Zmierzch imponującej operacji. Ewakuacja z Kabulu przyćmiła tę z Sajgonu

Choć zrodziła się w chaosie i tragedii, to w kolejnych dniach ewakuacja z Kabulu przeistoczyła się imponujące osiągnięcie. Ze stolicy Afganistanu w niecałe dwa tygodnie wywieziono już niemal sto tysięcy ludzi. Ta największa w swoim rodzaju operacja zmierza jednak ku końcowi, który został przyśpieszony przez zamach.

Szczegóły nie są na tę chwilę znane, jednak po serii ostrzeżeń ze strony wywiadów państw zachodnich, rzeczywiście doszło do silnego wybuchu, lub dwóch wybuchów przed jedną z bram lotniska w Kabulu. Padły też strzały. Są doniesienia o co najmniej kilkunastu zabitych cywilach.

Już wcześniej kolejne państwa deklarowały, że kończą swój udział w ewakuacji przed ostatecznym terminem uzgodnionym z talibami na 31 sierpnia. W czwartek zrobiły to między innymi Belgia, Dania, Holandia, Niemcy, Polska, Kanada i Węgry. W piątek ma to zrobić Francja. Po części z braku ludzi do dalszej ewakuacji, a po części z powodu wzrostu ryzyka oraz zagrożenia. Ostatni na lotnisku najpewniej zostaną Amerykanie i Brytyjczycy.

AfganistanKabul. Zamach przy bramie lotniska. Pentagon potwierdza, że są ofiary

Finał przyśpieszony zagrożeniem

Przez większość czwartku 26 sierpnia szereg państw, w tym Australia, USA i Wielka Brytania, ostrzegały przed "nadciągającym" zamachem, który ma być wymierzony w kabulskie lotnisko. Jako domniemanego autora podawane jest tak zwane Państwo Islamskie które, choć zwalczane przez talibów, jest obecne w Afganistanie. Zaapelowano do ludzi ciągle tłoczących się przed bramami wiodącymi do wojskowej części lotniska do rozproszenia się i szukania schronienia. - Nie robilibyśmy tego, gdybyśmy nie byli przekonani, że ryzyko jest poważne i niesie z sobą możliwość znacznych ofiar - stwierdził James Heappey, jeden z wysokich rangą urzędników Ministerstwa Obrony Wielkiej Brytanii.

Rzeczywiście po południu doszło do silnej eksplozji pod jedną z bram i prawdopodobnie drugą nieco dalej. Doniesienia mówią o zamachowcu samobójcy i strzelaninie, która rozpoczęła się po jego detonacji. Wiele osób zginęło i zostało rannych. Głównie cywilów. Wstępne informacje podawane przez talibów mówiły o kilkunastu zabitych cywilów, w tym trójce Amerykanów. Rannych miało też zostać kilku amerykańskich żołnierzy.

Ostrzeżenia o nieuchronnym zamachu tylko przyśpieszą koniec masowej ewakuacji. Duńska minister obrony Trine Bramsen stwierdziła, po odlocie ostatniego samolotu jej państwa z Kabulu, że dalsze loty są "niebezpieczne". Pojawiły się również doniesienia o ostrzelaniu jednego z włoskich samolotów startujących z lotniska. Wiadomo tyle, że C-130 Hercules z około setką Afgańczyków na pokładzie nie odniósł uszkodzeń. Włoskie media sugerują, że maszynę przypadkowo dosięgły pociski wystrzeliwane w powietrze przez talibów celem rozproszenia tłumu.

Koniec ewakuacji przyśpiesza dodatkowo fakt, że już w we wtorek 24 sierpnia talibowie oznajmili, iż nie będą więcej dopuszczać Afgańczyków do lotniska. Zablokowali drogi do niego prowadzące i nakazali ludziom wracać do domu. Oficjalnie pozwalają jedynie na ewakuację obcokrajowców. Pomimo tego zdjęcia, wykonywane przez korespondentów pod bramami lotniska w czwartek, ukazują tłumy Afgańczyków. Ludzie najwyraźniej ignorują zakazy.

Pomimo tego tempo operacji najpewniej znacząco spadnie w ostatnich dniach jej trwania. Oficjalny finał ma nastąpić 31 sierpnia. Wówczas mija termin uzgodniony przez Amerykanów i talibów. Prezydent Joe Biden zadeklarował, że ma zamiar tego uzgodnienia dotrzymać, a nowi władcy Afganistanu ze swojej strony mówią, iż nie zgodzą się na przedłużenie końca ewakuacji.

Rzecznik talibów Zabihullah Mudżahid (w środku) po swojej pierwszej konferencji prasowej w Kabulu w Afganistanie, 17 sierpnia 2021 r.Talibowie coraz lepsi w internetowej propagandzie. Platformy społecznościowe mają dylemat

Morze ludzi wywiezionych powietrzem

Całkowita liczba ewakuowanych przez wszystkie państwa na chwilę obecną nie jest jeszcze jasna. Może jednak zbliżyć się do stu tysięcy. Ostatnia całościowa liczba podana przez Amerykanów we wtorek wieczorem wynosiła 88 tysięcy. Przez kilka dni codziennie z Kabulu odlatywało nawet ponad dziesięć tysięcy ludzi. Obecnie te liczby mogą być już mniejsze z racji wspomnianego ograniczonego dostępu do lotniska dla obywateli Afganistanu i wywiezienia większości chętnych obcokrajowców. Pentagon zapowiadał, że kilka ostatnich dni może zostać poświęconych w większości wywiezieniu kilku tysięcy żołnierzy i różnego cennego sprzętu, którego lepiej nie zostawiać w prezencie talibom.

Nie ulega przy tym wątpliwości, że pozostawione na miejscu zostaną tysiące Afgańczyków, którzy chcieliby uciec z kraju opanowanego przez talibów. Dokładnej liczby osób chętnych do ewakuacji nie sposób ustalić w panującym chaosie i zamieszaniu.

Jednocześnie jest pewne, że cała operacja ewakuacji z Kabulu zapisze się w historii nie tylko z powodu tego, w jakich okolicznościach miała miejsce i tragicznego początku, ale też ze względu na skalę. Blisko sto tysięcy ewakuowanych w niecałe dwa tygodnie to ogromne osiągnięcie. Jest już właściwie pewne, że będzie to największa tego rodzaju operacja w historii.

Zobacz wideo

Wietnam przy tym blednie

Kiedy niemal pół wieku temu Amerykanie w podobny sposób przeprowadzili ewakuację z Wietnamu Południowego padającego pod ciosami komunistycznego Wietnamu Północnego, w ciągu jednego miesiąca (kwiecień 1975 roku) wywieźli samolotami oraz śmigłowcami około 57 tysięcy ludzi. W tym około siedmiu tysięcy Amerykanów pozostających w kraju po wycofaniu się głównych sił dwa lata wcześniej. Do tego wietnamskie rodziny niektórych z nich, oraz po prostu Wietnamczyków, którzy bali się pozostać w kraju zajmowanym przez komunistów, a wcześniej w jakiś sposób współpracowali  z Amerykanami. Tak samo jak teraz dzieje się w Afganistanie.

Wietnamscy uchodźcy po wylądowaniu na pokładzie amerykańskiego lotniskowca w ostatniej fazie ewakuacji z SajgonuWietnamscy uchodźcy po wylądowaniu na pokładzie amerykańskiego lotniskowca w ostatniej fazie ewakuacji z Sajgonu Fot. US DoD

Tamta dwumiesięczna operacja trwale zapisała się w historii. Zdjęcia ostatnich śmigłowców odlatujących z dachu budynku na terenie ambasady USA są wielokrotnie powielane. Tak samo, choć rzadziej, zdjęcia i nagrania z pokładów floty US Navy przyjmującej strumień śmigłowców lecących z Sajgonu. Maszyny wypychane za burtę, żeby zrobić miejsce dla kolejnych. Śmigłowce wyładowane do granic możliwości rodzinami wietnamskich pilotów, z których niektórzy po wysadzeniu pasażerów startowali i wyskakiwali do wody z małej wysokości, aby szybciej zwolnić cenne miejsce na pokładzie okrętów. Mały samolot łącznikowy wietnamskiego wojska z pilotem i jego rodziną, lądujący na amerykańskim lotniskowcu. Panika i strach wśród tych, którzy zostali w Sajgonie i nie dostali się na pokład ostatnich maszyn.

Południowowietnamski pilot wyskakujący ze śmigłowca UH-1, po zostawieniu rodziny i innych ewakuowanych na pokładzie amerykańskiego okrętu. W ten sposób można było najszybciej i najsprawniej oczyścić pokłady z niepotrzebnych maszynPołudniowowietnamski pilot wyskakujący ze śmigłowca UH-1, po zostawieniu rodziny i innych ewakuowanych na pokładzie amerykańskiego okrętu. W ten sposób można było najszybciej i najsprawniej oczyścić pokłady z niepotrzebnych maszyn Fot. US DoD

Wydarzenia w 1975 roku miały jednak odwrotną dynamikę. Zaczęły się spokojnie, wręcz sennie. Na początku marca tamtego roku stało się ewidentne, że wojsko Wietnamu Północnego jest zdecydowanie silniejsze od wojska Wietnamu Południowego. W wielkiej ofensywie coraz szybciej zajmowało terytorium państwa wspieranego przez USA. Z początkiem miesiąca zarządzono więc, aby na pokładach samolotów transportowych przywożących uzbrojenie i zapasy z USA, zabierać w drogę powrotną wietnamskie sieroty wojenne. Operacja nazwana Babylift zaczęła się tragicznie czwartego kwietnia od katastrofy ogromnego ciężkiego transportowca C-5 Galaxy. Niedługo po starcie doszło do gwałtownej wybuchowej dekompresji, która poważnie uszkodziła ogon maszyny. Pilot próbował lądować awaryjnie, ale się rozbił. Przeżyło 175 osób z 330 obecnych na pokładzie. W zdecydowanej większości małe dzieci.

Wietnamscy uchodźcy po wylądowaniu na pokładzie amerykańskiego okrętuWietnamscy uchodźcy po wylądowaniu na pokładzie amerykańskiego okrętu Fot. US DoD

Początkowo ewakuacja była ograniczona głównie do dzieci, obywateli USA i ich wietnamskich rodzin, ponieważ Amerykanie nie chcieli wywoływać paniki. Przez skomplikowaną papierologię kolejki ludzi czekających na odlot ciągnęły się kilometrami. Dopiero po 20 kwietnia sprawy przyśpieszyły wobec wojsk komunistycznych podchodzących pod Sajgon. Drastycznie uproszczono procedury i z Wietnamu na dobre zaczął płynąć strumień uchodźców na pokładach amerykańskich samolotów. Maszyny C-130 i C-141, teoretycznie mogące zabierać około setki pasażerów, regularnie latały z dwukrotnie większą liczbą. Liczba lotów wzrosła do około 60 na dobę w rekordowe dni pod koniec kwietnia, co oznaczało około 12 tysięcy ewakuowanych.

Zrzucanie zbędnej maszyny z pokładu lotniskowca, aby szybko zrobić miejsce dla kolejnychZrzucanie zbędnej maszyny z pokładu lotniskowca, aby szybko zrobić miejsce dla kolejnych Fot. US DoD

Operacja przy użyciu samolotów zakończyła się 29 kwietnia, wobec rozpoczęcia ostrzału lotniska w Sajgonie przez komunistów. Jednocześnie rozpoczęła się zawczasu przygotowana ostatnia faza ewakuacji, nazwana Frequent Wind. Do akcji ruszyły dziesiątki śmigłowców bazujących na okrętach krążących kilkadziesiąt kilometrów od wybrzeży Wietnamu Południowego. Ich zadaniem było ewakuować ostatnich Amerykanów przebywających w Sajgonie. Głównie dyplomatów i wojskowych na lotnisku. Ponieważ komunistyczne wojska wkraczały już do miasta, ogromne tłumy Wietnamczyków rzuciły się do panicznej ucieczki, starając się też dostać na pokład śmigłowców. Do tego południowowietnamscy piloci przejmowali to, co tylko nadawało się do lotu i starali się tym wywieźć siebie oraz rodziny. Spowodowali tym ogromny chaos na pokładach amerykańskich okrętów, które starały się przyjąć wszystkich.

Ostatnie amerykańskie maszyny odleciały z Sajgonu 30 kwietnia, kończąc całą ewakuację z Wietnamu Południowego. Wszystko wskazuje na to, że teraz ostatnie amerykańskie maszyny odlecą z Kabulu 31 sierpnia, symbolicznie kończąc 20 lat obecności USA w Afganistanie.

Nagrania archiwalne ostatniej fazy ewakuacji Sajgonu wykonane na pokładach okrętów US Navy

 
Więcej o: