Usnarz w białoruskiej propagandzie. Telewizja na miejscu, Łukaszenka zarzuca "naruszenie granicy"

Alaksandr Łukaszenka zarzucił Polsce "naruszanie granic" Białorusi w Usnarzu, gdzie od wielu dni koczuje grupa osób chcących ubiegać się o status uchodźcy. Sytuacja jest wykorzystywana w białoruskiej propagandzie, na miejscu była m.in. telewizja.
Zobacz wideo "Możemy się spodziewać, że do naszego kraju przybędzie bardzo dużo Afgańczyków"

W wypowiedzi na konferencji Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym Alaksandr Łukaszenka oskarżył Polskę o "naruszenie granic" Białorusi w Usnarzu. W cytowanej przez agencję RIA wypowiedzi stwierdził, że znajdujący się tam migranci z Afganistanu chcieli dostać się do Niemiec, ale Polska to uniemożliwiła. 

Oskarżył on polskich pograniczników o wypchnięcie ich na stronę Białorusi po tym, jak wcześniej przekroczyli granicę, przechodząc na stronę polską. Stwierdził, że Polska "zaaranżowała konflikt" i "naruszyła granicę Białorusi".

To tylko jeden z przykładów tego, jak obecna sytuacja na granicy jest wykorzystywana w białoruskiej propagandzie. Tamtejsze siły bezpieczeństwa pozwoliły dostać się do koczującej na miejscu grupy dziennikarzom rządowych i prorządowych mediów. 

Michał Marek z Uniwersytetu Jagiellońskiego pokazał przykład takiego propagandowego materiału z białoruskiej telewizji. Podobnie jak w wystąpieniu Łukaszenki jest tam mowa o tym, że migranci chcą dostać się dalej na zachód, do Niemiec i Francji. Mowa jest także o rzekomej przemocy litewskich pograniczników wobec migrantów.

Migranci na polsko-białoruskiej granicy

Na polsko-białoruskiej granicy w pobliżu miejscowości Usnarz Górny nadal koczuje grupa imigrantów. Według Straży Granicznej, przy granicy znajdują się obecnie 24 osoby - dwudziestu mężczyzn i cztery kobiety. Fundacja Ocalenie, której działacze są na miejscu, podaje jednak, że z komunikacji z uchodźcami wynika, że jest ich wciąż 32, a wśród nich trzy dorosłe kobiety i 15-latka. 

Grupa przebywa na terenie kontrolowanym przez stronę białoruską. Polskie władze oceniają, że obecność imigrantów to wynik świadomego działania władz białoruskich, które w ten sposób chcą destabilizować sytuację w krajach UE.

Straż Graniczna poinformowała, że po jej interwencjach strona białoruska chciała zabrać całą grupę imigrantów, o czym mówiła w TVP Info rzeczniczka Komendanta Głównego Straży Granicznej podporucznik Anna Michalska. - Straż Graniczna kilkukrotnie interweniowała do strony białoruskiej, aby podjęli działania wobec grupy koczującej, wyraźnie podkreślam, po stronie białoruskiej. Rzeczywiście zaobserwowaliśmy, że strona białoruska w pierwszej kolejności zabrała kobiety i dzieci, potem jeszcze dwukrotnie przyjeżdżali i chcieli zabrać pozostałe osoby, ale ta grupa, którą obserwujemy odmówiła pojechania ze stroną białoruską - wyjaśniała podporucznik Anna Michalska.

Migranci, z pomocą tłumaczy i pełnomocników z organizacji pozarządowych, wyrazili wolę ubiegania się o status uchodźcy. Rzecznik Praw Obywatelskich oświadczył, że "nieprzyjmowanie wniosków o ochronę międzynarodową od cudzoziemców przebywających w strefie przygranicznej w okolicach Usnarza stanowi naruszenie prawa".

Głos w sprawie sytuacji na granicy z Białorusią zabrali w oświadczeniu premierzy Polski, Litwy, Łotwy i Estonii. Jak podkreślili, obecny kryzys został zaplanowany i w sposób systematyczny zorganizowany przez reżim Alaksandra Łukaszenki.

"Wyrażamy poważne zaniepokojenie sytuacją na granicach Litwy, Łotwy i Polski z Białorusią. (...) wykorzystywanie imigrantów w celu zdestabilizowania sąsiadujących państw stanowi wyraźne naruszenie prawa międzynarodowego i kwalifikuje się jako atak hybrydowy przeciwko Litwie, Łotwie i Polsce, a tym samym przeciwko całej Unii Europejskiej" - napisali Mateusz Morawiecki, Ingrid Šimonyte, Arturs Krišjanis Karinš i Kaia Kallas. Zdaniem szefów rządów, należy zwrócić uwagę ONZ, w tym Rady Bezpieczeństwa, na kwestię nadużyć wobec migrantów na terytorium Białorusi.

Więcej o: