwcu poinformowano, że jest widoczna aktywność w położonym opodal reaktora zakładzie przetwarzania wyjętego z niego paliwa. Produkcja materiałów rozszczepialnych na potrzeby broni jądrowej polega na tym, że w specjalnym reaktorze napromieniowaniu ulegają pręty paliwowe z naturalnego uranu. Po określonym czasie są zastępowane nowymi, schładzane, a następnie poddawane skomplikowanej i bardzo toksycznej obróbce chemicznej. W efekcie z ton uranu uzyskuje się gramy plutonu. Czasochłonny i kosztowny proces, ale i tak lepszy niż alternatywy.

W momencie ogłoszenia informacji o działaniu zakładu miało to się dziać już od pięciu miesięcy. Jest możliwe, że w tym czasie przetworzono ten zapas napromieniowanych prętów, który wyjęto z reaktora lata temu po jego poprzednim wyłączeniu.

Zobacz wideo

Uściski rąk i uśmiechy na nic

Takiej aktywności w Jongbjon nie było widać od końca 2018 roku. Wówczas Korea Północna zadeklarowała zatrzymanie reaktora i produkcji plutonu w geście dobrej. Stało się to kilka miesięcy po spotkaniu Donalda Trumpa i Kim Dzong Una w Singapurze, które wówczas było ogromną sensacją i był powszechnie określane jako "przełomowe". Rzeczywiście było przełomowe o tyle, że po raz pierwszy osobiście spotkali się przywódcy Korei Północnej i USA. Wszystkie składane przy okazji deklaracje miały jednak bardzo ogólnikowy charakter, pozwalając każdej stronie interpretować je na swój sposób. Choćby ta o "dążeniu Korei Północnej do denuklearyzacji". Jednak w jakim okresie i w jaki sposób, tego już nie określono.

Kolejne spotkanie obu przywódców, w wietnamskim Hanoi pół roku później, skończyło się przedwcześnie. Stało się tak, kiedy podjęto próbę doprecyzowania, co ma oznaczać owe "dążenie do denuklearyzacji". Amerykanie chcieli, żeby stało się to natychmiast i właściwie bezwarunkowo. Korea Północna ani o tym myślała i najpierw chciała uzyskać zniesienie sankcji oraz poważną pomoc gospodarczą. Choć w 2019 roku Trump i Kim spotkali się jeszcze raz w obecności prezydenta Korei Południowej Moon Jae-ina, a prezydent USA nawet po raz pierwszy w historii wkroczył na terytorium Korei Północnej, to z deklaracji o wznowieniu rozmów nic nie wyszło.

Twarzą obecnej fazy konfrontacji stała się siostra Kim Dzong Una, Kim Jo DzongSiostra Kima pokazuje drugą twarz. Problemy w Korei

Wielu ekspertów przekonywało, że tak to się skończy, już podczas spotkania w Singapurze. Po prostu obie strony zasiadły do rozmów z nierealistycznymi oczekiwaniami. Zwłaszcza Amerykanie. Dla Korei Północnej sam fakt odbycia się rozmów był dużym zwycięstwem, ponieważ znacznie podniosło rangę tego kraju. Z pariasa stał się takim, do rozmów, z którym zasiada sam prezydent USA. Mogło to tylko utwierdzić Koreańczyków z północy w przekonaniu, że intensywne zbrojenia jądrowe są słusznym kierunkiem, ponieważ zmuszają do poważnego traktowania.

Najnowsze doniesienia z Jongbjon wyraźnie pokazują, że z tej karty przetargowej Korea Północna łatwo nie zrezygnuje. Zwłaszcza że kraj jest w kolejnej fazie poważnych problemów gospodarczych. Przez pandemię znacznemu ograniczeniu uległ handel z Chinami, który dotychczas był kroplówką utrzymującą północnokoreańską gospodarkę w jako takim stanie. Brakuje choćby żywności i jej ceny na czarnym rynku poszybowały w górę. Presję na reżim można poznać po tym, że na początku sierpnia oficjalnie zaapelował o zniesienie sankcji i pomoc w postaci dostaw ryżu. W zamian Pjongjang ma być gotowy powrócić do rozmów o rozbrojeniu jądrowym.

Wyciągnięta ręka reżimu po pomoc na pewno nieprzypadkowo zgrywa się z ożywieniem produkcji materiałów rozszczepialnych. Korea Północna od dekad stosuje strategię kija i marchewki. Na przemian grozi, wywiera presję i oferuje ustępstwa, licząc na uzyskanie jakichś koncesji oraz pomocy gospodarczej. Kiedy już je dostanie, lub nie, wraca do punktu wyjścia.

Kim Dzong UnKim Dzong Un przygotowuje się do "dialogu i konfrontacji" z USA

Atomowy kij

Północnokoreański kij w ostatnich latach stał się znacznie poważniejszy. Nie ma już wątpliwości, że Korea Północna posiada arsenał jądrowy. I to taki, który prawdopodobnie można faktycznie użyć do ataku na Koreę Południową, Japonię czy nawet na zachodnie wybrzeże USA. Nie jest on wielki, ale Pjongjang wielkiego nie potrzebuje. Wystarczy sama realna groźba zdolności uderzenia jądrowego na Seul, Tokio czy Los Angeles. Służby wywiadowcze USA oficjalnie szacują, że Korea Północna wyprodukowała dotychczas materiały rozszczepialne na około 60-70 ładunków jądrowych. Złożonych i gotowych do użycia ma może połowę tej wartości.

Do tego północnokoreański arsenał rakietowy w ciągu ostatniej dekady też przeszedł istotną modernizację oraz rozwój. W ciągu kilku ostatnich lat zademonstrowano i przetestowano kilka kolejnych typów rakiet o nazwie Hwasong i numerach 12,14 oraz 15. Ta pierwsza ma wystarczać na cele w rodzaju Korea Południowa, Japonia i bazy USA w Azji. Ostatnia nawet na większość USA. Do tego Korea Północna prowadzi program budowy okrętu podwodnego zdolnego odpalać rakiety balistyczne, również zdolne sięgnąć celów w regionie.

W efekcie Kim Dzong Un ma dzisiaj poważne narzędzie do nacisku na rywali. Choć regularne siły zbrojne Korei Północnej to absolutny skansen, niemający realnej szansy w konflikcie z Koreą Południową i USA.

Zobacz wideo
Więcej o: