"Złamać człowieka jest bardzo prosto". Protasiewicza krytykują, a nawet żołnierze nie muszą milczeć

- Tak naprawdę złamać człowieka jest bardzo prosto. I wcale nie trzeba bicia czy wymyślnych tortur. To są bajki z filmów - mówi Gazeta.pl anonimowo żołnierz, który specjalizuje się w przeprowadzaniu szkoleń SERE (Survival, Evasion, Resistance and Escape). - Krytykowanie Protasiewicza jest moim zdaniem absolutnie nie do przyjęcia. Nie można od nikogo oczekiwać heroicznej postawy - dodaje były policyjny negocjator.

Roman Protasiewicz jest w białoruskim więzieniu. Trafił tam pod koniec maja, kiedy reżim Łukaszenki podstępem i groźbą zmusił do lądowania w Mińsku samolot, którym wracał z Grecji na Litwę. Wraz z nim zatrzymano jego partnerkę, Sofię Sapiegę. W miniony czwartek białoruska telewizja państwowa opublikowała "wywiad" z Protasiewiczem, w którym zgodnie z najgorszymi tradycjami komunistycznych reżimów złożył szeroką samokrytykę i wyjawiał szereg zakulisowych informacji na temat białoruskiej opozycji.

W reakcji pojawiły się głosy opozycjonistę krytykujące. Żywą dyskusję zapoczątkowała Agnieszka Romaszewska, dyrektora TV Biełsat.

W kolejnych wpisach dodawała, że chodzi jej o potępienie tego, jak bardzo gorliwie Protasiewicz wydaje się opowiadać o innych opozycjonistach i kulisach ich działalności. Nie o samo złożenie symbolicznej samokrytyki. Pod jej wpisem pojawia się szereg komentarzy z podobną oceną. Janina Jankowska, dziennikarka z okresu PRL działająca w opozycji, stwierdza: "Podnieca się, załatwia swoje konflikty z kolegami, przeciwnikami z opozycji. Nie kupuję jego załamania torturami". 

Piotr Skwieciński, dziennikarz i publicysta pracujący obecnie jako dyrektor Instytutu Polskiego w Moskwie, posunął się do dalej idących sugestii.

Wpis Skwiecińskiego pod postem Romaszewskiej. Później został usunięty przez Facebook jako naruszający standardy.Wpis Skwiecińskiego pod postem Romaszewskiej. Później został usunięty przez Facebook jako naruszający standardy. Fot. Facebook

Każdy ma słaby punkt

- Jestem pewien, że 99 procent tych, co teraz krytykują tego chłopaka czy się z niego wyśmiewają, złamałoby się jeszcze szybciej. Łatwo jest pisać głupoty zza ekranu. Po prostu u nas w kraju dawno nic takiego się nie działo. Ludzie nie mają pojęcia, o czym tak naprawdę mówią - mówi Gazeta.pl anonimowy żołnierz.

Jego specjalnością są kursy SERE (Survival, Evasion, Resistance, Escape - przetrwanie, unikanie, opór w niewoli oraz ucieczka), czyli takie, które mają przygotować uczestników na oddzielenie się od swoich sił, znalezienie się na wrogim terenie i pojmanie oraz przesłuchania. To kilka dni dużego wysiłku fizycznego, niewielkich ilości picia i jedzenia, pozbawienia wygód i szansy na normalny sen. Do tego porwanie i do kilkudziesięciu godzin symulowanej niewoli oraz przesłuchań. Siedzenia w zamkniętym pomieszczeniu z opaską na oczach, nieustannie grającą głośną muzyką.

- Na naszych szkoleniach sprawdzamy odporność psychofizyczną żołnierza. Jak radzi sobie ze stresem. Nie ma ocen. Nie ma dobrych i złych odpowiedzi. Żołnierz ma się wczuć i zrozumieć, jak to może wyglądać - mówi instruktor. Podczas szkoleniowych przesłuchań nie ma oczywiście prawdziwych tortur, ale jak najbardziej jest duża presja, stres i zmęczenie.

Klatka z 'wywiadu' z ProtasiewiczemKlatka z 'wywiadu' z Protasiewiczem Fot. AP

- Każdy normalny człowiek ma coś, na czym mu zależy. I to jest jego słaby punkt. Zazwyczaj wystarczy wiarygodna groźba na przykład pod adresem bliskich. Jako ojciec i mąż wiem, że nie ma takiej informacji, której bym nie przekazał, żeby ratować swoich najbliższych. A oni mają jego dziewczynę i nie mają hamulców. Biją, upokarzają i stosują gwałt. No to o czym tu w ogóle gadać - mówi żołnierz. Dodaje, że nawet wobec zawodowych żołnierzy nikt nie oczekuje, iż będą jakimiś twardzielami, którzy nie pisną wrogowi słówka.

- Nie ma przykazu, że tej czy tamtej informacji to mają nie zdradzić choćby nie wiem co. Nie ma też reguły, że powiedzieć mogą tylko nazwisko, numer i stopień. To są bzdury z filmów. Założenie jest takie, że jak taki żołnierz zaginie i jest ryzyko, iż został pojmany, to się od razu zmienia wszystkie wrażliwe informacje, do których miał dostęp. Tak, żeby jako źródło wiedzy od razu stał się bezużyteczny dla przeciwnika - mówi żołnierz.

Roman ProtasiewiczTelewizja pokazała wywiad z Protasiewiczem. "To nie jest Roman, którego znam"

Do złamania może wystarczyć kilkanaście minut

Krytykowanie Protasiewicza jest także "absolutnie nie do przyjęcia" przez nadkomisarza Krzysztofa Balcera byłego negocjatora policyjnego, obecnie szefa wojewódzkich struktur Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Policjantów. Jego zdaniem nie można od nikogo oczekiwać heroicznej postawy. - Ludzka psychika jest bardzo złożona i może być zaskakująca. Tak naprawdę nikt nie wie, jak się zachowa w danej sytuacji, dopóki sam się w niej nie znajdzie - mówi Balcer.

Były negocjator potwierdza to, co mówi anonimowy żołnierz. Ludzką psychikę tak naprawdę dość łatwo złamać. - Może wystarczyć kilkanaście minut odpowiednio umiejętnie poprowadzonej rozmowy, żeby dostać takie informacje, jakie się chce - mówi Balcer. I pozory mogą bardzo mylić. - Człowiek wydający się być twardzielem, takim, który słowa nie piśnie i będzie szedł w zaparte, może rozsypać się po samej rozmowie. Natomiast jakiś niepozorny mikrus, nawet po użyciu przemocy fizycznej i pod silną presją, zamknie się w sobie, zatnie i nic nie powie - opisuje były negocjator.

Klatka z 'wywiadu' z ProtasiewiczemKlatka z 'wywiadu' z Protasiewiczem Fot. AP

- Co istotne, my o Protasiewiczu nic nie wiemy. Doszukujemy się w nim jakiegoś wielkiego bojownika o wolność, przeciwnika systemu, co to ma się nie uginać pod torturami. Tylko jaki jest naprawdę? Nie można mu odmówić odwagi, bo jednak postawił się bandyckiemu reżimowi. Nie wiemy jednak nic o jego planach, wizjach i pragnieniach - mówi Balcer. Wszystko to może mieć ogromny wpływ na to, jak zachowa się pod silną presją. Według policjanta 26-latek znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Może obawiać się nie tylko o swoje życie, ale też swojej partnerki.

- Wyjęli go z samolotu, kiedy zupełnie się tego nie spodziewał. Trafił w ręce bandytów, bo tu nie ma co owijać w bawełnę. Jest odcięty od świata, zastraszony, bity i indoktrynowany. Na pewno powtarzają mu, że jest sam. Że nie może się spodziewać żadnej pomocy - stwierdza były negocjator. I powtarza, że nie mamy prawa od Protasiewicza oczekiwać heroizmu. Nie mamy prawa go oceniać z bezpiecznej odległości. - On ma być skuteczny w przeżyciu. Ma to przetrwać i jakoś znaleźć się w bezpiecznym miejscu. Wtedy może zacząć mówić prawdę - stwierdza.

Roman ProtasiewiczJego nazwisko padło w wywiadzie Protasiewicza. Politolog wyjechał na Ukrainę

Bandycki reżim tuż za naszą granicą

Protasiewiczowi postawiono zarzuty, które mogą oznaczać do 15 lat więzienia albo nawet karę śmierci. Po zatrzymaniu szybko zaczęto budować narrację, że brał udział w wojnie w Donbasie po stronie ukraińskiej, wobec czego mógłby zostać wydany w ręce sterowanych przez Rosjan separatystów w celu "osądzenia". Separatystów, którzy nie szanują żadnego prawa, brutalnie torturują i mordują.

Sama białoruska bezpieka nie jest wiele bardziej cywilizowana. Zastraszanie, bicie a nawet morderstwa i zamachy za granicą to standardowe metody działania. Brutalność wobec opozycji wzmogła się zwłaszcza po wyborach prezydenckich w 2020 roku, które oficjalnie wygrał Aleksander Łukaszenka, ale nieoficjalnie przegrał. Wywołało to masowe demonstracje, które przez chwilę wydawały się zagrażać reżimowi, zostały jednak brutalnie specyfikowane przy poparciu Rosji i bezradności Zachodu.

Dokładna skala represji nie jest znana. Tysiące ludzi zatrzymywano na ulicach i przewożono do aresztów. Brutalne pobicia czy nawet gwałty przy pomocy milicyjnych pałek zaczynały się już w drodze. Raport ONZ z września 2010 roku zawierał 450 udokumentowanych przypadków bicia i torturowania zatrzymanych. Według licznych relacji samych Białorusinów, areszty i więzienia były czymś rodem z koszmaru, gdzie masowo bito, poniżano i zastraszano ludzi, którzy odważyli się wyjść na ulice.

Wobec czołowych postaci opozycji standardową metodą jest zastraszenie, złamanie i zmuszenie do wystąpienia przed kamerą z aktem samokrytyki. Stało się tak z samą Swietłaną Cichanouską, opozycyjną kandydatką na prezydenta, która tak naprawdę miała wygrać wybory. Zmuszono ją do samokrytyki a następnie ucieczki za granicę, gdzie przyznała, że grożono jej rodzinie. Teraz to samo zrobiono z Protasiewiczem, który był jednym z czołowych aktywistów odpowiedzialnych za zorganizowanie opozycyjnych mediów w internecie. Konkretniej kanału NEXTA na Telegramie.

Nikt rozsądny nie może mieć wątpliwości, że samokrytyka Protasiewicza złożona przed kamerą reżimowej telewizji jest szczera. Nie o wiarygodność Łukaszence jednak chodzi. Łamiąc Protasiewicza i pokazując to publicznie, chce jeszcze bardziej zastraszyć opozycję. To metody rodem z podręcznika najgorszych satrapów, które stosuje się tuż za naszą granicą.

Zobacz wideo
Więcej o: