"Tęczowi" sportowcy na igrzyskach dają nadzieję młodym ludziom. I żabę do przełknięcia Andrzejowi Dudzie

Wiktoria Beczek
Każdy coming out nieheteroseksualnego sportowca to dla młodych osób LGBT+ spełnienie marzeń o tym, by nie być na świecie sami. Nawet jeśli komuś to zainteresowanie ich orientacją wydaje się "niezdrowe". A zwłaszcza jeśli homofobiczni politycy muszą tym sportowcom pogratulować.

Na igrzyskach olimpijskich w Tokio wystartowało niemal dwustu nieheteroseksualnych sportowców, a wśród nich trzy Polki. Pierwszy raz w historii igrzysk wyoutowanych zawodników było tak wielu. Piszemy o "tęczowych igrzyskach", bo widzialność ma realne przełożenie na życie osób LGBT+, a wielu ludziom daje nadzieję.

W zakończonych właśnie igrzyskach olimpijskich brały udział trzy nieheteroseksualne i wyoutowane Polki - Jolanta Ogar-Hill, Aleksandra Jarmolińska i Katarzyna Zillmann. Ta ostatnia swego rodzaju coming outu dokonała z dużą pompą - tuż po zdobyciu srebrnego medalu pozdrowiła swoją dziewczynę na antenie Telewizji Polskiej. Zillmann wyjaśniła później, że nie traktuje tego przełomowo, bo dotąd się nie ukrywała.

Ale też nie odcięła się od sprawy, nie zaprzeczała i nie obraziła się na media, które to "rozdmuchiwały". Przeciwnie, w wywiadach w godzinach i dniach po zdobyciu medalu sama mówiła, że to "oficjalne" wyjście z szafy, że jest wzruszona reakcją i cieszy się, że może pomóc innym. Wydawać by się mogło, że znaczenie tego gestu jest zrozumiałe, a jednak pojawiły się opinie, że nagłaśnianie sprawy jest "niezdrowym zainteresowaniem" i pokazuje, jak daleko jesteśmy od normalności.

Zobacz wideo „Pociesza mnie, że społeczeństwo jest mądrzejsze niż politycy"

O "niezdrowym zainteresowaniu" może mówić tylko ktoś, kto tego nie przeżył - kto nigdy nie marzył, żeby ta jedna aktorka okazała się w związku z drugą kobietą, żeby ten jeden piosenkarz powiedział, że jest gejem, żeby ten poseł, ta posłanka, ktoś znany, ktokolwiek. Nie zrozumie tego ten, kto nigdy nie marzył, żeby nie być "the only gay in the village", jedyną homoseksualną osobą we wsi. "Ekscytujemy się", bo czyjś coming out jest jak głęboki oddech, zwłaszcza jeśli my sami jesteśmy w ciasnej i dusznej szafie. 

2013 rok. "Piłkarz nie powinien być gejem"

W igrzyskach olimpijskich w Tokio brało udział 182 sportowców mówiących otwarcie o swojej nieheteroseksualnej orientacji. Co trzeci z nich stanął na podium. Dla młodych ludzi, którzy chcieliby swoją przyszłość związać ze sportem, ale też dla wszystkich innych nastolatków, którzy być może właśnie ze strachem odkrywają swoją orientację, te liczby i ta duma są nie do przecenienia. 

Tym bardziej że jeszcze całkiem niedawno to było nie do pomyślenia. Podczas igrzysk w Londynie w 2012 roku wyoutowanych zawodników było wielokrotnie mniej, zaledwie dwadzieścioro kilku. A w Polsce? W 2013 roku legenda sportu Jan Tomaszewski powiedział w TVN24, że "wyszedłby z szatni, w której jest gej albo zaproponowałbym mu, żeby przebierał się gdzie indziej". Dwa lata później stwierdził zaś, że "piłkarz nie powinien być gejem". - Futbol jest grą męską, kontaktową i nie wyobrażam sobie, bym mógł iść z gejem po meczu do sauny - mówił, pełen przekonania, że z żadnym gejem nigdy w saunie czy szatni nie był. A był z pewnością, tylko - wbrew przekonaniom Tomaszewskiego - gej czy lesbijka nie uprawiają sportów drużynowych po to, by dobierać się do swoich heteroseksualnych kolegów i koleżanek. 

Kiedy Dariusz Michalczewski w tym czasie wyraził swoje poparcie dla osób LGBT+, traktowano go jak odszczepieńca. A bokser mówił prosto: "Ważne jest to, czy ktoś jest uczciwy, czy nie robi krzywdy innym. A nie to, czy kocha mężczyznę, czy kobietę".

W zalewie homofobii coming outy są tym bardziej potrzebne

Minęło zaledwie kilka lat, ale gdyby wnioskować po liczbie wyoutowanych sportowców - cała epoka. A jak jest w Polsce? Z jednej strony prawie cały świat w pewnych kwestiach posuwa się do przodu, jedne kraje wolniej, inne szybciej. Również Polacy, na co wskazują badania, są coraz bardziej tolerancyjni, coraz częściej - i jest to już zdecydowana większość społeczeństwa - popierają choćby prawo par jednopłciowych do formalizacji związków. Z drugiej zaś strony jesteśmy bombardowani agresywnym homofobicznym przekazem - poczynając od partii rządzącej aż po fundamentalistów pokroju Kai Godek, która chciałaby całkowicie odebrać osobom LGBT+ prawo do zgromadzeń.

Ten przekaz jest tak gęsty, że nawet najbardziej odczłowieczające wypowiedzi wypadają z głowy, bo są wypychane przez kolejne. Ale trzeba pamiętać, jak szef MON Mariusz Błaszczak mówił o "paradzie sodomitów", jak prezydent Andrzej Duda deklarował, że poważnie podszedłby do ustawy o zakazie "homopropagandy", by później ostatecznie stwierdzić, że "LGBT to nie ludzie", jak małopolska kuratorka oświaty Barbara Nowak mówiła, że "LGBT to promowanie m.in. pedofilii", czy jak Przemysław Czarnek, ówczesny wojewoda lubelski, a dziś minister edukacji, mówił o promocji "zboczeń, dewiacji i wynaturzeń".

W 2019 roku, gdy niesportowego wiatru w żagle dostała Zofia Klepacka i co rusz pojawiały się jej wypowiedzi o "promocji wynaturzeń", "deprawacji", "chorej ideologii", Katarzyna Zillmann była jedną osób, które wzięły udział w akcji "Sport przeciw homofobii". Przyłączyli się też piłkarz Radosław Majdan, himalaista Adam Bielecki czy żeglarka Jolanta Ogar-Hill (również tegoroczna medalistka), a głosu sprzeciwu wobec homofobii udzielili również Adam Małysz i Otylia Jędrzejczak. Mniej więcej w tym samym czasie coming outu dokonała siatkarka Katarzyna Skorupa. Jesteśmy w podobnym wieku, wszystkie ważne coming outy mam za sobą, a i tak poczułam się, jakbym znów była tą przestraszoną nastolatką (i zapaloną kibicką siatkówki!), ale tym razem ktoś tej nastolatce powiedział, że wszystko będzie dobrze.

Im dalej od normalności, tym głośniej trzeba mówić

"Wystarczyło, że pokazałam się w koszulce z napisem 'Sport przeciw homofobii', a dostałam kilka wiadomości od młodych dziewczyn trenujących wioślarstwo. Jedna z nich otworzyła się przede mną, opisała mi swoją trudną domową sytuację i wyznała, że swoją postawą bardzo jej pomogłam. Jedna taka wiadomość wystarczy, żeby całkowicie zapomnieć o tysiącach hejterskich komentarzy i zniesmaczonych min" - powiedziała w jednym z wywiadów Zillmann.

Dla kogoś tych wywiadów może być za dużo, za dużo wzmianek i tego wspomnianego "niezdrowego zainteresowania". Ale jeśli choć jedna osoba poczuje się dzięki temu lepiej, być może nawet zostanie odwiedziona od jakiegoś drastycznego kroku - to warto! 

Tak, jesteśmy bardzo daleko od normalności. Ale właśnie dlatego to wzmożenie jest tym bardziej uzasadnione. Każdy taki coming out, każde powiedzenie na głos "jestem lesbijką", "jestem gejem", "jestem osobą LGBT+", a w tym przypadku również każda żaba, którą musi przełknąć prezydent Andrzej Duda, gdy składa gratulacje medalistkom igrzysk oimpijskich, to sygnał, że jesteśmy tu, tworzymy Polskę, nie można udawać, że nie istniejemy. 

Więcej o: