30 ambasad podpisało list poparcia dla marszu równości w Budapeszcie. Polska nie, jako jedna z niewielu w UE

Ambasada Polski na Węgrzech nie podpisała się pod listem poparcia dla marszu równości, który w sobotę odbył się w Budapeszcie. Polska znalazła się tym samym w gronie pięciu państw z całej UE, które nie wyraziły wsparcia dla społeczności osób LGBT+, która jest obecnie sekowana przez węgierskie władze.

W sobotę ulicami Budapesztu przeszedł wielotysięczny marsz równości. Wydarzenie odbyło się w szczególnym momencie - uczestnicy protestowali przeciwko przyjętej przez przed kilkoma tygodniami węgierski rząd ustawie zakazującej "promowania homoseksualności".

List poparcia dla marszu i sprzeciwu wobec nowego prawa wyraził również szereg krajów - pod dokumentem podpisało się około 30 ambasad. Z krajów członkowskich UE podpisy złożyli przedstawiciele Austrii, Belgii, Cypru, Czech (w imieniu Pragi podpisało się Czech Center, organizacja podlegająca czeskiej dyplomacji), Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Irlandii, Litwy, Luksemburga, Łotwy, Malty, Niemiec, Portugalii, Szwecji i Włoch. Ze wszystkich krajów unijnych listu nie podpisały: Bułgaria, Polska, Rumunia, Słowacja i Słowenia.

Oprócz krajów UE pod wezwaniem podpisały się jeszcze USA, Nowa Zelandia, Wielka Brytania, Australia, Kanada, Izrael, Chile, Czarnogóra i Szwajcaria oraz kilkanaście organizacji międzynarodowych, takich jak Instytut Cervantesa czy British Council.

Ambasady i instytucje "wyraziły pełne wsparcie dla społeczności lesbijek, gejów, osób biseksualnych, transpłciowych, queer i interseksualnych oraz ich prawa do równości, braku dyskryminacji, wolności wypowiedzi, pokojowych zgromadzeń i wolności od przemocy".

"Poszanowanie dla prawa i praw człowieka to fundamenty, na których zbudowane są demokratyczne państwa. Wspieramy walkę z mową nienawiści, przemocą i dyskryminacją, z którą zmagają się osoby LGBTQI+" - czytamy w stanowisku.

Zaniepokojeni ostatnimi wydarzeniami, które zagrażają zasadzie niedyskryminacji ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową, zachęcamy, by w każdym kraju podejmować działania na rzecz równości i godności wszystkich ludzi, niezależnie od ich orientacji i tożsamości, i podkreślamy, że przywódcy muszą szanować i bronić prac osób LGBTQI+

- napisali dalej inicjatorzy. W liście zauważono również, że budapesztański marsz równości jest najstarszym tego typu wydarzeniem w regionie. 

Morawiecki próbował wspierać Orbana w Brukseli

Brak podpisu Polski jest swego rodzaju odzwierciedleniem wydarzeń sprzed miesiąca, kiedy to Mateusz Morawiecki był niemal osamotniony w obronie Viktora Orbana na szczycie Unii Europejskiej. Jednym z tematów spotkania było homofobiczne prawo na Węgrzech, które łączy homoseksualność z pedofilią.

Jeszcze przed szczytem liderzy kilkunastu państw UE (przede wszystkim kraje "starej Unii", ale też Łotwa i Estonia) podpisali się pod deklaracją potępiającą ustawę. Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen nazwała ją "haniebną" i zapowiedziała kroki prawne.

Na samym szczycie premier Holandii Mark Rutte mówił, że jego zdaniem dla Węgier "nie ma miejsca" w UE i miał pytać Orbana, dlaczego jego kraj nie opuści wspólnoty, a premier Portugalii Antonio Costa, który mówił, że "UE to nie Związek Radziecki" i członkostwo w niej jest dobrowolne. Premier Szwecji Stefen Lofven mówił, że podatnicy z jego kraju nie będą płacić na fundusze dla kraju, który łamie prawa człowieka. Z kolei premier Luksemburga Xavier Bettel, obecnie jedyny przywódca kraju unijnego, będący w związku z osobą tej samej płci, wyjaśniał, że jego orientacja to nie efekt tego, co widział w telewizji czy w szkole, a bycie gejem nie jest kwestią wyboru

Premier Węgier miał przekonywać, że ustawa "wcale nie jest dyskryminująca". Orbana bronili jedynie słoweński premier Janez Janša oraz Mateusz Morawiecki, a w mniejszym stopniu i "bardzo mgliście" premier Bułgarii Stefan Janew. Morawiecki miał zwracać uwagę na "prawo rodziców do decydowania" o treściach, jakich nauczane są ich dzieci - ale jednocześnie miał podkreślać, że "nie zna" i nie czytał węgierskiej ustawy.

Zakaz "propagowania" homoseksualności na Węgrzech

W ustawie, która niedawno weszła w życie, zapisano między innymi, że zajęcia szkolne, na których podejmowana będzie kwestia seksualności, nie mogą "propagować" homoseksualności oraz transpłciowości. Oprócz pedagogów szkolnych takie zajęcia będą mogły być prowadzone wyłącznie przez osoby oraz organizacje, które występują w oficjalnym rejestrze i dostały na to zgodę ministerstwa (oczywiście pod rygorem dużej kary finansowej) - informowało CNN.

Ukarane finansowo będą mogły zostać nie tylko szkoły czy nauczyciele, ale również stacje telewizyjne, na których pojawi się materiał "promujący homoseksualność". Największa węgierska stacja RTL Klub zaprotestowała przeciwko ustawie. Przedstawiciele firmy argumentowali, że od tej pory filmy fabularne, w których pojawia się wątek homoseksualności lub transpłciowości, będą musiały zostać przesunięte na nocne pasmo. Powołano się tutaj na przykład takich produkcji jak "Dziennik Bridget Jones" czy serial "Przyjaciele".

Zobacz wideo Sikorski: Nie widziałem takiej samodegradacji pozycji międzynarodowej jakiegoś kraju
Więcej o: