Euro 2020. Incydent z paralotniarzem Greenpeace. Bawarski minister: Miał szczęście, że nie został zestrzelony

Tuż przed wtorkowym starciem drużyn Francji i Niemiec na Euro 2020, nad stadionem Allianz Arena w Monachium pojawił się paralotniarz. Mężczyzna zaplątał się w przewody podtrzymujące kamery, po czym prawie wleciał w trybuny pełne kibiców. Dwie osoby zostały ranne. Minister spraw wewnętrznych Bawarii zauważył, że gdyby służby ochraniające mecz uznały incydent za atak terrorystyczny, paralotniarz mógłby zostać zestrzelony.

- Ze względu na sztandar Greenpeace strzelcy nie interweniowali - powiedział Joachim Herrmann, minister spraw wewnętrznych Bawarii, którego słowa przywołał "The Guardian". - Ale gdyby policja doszła do innego wniosku, że mogła mieć do czynienia z atakiem terrorystycznym, lotnik mógł zapłacić życiem - dodał. Premier Bawarii, Markus Söder, przekazał, że sprawa ta zostanie dokładnie zbadana. - To nie było trywialne przewinienie - przyznał podczas audycji radiowej w bawarskim radiu. - Zajmiemy się tym bardzo dokładnie. To było wyraźne naruszenie - dodał polityk.

Zobacz wideo Pierwsza konfrontacja polskich piłkarzy z kibicami. "Była akceptacja i wsparcie, ale były też gwizdy"

Joe BidenReakcja Bidena na ostatnie pytanie o Putina. "Pani nie rozumie"

- Jako niemiecka federacja piłki nożnej, potępiamy oczywiście to zdarzenie. Nie tylko on, ale i inni uczestnicy zdarzenia byli zagrożeni. Z naszego punktu widzenia jest to sytuacja nie do przyjęcia - mówił rzecznik niemieckiej reprezentacji Jens Grittner, cytowany przez TVP Sport.

"Ten nierozważny czyn - który mógł mieć bardzo poważne konsekwencje dla ogromnej liczby uczestników - spowodował obrażenia kilku osób biorących udział w grze, które są teraz w szpitalu, a władze podejmą niezbędne działania" - przekazała w swoim oświadczeniu UEFA, cytowana przez "Gazetę Wyborczą".

Badaniem sprawy zajęła się monachijska policja. Funkcjonariusze sprawdzą, do jakiego rodzaju naruszeń kodeksu karnego i ustawy o lotnictwie doszło przed wtorkowym starciem drużyn Francji i Niemiec na Euro 2020

Euro 2020. Incydent podczas meczu Francja - Niemcy. Co się wydarzyło?

We wtorek, podczas rozpoczynającego się meczu pomiędzy Francją a Niemcami, na stadionie w Monachium doszło do groźnego incydentu. Na nagraniach ze zdarzenia widać jak szybujący nad nim aktywista organizacji Greenpeace zaczepił o kable podtrzymujące kamery typu "spider-cam". Mężczyzna stracił równowagę, a następnie przeleciał nad głowami kibiców i wylądował na murawie. Okazało się, że potrącił kilku widzów. W wyniku zdarzenia ranne zostały dwie osoby, które zostały przewiezione do szpitala. Paralotniarza odeskortowała ochrona.

 

Jak się okazało, była to akcja protestacyjna Greenpeace, wymierzona w markę Volkswagen, jednego z głównych sponsorów tegorocznych mistrzostw świata w piłce nożnej. Na jaskrawożółtym spadochronie widniał napis "Kick out oil!" [Wykopać ropę! - red.]. "Przestańcie sprzedawać szkodliwe dla klimatu samochody z silnikiem Diesla i benzyną" - przekazała organizacja w swoim tweecie, związanym z protestem.

"Akcja protestacyjna nie miała na celu przerwania gry lub zranienia ludzi. Mamy nadzieję, że nikt nie został poważnie ranny. Działania Greenpeace są zawsze pokojowe. Niestety, w tym przypadku nie wszystko poszło zgodnie z planem" - wyjaśniła organizacja na swoim Twitterze.

Aleksiej NawalnyPutin pytany o Nawalnego. "O czym tu mówić? Świadomie chciał być zatrzymany"

Nieudany protest Greenpeace podczas Euro 2020. Kim jest paralotniarz?

"The Guardian" poinformował, ze paralotniarz został zidentyfikowany jako 38-letni Kai S, znany już niemieckiej policji po tym, jak w marcu br. zleciał na spadochronie na dach Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie. Kai S chciał wówczas pokreślić, ze "banki centralne odgrywają istotną rolę w projektach szkodzących środowisku naturalnemu".

UEFA broniła swoich poświadczeń środowiskowych we wtorkowym komunikacie, informując, że jest "w pełni zaangażowana w zrównoważony turniej Euro 2020".

Więcej o: