USA. Komisja zbada atak na Kapitol. Wstrząsające relacje policjantów. "Baliśmy się o życie"

W Waszyngtonie we wtorek odbyło się pierwsze posiedzenie specjalnej komisji śledczej Izby Reprezentantów. Celem jej prac jest zbadanie ataków z 6 stycznia, w trakcie których zwolennicy ówczesnego prezydenta USA Donalda Trumpa zaatakowali Kapitol. - Baliśmy się o życie - mówili funkcjonariusze policji, którzy tego dnia zostali brutalnie pobici.

Zadaniem komisji jest zbadanie okoliczności szturmu zwolenników byłego prezydenta na gmach Kongresu USA. Wydarzenia miały miejsce 6 stycznia, gdy oficjalnie potwierdzono zwycięstwo wyborcze Joego Bidena. Zwolennicy Donalda Trumpa wtargnęli wówczas na teren Kapitolu w Waszyngtonie.

Powołaniu komisji towarzyszył polityczny spór. Liderzy Partii Republikańskiej w Izbie Reprezentantów i Senacie - Kevin McCarthy oraz Mitch McConnell - starali się zablokować inicjatywę jej stworzenia, jednak Izba Reprezentantów 252 głosami "za" przegłosowała powołanie komisji. 

Spór republikanów i demokratów

We wtorek miało miejsce pierwsze posiedzenie komisji śledczej Izby Reprezentantów. Rozpoczęcie prac spotkało się z bojkotem ze strony republikanów. Politycy chcieli przeforsować uczestnictwo w składzie komisji dwóch kongresmenów, którzy 6 stycznia głosowali przeciwko uznaniu ważności wyborów prezydenckich.

Kongresmeni ci mają zostać powołani na świadków. W trakcie postępowania na świadka może zostać powołany także były prezydent Donald Trump. Republikanie oskarżają ponadto władze Kapitolu o nadużycia wobec zatrzymanych uczestników zamieszek. 

Zobacz wideo Wszystkie pieniądze Donalda Trumpa. Uderzenie w "Trump brand" nie będzie wcale najgorsze [OKO NA ŚWIAT]

Polityczny spór został przerwany przez szefa komisji. Bennie Thompson zapowiedział, że nie pozwoli na politykę i partyjniactwo w czasie trwania obrad - podaje CNN.

Zeznania funkcjonariuszy. "Baliśmy się o własne życie"

W czasie posiedzenia komisji zeznania złożyło czterech funkcjonariuszy, którzy zostali pobici podczas zamieszek przez zwolenników prezydenta Trumpa. Policjanci przyznali, że bali się o swoje życie.

Funkcjonariusze porównali wydarzenia z 6 stycznia do walki z terrorystami. Niektórzy przedstawiciele służb zostali ciężko ranni. Jeden z nich, Michael Fanone, doznał uszkodzeń mózgu i zawału serca po wielokrotnym porażeniu taserem. 

Rodney Alcala w 1979 roku.USA. "Randkowy zabójca" nie doczekał kary śmierci

- Czuję, że poszedłem do piekła i wróciłem, aby dalej chronić ludzi. Jednak wiele osób mówi mi teraz, że piekło nie istnieje, albo że piekło nie było w rzeczywistości takie złe - powiedział Fanone.

Funkcjonariusze wyrazili swoje zaniepokojenie i sprzeciw wobec tego, jak poprzednie władze próbowały bagatelizować wydarzenia z 6 stycznia.

Więcej o: