USA. Stan chorego na COVID-19 Trumpa był poważniejszy, niż podawano. Obawiano się, że z tego nie wyjdzie

Stan chorego na COVID-19 Donalda Trumpa był poważniejszy, niż informowano. Doradcy ówczesnego prezydenta obawiali się, że może nawet umrzeć - pisze w swojej książce były szef sztabu Trumpa. Jednocześnie lekarze bardzo liczyli na to, że przywódca ze względu na własne zakażenie przestanie lekceważyć pandemię koronawirusa.

Na początku października ubiegłego roku Donald Trump poinformował, że jest zakażony koronawirusem. Przypominaliśmy wówczas, jak ówczesny amerykański prezydent bagatelizował pandemię COVID-19 i nie przestrzegał zasad sanitarnych: nie nosił maseczki, nie zachowywał odpowiedniego dystansu, a także sugerował, iż lekarze powinni spróbować leczyć chorych na COVID-19 przy pomocy światła oraz środków dezynfekujących czy wybielaczy. Stwierdził, że "warte sprawdzenia" jest podawanie takich środków, ponieważ "zabijają wirusa w minutę". 

Donald Trump podczas debaty mówił o maseczkachTrump ma koronawirusa. Wcześniej szydził z tych, co noszą maseczki

Stan Trumpa był poważniejszy niż podawano

Po wykryciu zakażenia koronawirusem Donald Trump trafił do szpitala wojskowego, w którym spędził trzy doby. Teraz okazuje się, że polityk był w cięższym stanie, niż podawano do informacji publicznej. Jak podaje "Forbes," powołując się na nową książkę o byłym prezydencie, Mark Meadows, szef sztabu Białego Domu, obawiał się, że polityk może umrzeć. Tego samego bało się dwóch doradców Trumpa, którzy podkreślili, że był on "ciężko chory".

"Forbes" podaje również, że ówczesny dyrektor Centrum Kontroli i Prewencji Chorób Robert Redfield "modlił się", aby Trump wyzdrowiał i przestał lekceważyć pandemię. Redfield błagał też lekarza Białego Domu, aby nie pozwolił mu wcześniej wyjść ze szpitala. Prezydent i tak, wbrew zaleceniom medycznym, wrócił do domu, choć widać było, że ma problemy z oddychaniem.

Lekarze liczyli, że przestanie lekceważyć pandemię

Doradcy Trumpa liczyli, że zmierzenie się z chorobą sprawi, że przestanie bagatelizować zagrożenie, co mogłoby być szansą na zmianę podejścia władz do pandemii. Prezydent jednak - mimo zagrożenia życia - nie tylko nie zmienił stosunku do pandemii, ale też zaraz po wyjściu ze szpitala zaapelował do Amerykanów, by nie bali się wirusa i "nie pozwoli, aby zawładnął ich życiem", a gdy tylko pokazał się pierwszy raz publicznie, natychmiast zdjął maskę.

Należy przypomnieć, że Trump otrzymał leczenie, na które nie mogli liczyć inni Amerykanie. U prezydenta zastosowano całą baterię leków ratujących życie, od Remdesiviru, przez przeciwciała monoklonalne, aż po deksametazon, stosowany m.in. przy obrzękach mózgu i zapaleniu opon mózgowych. Saturacja krwi u Trumpa miała w pewnym momencie spaść do jedynie 80 proc. Ówczesny prezydent był w grupie najsilniej zagrożonej ostrym przebiegiem COVID-19 - jest po 70., nie podejmuje żadnej aktywności fizycznej i jest otyły.

Trump chciał wysłać zakażonych do Guantanamo

W książce "Nightmare scenario" Meadows wspomina też o pomyśle rzuconym przez Trumpa jeszcze w lutym 2020 roku. Gdy zastanawiano się nad działaniami wokół pandemii, Trump zasugerował, by wysłać zakażonych do Guantanamo. Doradcy mieli być zszokowani pomysłem szefa i szybko go odrzucili.

Guantanamo jest więzieniem w bazie Marynarki Wojennej USA na terytorium dzierżawionym od Kuby. Obrońcy praw człowieka uważają, że wypełnia ono definicję obozu koncentracyjnego, ponieważ więźniowie są tam przetrzymywani bez wyroków (wielu okazywało się niewinnymi) i stosuje wyjątkowo okrutne tortury.

Prezydent USA Donald TrumpTrump wyszedł ze szpitala. Będzie leczony w Białym Domu

Więcej o: