Szef unijnej dyplomacji dla Gazeta.pl: UE musi nauczyć się mówić "językiem siły"

Łukasz Rogojsz
- Europejczycy muszą zmagać się ze światem takim, jakim on jest, a nie takim, jakim chcieliby, żeby był. Myślę, że teraz musimy nauczyć się mówić "językiem siły" - mówi w rozmowie z Gazeta.pl szef unijnej dyplomacji Josep Borrell.

Jesteśmy dwanaście miesięcy po wybuchu rewolucji. Jak UE widzi przyszłość Białorusi?

Rok temu w sierpniu nadzieje Białorusinów na wybranie prawowitego przywódcy zostały brutalnie rozwiane. Wybory prezydenckie nie były ani wolne, ani uczciwe. Chęć zmienienia tego stanu rzeczy w pokojowy i demokratyczny sposób skłoniła Białorusinów do wyjścia na ulice. Brutalna odpowiedź ze strony rządu, z jaką od tamtego czasu spotykają się Białorusini, jest haniebna.

Ale jest faktem.

W XXI-wiecznej Europie nie ma miejsca na tak zuchwałe łamanie praworządności, praw człowieka i podstawowych wolności ani na zorganizowane, brutalne represje wobec wszystkich grup społecznych. Nie ma miejsca na lekceważenie międzynarodowych zobowiązań i obowiązków Białorusi ani na kwestionowanie międzynarodowych norm, co widzieliśmy przy okazji uprowadzenia samolotu pasażerskiego linii Ryanair albo instrumentalizowania migrantów do celów politycznych.

Co z tym zrobicie?

Razem ze zdecydowaną większością międzynarodowej społeczności wciąż domagamy się od Białorusi zaniechania wszelkich form represji i wypuszczenia wszystkich osób, które zostały bezprawnie zatrzymane. Będziemy również przewodzić międzynarodowym inicjatywom, mającym na celu pociągnięcie do odpowiedzialności wszystkich sprawców. Unia Europejska nigdy nie będzie tolerować bezkarności.

Patrząc w przyszłość, wierzymy, że prawdziwy i otwarty dialog wewnątrz Białorusi jest jedyną drogą do zapewnienia pokojowego rozwiązania obecnego kryzysu. Efektem tego dialogu powinny być wolne i uczciwe wybory prezydenckie pod nadzorem Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE. Wówczas to naród Białorusi zdecyduje o swojej przyszłości.

UE zrobiła wszystko, co mogła, żeby pomóc białoruskiej opozycji wprowadzić demokratyczne zmiany na Białorusi?

Jakakolwiek decyzja odnośnie do przyszłości Białorusi i jakiekolwiek rozwiązanie trwającego kryzysu muszą zostać podjęte na Białorusi i dla Białorusi - przez Białorusinów. Byliśmy dosadni i zjednoczeni w wezwaniach reżimu Łukaszenki do zakończenia represji wobec jego własnego narodu. Odpowiedzieliśmy na to całym szeregiem działań.

Czyli?

Po pierwsze, przyjmując sankcje wymierzone w konkretne osoby i podmioty powiązane z reżimem. Łącznie to 166 osób i piętnaście podmiotów objętych obecnie procedurą sankcyjną, na którą składają się zamrożenie aktywów i zakaz wjazdu na teren UE. Unia nałożyła także celowane sankcje ekonomiczne na białoruski reżim, które obejmują takie branże jak telekomunikacja, handel i niektóre produkty oraz dostęp do rynków kapitałowych. Żeby zwiększyć skuteczność i dotkliwość sankcji, współpracujemy z szeregiem partnerów, którzy podzielają nasz pogląd na sprawę i podjęli podobne do nas kroki. UE jest gotowa rozważyć podjęcie kolejnych kroków, jeśli tylko będzie to konieczne.

Po drugie, Unia Europejska była w pełni zaangażowana, żeby białoruskie władze odpowiedziały za swoje czyny przed określonymi organizacjami międzynarodowymi. UE przeprowadziła w Radzie Praw Człowieka ONZ dwie udane rezolucje, żeby przedstawić sprawozdanie na temat sytuacji na Białorusi i ustanowić solidny mechanizm dochodzenia odpowiedzialności. Państwa członkowskie UE doprowadziły natomiast w OBWE do sięgnięcia po Mechanizm Moskiewski (procedura związana z ochroną praw człowieka ustanowiona w 1991 roku podczas moskiewskiego spotkania w ramach Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie; stosuje się ją, gdy w jednym z państw członkowskich pojawi się zagrożenie realizacji postanowień tzw. wymiaru ludzkiego KBWE/OBWE - przyp. red). W porozumieniu z innymi państwami, mającymi podobny pogląd na sprawę Białorusi, wspieramy Międzynarodową Platformę Rozliczalności dla Białorusi, a także niezależną, bezstronną platformę do zbierania, weryfikowania i zachowywania dokumentacji oraz dowodów poważnych naruszeń praw człowieka, do jakich doszło na Białorusi.

Po trzecie, ograniczyliśmy naszą współpracę z władzami Białorusi. Wzmocniliśmy natomiast nasze zaangażowanie po stronie białoruskiego narodu i społeczeństwa obywatelskiego. Unijne środki natychmiastowo zostały udostępnione ofiarom przemocy ze strony reżimu, a także niezależnym mediom. Dalsze wsparcie dla społeczeństwa obywatelskiego, niezależnych mediów, młodzieży, małych i średnich przedsiębiorstw, a także w celu wzmocnienia odporności zdrowotnej zostało przyjęte w grudniu 2020 roku. Jesteśmy też gotowi - gdy Białoruś rozpocznie demokratyczną transformację - pomóc Białorusi w ramach Kompleksowego Planu Wsparcia Gospodarczego wartego nawet 3 mld euro.

Dlatego tak, wierzę, że zrobiliśmy dużo, żeby pomóc narodowi białoruskiemu, ale jeśli pyta mnie pan, czy wciąż można zrobić więcej, to moja odpowiedź brzmi: tak, można. Na Białorusi kluczowe jest dzisiaj, żeby upewnić się, że społeczeństwo obywatelskie i prodemokratyczne siły przetrwają brutalne represje ze strony władz.

Unia nałożyła na Białoruś i członków reżimu Łukaszenki rozległe sankcje ekonomiczne. Niemniej nie zmieniło to postępowania białoruskich władz. Sankcje okazały się nieefektywne albo niedostatecznie efektywne. Dlaczego?

UE nie przyjęłaby żadnych sankcji, w tym ekonomicznych, gdybyśmy nie wierzyli, że są efektywne. Jeśli chodzi o nasze skalibrowane sankcje ekonomiczne, zostały przyjęte dopiero 24 czerwca, więc jest zbyt wcześnie, żeby ocenić ich wpływ, chociaż oczywiście spodziewamy się, że będzie on znaczący. Jednak chcę zaznaczyć, że już dzisiaj wiemy, że koszt wprowadzonych dotychczas sankcji dla osób i podmiotów nimi objętych jest wysoki - ich aktywa w UE są zamrożone, a unijne firmy nie mogą prowadzić z nimi interesów. Co więcej, grupa przedstawicieli reżimu Łukaszenki nie może podróżować po terenie UE. Nasze sankcje mają też aspekt wizerunkowy i wiemy, że wpłynęły na decyzję podmiotów spoza UE, jeśli chodzi o ich aktywność na Białorusi. Wreszcie szereg innych państw albo stosuje się do reżimu sankcyjnego zaproponowanego przez UE, albo nałożyły swoje własne sankcje, inspirując się tymi unijnymi, albo wręcz koordynując swój reżim sankcyjny z naszym.

Planujecie nałożyć kolejne sankcje na Białoruś i/lub reżim Łukaszenki?

Poprzez sankcje wysyłamy mocny sygnał, że UE broni swoich wartości - takich jak demokracja i prawa człowieka. Jest jednak ważne, żeby podkreślić, że UE stosuje wieloetapowy mechanizm sankcyjny. Oznacza to, że jeśli sytuacja tego wymaga, UE jest zawsze gotowa rozszerzyć zakres sankcji. Jesteśmy gotowi zareagować na rozwój sytuacji, uwzględniając to, co stało się z panią Cimanouską oraz to, czego świadkami jesteśmy na granicy UE z Białorusią.

Kiedy?

Decyzja odnośnie do natury przyszłych sankcji i ich umiejscowienia w czasie należy do państw członkowskich. Z drugiej strony, jeśli zobaczymy znaczące demokratyczne zmiany na Białorusi - zwolnienie z aresztów więźniów politycznych, wstrzymanie wszelkich naruszeń praw człowieka i prawdziwy dialog władz z demokratyczną opozycją oraz społeczeństwem obywatelskim - jesteśmy gotowi znieść sankcje.

Co z Rosją i Władimirem Putinem? Mińsk ma silne poparcie Kremla. Jak wpływa to na podejście UE do Białorusi?

Relacje pomiędzy UE a Białorusią nie zależą od Rosji. Są oczywiste powiązania zarówno pomiędzy Rosją i Białorusią, jak i pomiędzy liderami obu państw. To oczywiste, że Moskwa chce zachować kontrolę nad funkcjonującym obecnie reżimem. Chociaż warto mieć świadomość tego wszystkiego, powinno być też dla nas jasne, że Rosja i Białoruś to dwa osobne kraje. Przyszłość Białorusi nie zależy i nie może zależeć ani od jej relacji z Rosją, ani z UE. Powinna zależeć wyłącznie od tego, czego chce białoruski naród. O przyszłości swojego kraju muszą decydować Białorusini, a nie Bruksela czy Moskwa.

Jednak przez ostatni rok nie brakowało krytycznych opinii, że UE nie chce działać ostro w sprawie Białorusi z obawy przed reakcją Rosji i powtórką sytuacji z Ukrainy.

W żadnym razie. Proszę tylko popatrzeć na liczbę działań, które podejmujemy w obronie uniwersalnych wartości demokratycznych i praw człowieka. Działań, które irytują Rosję. Odbyłem ogromną liczbę spotkań na wysokim szczeblu i miałem wiele rozmów o sytuacji na Białorusi, wliczając w to te dotyczące tego, co powinniśmy zrobić, żeby zatrzymać kryzys i pomóc Białorusinom. To nie były wyłącznie miłe, łatwe spotkania i rozmowy z moimi odpowiednikami z podobnie myślących państw, ale również szczerze rozmowy z Rosją czy ostatnio również z innymi partnerami w temacie nieuregulowanej migracji.

To wszystko brzmi bardzo poprawnie politycznie.

UE nie unikała zdecydowanych i szybkich działań, jeśli chodzi o dotkliwe sankcje, włączając w to zakaz lotów i środki ekonomiczne przyjęte w rekordowym tempie, kiedy doszło do wstrząsającego uprowadzenia samolotu linii Ryanair z panem Protasiewiczem i panią Sapegą na pokładzie. Dlatego nie zgodziłbym się ze stwierdzeniem, że boimy się zająć zdecydowane stanowisko w sprawie Białorusi.

Nie boicie się też powtórki z Ukrainy?

Nie powinniśmy łączyć Białorusi z Ukrainą ani porównywać wydarzeń w obu krajach. Każde z tych państw ma swój kontekst i specyfikę, każde z nich ma również różne cele i oczekiwania, jeśli chodzi o zażyłość i kompleksowość relacji z UE. Główny cel UE, jeśli chodzi czy to o Białoruś, czy o Ukrainę nie ma nic wspólnego z tym, czy putinowska Rosja jest poirytowana, czy nie. Chodzi wyłącznie o respektowanie uniwersalnych praw i wolności, a także życzeń i ambicji tych dwóch narodów. Chodzi również o nasze relacje z partnerami wschodnimi. Nie zapominajmy, że to Rosja za prezydenta Putina zdecydowała zdystansować się od Europy poprzez konkretne i przemyślane wybory, zarówno na arenie krajowej, jak i międzynarodowej, a także poprzez obranie konfrontacyjnej drogi wobec UE. Chcielibyśmy, żeby te wybory były inne, ale musimy opierać się na rzeczywistości i żyć z tym. Nie przeszkodzi nam to jednak w obronie wartości, w które wierzymy - dla naszych obywateli, ale również dla ludzi w takich krajach jak Białoruś, Ukraina i inne. Niezależnie od tego, co Rosja o tym pomyśli.

UE widzi jakąkolwiek możliwość przeciągnięcia Białorusi na stronę Zachodu? To był główny cel UE w przypadku rewolucji na Ukrainie kilka lat temu. To największa różnica między tymi dwiema sytuacjami?

Nie chcemy "przeciągać" nikogo na Zachód, jak również nie chcielibyśmy, żeby ktokolwiek "przeciągał" naszych partnerów w inne miejsca. Kijowski Majdan dotyczył zwykłych Ukraińców, którzy sprzeciwili się polityce prowadzonej przez swojego prezydenta i jego brutalnej odpowiedzi na ich pokojowe protesty. Podobnie zwykli Białorusini protestowali pokojowo przeciwko nieuczciwym wyborom. W obu przypadkach UE dążyła do wsparcia praw człowieka i podstawowych wolności obywatelskich w krajach graniczących z Unią.

Partnerstwo Wschodnie nigdy nie opierało się na stawianiu naszych partnerów przed zerojedynkowymi wyborami - albo, albo. Wspieramy suwerenność i niepodległość wszystkich naszych partnerów i popieramy prawo każdego z nich do decydowania o sobie. Partnerstwo Wschodnie ma na celu stworzenie obszaru wspólnej demokracji, dobrobytu i stabilności wraz z naszymi partnerami ze Wschodu. To leży w naszym interesie. Nasi partnerzy domagają się tego. Dla nich Unia Europejska pozostaje najbardziej zaufaną zagraniczną organizacją w regionie i pokazują to wszelkie badania. Tak było - wierzę w to - w przypadku Ukrainy i tak również niedługo będzie w przypadku Białorusi.

W czerwcowym wywiadzie dla Gazeta.pl Radosław Sikorski, były minister spraw zagranicznych Polski, powiedział w kontekście Białorusi: "Niestety natura rzeczy jest taka, że Zachód - zamożny, rozleniwiony, pasywny - chce być tylko pozostawiony w spokoju. To inne mocarstwa - Rosja czy Chiny - mają ambicje, żeby w podziale prestiżu i władzy na świecie zepchnąć Zachód z cokołu". Zgadza się pan z tą diagnozą?

Nie chciałbym komentować uwag pana Sikorskiego, ale proszę pozwolić mi podzielić się kilkoma własnymi refleksjami, które zawarłem również w mojej najnowszej książce o europejskiej polityce zagranicznej w czasach COVID-19. Po pierwsze, wszyscy widzimy teraz, że Europejczycy muszą zmagać się ze światem takim, jakim on jest, a nie takim, jakim chcieliby, żeby był. Myślę, że teraz musimy nauczyć się mówić "językiem siły". To prawda, że wciąż się tego uczymy, ale nieuchronnie właśnie to zdecyduje, jakiego rodzaju globalnym aktorem UE będzie w przyszłości.

Trzeba też jakoś funkcjonować, zanim UE się tego nauczy.

Już teraz pokazaliśmy na kilku przykładach, że potrafimy być wspólnotą, która działa i chroni. Rozpoczęliśmy operację IRINI, której celem jest pomoc w wyegzekwowaniu embarga na broń, nałożonego na Libię przez ONZ. Rozszerzyliśmy nasze wojskowe i policyjne misje szkoleniowe w obszarze Sahelu. Tak samo rozszerzyliśmy operację morską Atalanta, żeby poza walką z piractwem wzmocniła ogólne bezpieczeństwo morskie. Rozpoczęliśmy pierwszą skoordynowaną unijną inicjatywę bezpieczeństwa morskiego w Zatoce Gwinejskiej. Wprowadziliśmy pierwsze cyber sankcje, żeby zwalczyć aktorów, którzy zagrażają nam w cyberprzestrzeni. Jesteśmy mniej naiwni, myślimy i działamy coraz bardziej w kategoriach geopolitycznych. Czasami wiązało się to z małymi krokami, ale istniała większa świadomość strategiczna i determinacja.

Ostatnie lata dowiodły, że UE oraz cała społeczność Zachodu jest coraz bardziej nieefektywna w swoich próbach ukrócenia działań i ambicji autorytarnych reżimów. Czy UE ma plan, jak lepiej odnaleźć się i funkcjonować w trudnych czasach, w których żyjemy?

Rzeczywiście w skali globalnej zbyt często obserwujemy wzrost autorytaryzmu i postępy przeciwników demokracji, związane z faktem, że coraz większa liczba obywateli nie czuje się już wystarczająco chroniona i szanowana. Jest wiele powodów takiego stanu rzeczy. W Europie zaczęliśmy działać wewnętrznie, żeby przeciwdziałać tym trendom.

Konkrety?

Chcemy lepiej chronić nasze firmy i miejsca pracy poprzez kontrolę inwestycji zagranicznych i prosząc o większą wzajemność w naszych stosunkach handlowych. Chcemy też lepiej regulować aktywność wielkich, wielonarodowych koncernów, zwłaszcza w sektorze cyfrowym, i aktywniej walczyć o sprawiedliwość podatkową. Natomiast dzięki Instrumentowi Odbudowy i Zwiększania Odporności mamy zamiar zwiększyć solidarność wewnątrz Europy poprzez pomoc krajom, które najmocniej dotknął obecny kryzys związany z pandemią COVID-19. Jeśli chodzi o działania zewnętrzne, to ustanowiliśmy unijny globalny mechanizm sankcji w zakresie praw człowieka, poprzez który możemy namierzać (i już zaczęliśmy namierzać) wszystkich zaangażowanych w najbardziej skandaliczne naruszenia praw człowieka i podstawowych wolności.

Ponadto jesteśmy zdecydowani skuteczniej walczyć z plagą dezinformacji i zagwarantować obywatelom prawo do otrzymywania prawdziwych informacji. Jesteśmy również na czele przekształcania globalizacji i odbudowy wielostronnego systemu, zdolnego do zapewnienia, żeby oparty na zasadach międzynarodowy ład zapewniał ramy sprawiedliwej ochrony praw zarówno państw, jak i jednostek.

Więcej o: