Czystki etniczne w kraju rządzonym przez laureata Pokojowej Nagrody Nobla. Jest śledztwo ONZ

W 2019 r. otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla. Obecnie premier Etiopii Abiy Ahmed odpowiada za przedłużającą się wojnę domową, w czasie której dochodzi do aktów ludobójstwa. Zdaniem ekspertów konflikt może na zawsze zdestabilizować ten region Afryki.

Wojna domowa toczy się w Etiopii od listopada 2020 r. Choć w ubiegłym tygodniu rząd Etiopii ogłosił tymczasowe jednostronne zawieszenie broni, w sieci wciąż pojawiają się informacje o dokonywanych ludobójstwach. Stacja CNN dotarła do nagrań żołnierzy etiopskiej armii, które przedstawiają wykonywane na cywilach egzekucje. 

Podstawy konfliktu

Armia etiopska w listopadzie 2020 roku weszła do autonomicznego regionu Tigraj. Atak był reakcją na przeprowadzone we wrześniu zeszłego roku wybory. Tigraj był jedynym regionem, który zignorował decyzję władz federalnych o przełożeniu elekcji do parlamentu z powodu panującej pandemii. W związku z brakiem wyborów Tigrajski Front Wyzwolenia Ludowego odmówił posłuszeństwa wobec władz federalnych i uznał wygaśnięcie mandatu premiera Abiy Ahmeda.

Siły federalne w konflikcie wspierają wojska z Amhary i Erytrei. Jednak wojska Tigrajskiego Frontu nadal kontrolują sporą część ziem i zdają się nie ustępować liczniejszym przeciwnikom. 

Grafika przedstawiająca kraje, w których obowiązują obostrzenia spowodowane mutacją Delta.COVID w Europie. Popularne kierunki wakacyjne z obostrzeniami

Noblista na czele wojny domowej

Jak podaje "The New York Times", Abiy Ahmed, premier Etiopii i laureat Pokojowej Nagrody Nobla, zaznaczył, że ingerencja zbrojna wojsk rządowych spowodowana była "krzywdzącymi oskarżeniami i brakiem posłuszeństwa" ze strony władz regionu. Ahmed mówił, iż jego rząd przeznaczył niemal 20 proc. budżetu na walkę z głodem i rozwój infrastruktury w Tigraj, a podejmowane przez niego wysiłki na rzecz "rehabilitacji" regionu nie zostały docenione. 

W rozmowie z dziennikiem premier powiedział, że wojska początkowo wkroczyły w region z nastawieniem pokojowym. W jego opinii to Tigrajski Front Wyzwolenia Ludowego jest odpowiedzialny za eskalację konfliktu i jego rozwój. 

- Nagle zostaliśmy zaatakowani, zmasakrowani za pomocą kałasznikowów, a nawet maczet - powiedział. Twierdził, że w niektórych rejonach Tigray księża nosili broń i nakazywali ludziom powstać przeciwko armii rządowej.

Od momentu rozpoczęcia wojny w całym regionie działa ścisła blokada informacyjna. Nie ma dostępu do internetu, a wstęp dla przedstawicieli mediów czy organizacji humanitarnych został wstrzymany. Jedynym źródłem informacji są uchodźcy z Sudanu. Z ich relacji wiadomo, że w regionie dochodziło do licznych gwałtów, rozbojów czy egzekucji. 

Jak podaje CNN, jeden z etiopskich żołnierzy udostępnił stacji nagranie, na którym widać przeprowadzaną na cywilach egzekucję. Sprawę skomentowało biuro premiera Etiopii krótkim komunikatem: "Materiały zawarte w mediach społecznościowych nie mogą być traktowane jako dowody". Nie zaprzeczono jednak, że w kraju dochodzi do mordów cywili. 

W opinii ekspertów "The New York Times" Abiy Ahmed chce rozwiązać konflikt poprzez całkowite powstrzymanie sił Frontu Wyzwolenia. Chciałby, aby prowincja została zlikwidowana, nawet jeśli formalnie byłaby to nadal część kraju. 

Nowe przypadki koronawirusa w Wielkiej BrytaniiWariant Delta uderza w Wielką Brytanię. Wirusolożka ujawnia, kto choruje najciężej

USA bezradnym obserwatorem

Antony Blinken - amerykański sekretarz stanu nazwał konflikt w Etiopii czystkami etnicznymi.  Poinformował, że USA są gotowe przekazać 152 mln dolarów na podtrzymanie służby zdrowia, powstrzymanie głodu i zbudowanie schronienia uchodźcom. Biały Dom w ramach potępienia konfliktu zakazał przedstawicielom etiopskiego rządu wjazdu na teren Stanów Zjednoczonych.

Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka zarządził śledztwo w sprawie toczących się tam zbrodni przeciwko ludzkości. Choć zarządzenie weszło w życie z początkiem marca, do dziś nie udało się go zrealizować. Etiopia w dalszym ciągu odmawia dostępu organizacjom humanitarnym. W opinii ekspertów sytuacja może doprowadzić Etiopię do klęski głodowej i na zawsze zmienić oblicze tej części Afryki.

- Według danych ONZ aż 91 proc. ludności tego regionu Etiopii, czyli ponad 6 milionów osób, potrzebuje natychmiastowej pomocy żywnościowej. Walki i grabieże utrudniają dostarczanie pomocy humanitarnej. Zostały zniszczone dwa mosty na jednej z nielicznych dróg prowadzących do prowincji Tigray  - mówi w rozmowie z Gazeta.pl dr. Wojciech Wilk z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej.

Z jego informacji wynika, że ONZ zastanawia się nad uruchomieniem mostu powietrznego, aby dostarczyć żywność pomimo niebezpieczeństwa na drogach i zniszczonych mostów.

Jak zaznacza ekspert, bardzo ciężka sytuacja humanitarna ma miejsce także w kilku innych regionach kraju, w tym w zachodniej prowincji Bienszangul-Gumuz. Tysiące rodzin szuka bezpieczeństwa, uciekając w poszukiwaniu schronienia. 

- W szkole wspieranej przez PCPM w centralnej części Etiopii liczba dzieci wzrosła aż dwukrotnie, bo tylu uchodźców napłynęło z północy. Do tego Etiopia, podobne jak inne państwa Afryki, jest zagrożona kolejnymi falami koronawirusa. W zeszłym tygodniu Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła alert dla większości krajów Afryki, obawiając się znacznie wyższych zachorowań i śmiertelności związanej ze szczepem Delta - tłumaczy dr Wojciech Wilk.

Zobacz wideo
Więcej o: