Afgańczyk: Gdy zgasną światła, talibowie pokażą prawdziwą twarz [WYWIAD]

- Jeden z talibów powiedział: Zabiłbym cię, ale nie zrobię tego. Nie zrobię tego, bo patrzy na nas cały świat - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Reza, który wraz z rodziną został ewakuowany z Afganistanu przez polskie MSZ. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie pomoc dwóch Polek. - To była walka z czasem - mówi jedna z nich, Katarzyna Przyborska.

Katarzyna Przyborska poznała Rezę w 2019 roku, gdy studiowali razem w Warszawie. Gdy słuchała jego historii o wojnie, nigdy nie myślała, że kiedyś to ona uratuje mu życie.

- Studiowaliśmy na Polskiej Akademii Nauk. Reza był mi bliski, bo oboje mieliśmy już dzieci  - wspomina.

Po studiach Reza wrócił do Afganistanu, do swojej rodziny, by aplikować na doktorat w Londynie. Podczas pandemii przez rok uczył się zdalnie. Cały czas próbował dostać wizę dla siebie, żony i trójki dzieci.

- Kiedy udało mu się zarobić ogromną kwotę, która pokrywała koszty wizy, Wielka Brytania kilkukrotnie odmawiała mu wjazdu do kraju - mówi Paulina Olszanka, która pomagała w zorganizowaniu ewakuacji.

Wielka Brytania wymagała od Rezy zapłacenia czterech tys. funtów za kwarantannę, mimo że wszyscy z jego rodziny byli zaszczepieni. Zrobił to, bo wiedział, że musi wyjechać. Kupił lot na 23 sierpnia. Nie spodziewał się, że tydzień wcześniej talibowie przejmą władzę w kraju.

- Obawialiśmy się, że jeśli zostanie w Afganistanie, to zginie. Miał kontakty z Zachodem. Należał do mniejszości hazarskiej, którą talibowie prześladują. To była walka z czasem. Okropnie się bałam - dodaje Katarzyna.

- Zorganizowaliśmy ze znajomymi taki mały sztab kryzysowy. Pojawiło się okienko możliwości, by Rezę, razem z jego rodziną ściągnąć do Polski. Skontaktowałam się z opiekunem naszego roku w PAN i posłanką Joanną Scheuring-Wielgus, która przekazała dokumenty Rezy ministrowi Dworczykowi i nadała cały bieg tej sprawy. Jednak, czy na pewno znajdą się na liście - tego nie mogłyśmy być pewne - relacjonuje.

Wreszcie przyszła informacja. Udało się.

Z przebywającym w Polsce Rezą rozmawiamy o jego ostatnich chwilach w Afganistanie oraz tym, co dalej może się wydarzyć na miejscu.

JOANNA ZAJCHOWSKA: Ciężko zliczyć, ile razy próbowałeś wydostać się z Afganistanu. Wreszcie dostałeś szansę.

REZA, AFGAŃCZYK EWAKUOWANY DO POLSKI: Była siódma rano, gdy odebrałem telefon z polskiej ambasady. Powiedziano mi, że możemy wylecieć do Polski. Musimy tylko jak najszybciej stawić się na lotnisku. Nie było to proste. Talibowie ustawili na drogach posterunki, części osób nie przepuszczali, a niektórych zawracali. Ci, którzy próbowali się sprzeciwić, byli bici. Byliśmy już bardzo blisko lotniska, gdy jeden z bojowników zagrodził mi drogę. Wiedziałem, jak niewiele nam brakuje. Popatrzyłem na niego i uderzyłem go. Do końca życia będę pamiętał krzyk mojego syna, który błagał bym przestał. Wiedział, że mogłem zginąć. To cud, że przeżyłem i udało nam się dotrzeć pod bramę.

Zobacz wideo Morawiecki: Posłowie koalicji okazują brak solidarności w sprawie uchodźców

Kasia mówiła, że przez chwilę była pewna, że wysłała was na pewną śmierć. Nie zdawała sobie sprawy, jak dramatyczna sytuacja panowała na lotnisku.

Utknęliśmy pod bramą na dwie doby. Sytuacja robiła się coraz bardziej niebezpieczna. Wiedzieliśmy, że możemy zginąć. Ale wiedzieliśmy też, że zostając, zginiemy na pewno. Moje dzieci płakały słysząc strzały. To było dla nich bardzo trudne. W końcu udało nam się przepchnąć przez bramę. Tak naprawdę pomogło nam to, że znajomy miał na rękach niemowlę. Kilka godzin później byliśmy już w samolocie.

Sytuacja w Afganistanie robi się coraz bardziej dramatyczna. W Kabulu doszło do co najmniej dwóch eksplozji. Wiele osób zginęło. Dziś patrzysz na te wydarzenia już z Polski.

I z jednej strony czuję ulgę, że moja żona i dzieci są już bezpieczne. Jednak wciąż została tam moja rodzina, przyjaciele. W czwartek zawrócili z terenu lotniska, bo zrobiło się tam naprawdę niebezpiecznie. Chwilę później był wybuch. Na szczęście są teraz w domach. Cały czas o nich myślę.

Jak dalej może rozwinąć się sytuacja w Kabulu?

Czwartkowe zamachy terrorystyczne to dopiero początek. Sytuacja wygląda już teraz znacznie gorzej niż przedstawiają to media. Mój przyjaciel chciał dostać się kilka dni temu na lotnisko. Jeden z talibów zatrzymał go i wycelował broń. Powiedział: Zabiłbym Cię dzisiaj, ale nie zrobię tego. Nie zrobię tego, bo dziś patrzy na nas cały świat.

AfganistanKabul. Zamach przy bramie lotniska. Pentagon potwierdza, że są ofiary

To z tego wynikają ich deklaracje o równouprawnieniu i szanowaniu praw kobiet. Mówili, że nie będą się mścić na afgańskich pracownikach i tłumaczach współpracujących z siłami międzynarodowej koalicji. Gdy reflektory zachodnich samolotów zgasną, talibowie pokażą swoją prawdziwą twarz.

Co czeka Afgańczyków?

Wszyscy są przerażeni. Czeka ich życie w kraju, gdzie każdy aspekt życia jest pod kontrolą. To, jak się ubieramy, co mówimy, jakie mamy przekonania. Nawet muzyka jest zabroniona. Do tego dochodzi ciągłe poczucie zagrożenia życia. Nikt nie powinien żyć w ten sposób.

To z potrzeby uzyskania tej całkowitej kontroli talibowie dążą do jak najszybszego zakończenia ewakuacji?

Po części tak, chcą jak najszybciej zbudować rząd i rozpocząć swoje rozdanie. Jednak nie mają też wystarczająco dużo sił, by przez długi czas kontrolować wszystko tak, jak robią to teraz. Wbrew pozorom nie mają nieograniczonych zasobów. Ta ich pewność to trochę pozory.

Kolejka ewakuowanych wsiadających na pokład samolotu na lotnisku w KabuluZmierzch imponującej operacji. Ewakuacja z Kabulu przyćmiła tę z Sajgonu

To dlaczego tak łatwo przyszło im przejęcie kraju?

Mimo dużych wydatków na armię i wyposażenie wciąż brakowało sprzętu, zaopatrzenia i szkoleń. Nasz rząd jest skorumpowany, a przepływ funduszy jest nieszczelny. Żołnierze są tym zmęczeni, nie mają motywacji. To wszystko jest bardzo skomplikowane.

Myślisz dziś o tym, co stanie się z twoim krajem? Możesz już do niego nie wrócić.

Dziś myślę tylko o moich najbliższych, których tam zostawiłem. Niby jestem tutaj, ale sercem cały czas tam. Nigdy w życiu nie przechodziłem przez coś tak trudnego. Wiem, że talibowie przyjdą po nas. Będą prześladować mniejszości. Rozliczą każdego.

Na prośbę Rezy i grupy jego polskich przyjaciół udostępniamy informację o prowadzonych aktualnie zbiórkach na rzecz uchodźców. 

Więcej o: