Białoruś. Jana Shostak o pobycie w areszcie: Dostaliśmy 15 sekund, żeby "wyp********"

- Pamiętam, jak zatrzymano mnie w 2010 roku, po pierwszych wielkich protestach po sfałszowaniu wyborów. Mieliśmy z dwoma kolegami iść do aresztu, ale okazało się, że nie ma miejsc, więc dostaliśmy 15 sekund, żeby "wyp******" - mówiła w rozmowie z Radiem ZET polsko-białoruska aktywistka Jana Shostak.

Jana Shostak codziennie ponawia akcję "Minuta krzyku", która jest apelem o pomoc i wsparcie dla Białorusi.

Zobacz wideo Arłukowicz: Osoby walczące o demokrację na Białorusi nie mogą zostać same

Aktywiści obawiają się reżimu Łukaszenki

Jana Shostak mówiła w rozmowie z Radiem ZET, że każdy aktywista w jakiś sposób ryzykuje, ponieważ "w Białorusi można trafić do więzienia za wystawienie biało-czerwono-białego opakowania od telewizora albo po prostu, będąc zwyczajnym przechodniem "z łapanki".  - Ten poziom strachu zna każdy, kto zetknie się z tym reżimem. Pamiętam, jak zatrzymano mnie w 2010 roku, po pierwszych wielkich protestach po sfałszowaniu wyborów. Mieliśmy z dwoma kolegami iść do aresztu, ale okazało się, że nie ma miejsc, więc dostaliśmy 15 sekund, żeby "wyp******" - mówiła.

Anna PaniszewaBiałoruś. Trzy polskie działaczki uwolnione z aresztów są już w Polsce

Aktywistka zasugerowała też, co zwykli obywatele mogą zrobić dla Białorusi. - Mogą być nawet małe gesty: pomoc w praktyce języka, zaproszenie na obiad lub spacer, zabawa z dziećmi, utworzenie wydarzeń na swoim podwórku, spotkań z Białorusią. Można pisać listy do więźniów politycznych w Białorusi i zbierać pieniądze na rodziny więźniów, które muszą mierzyć się z trudnościami codzienności - wymieniała w rozmowie z Radiem ZET.

Jana Shostak: Wszystko, co nam pozostaje, to minuta krzyku

Jana Shostak to polsko-białoruska artystka i aktywistka, doktorantka na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Jej nowe działanie to odpowiedź na zachowanie reżimu Alaksandra Łukaszenki, który stosuje coraz ostrzejsze represje i ściga sprzeciwiających się władzy nawet poza granicami kraju. Po tym, jak 23 maja porwano samolot Ryanaira i zmuszono go do lądowania w Mińsku, gdzie aresztowano dziennikarza Romana Protasiewicza i jego partnerkę Sofię Sapiegę, Jana postanowiła zabrać głos. - Jesteśmy zmęczeni do cna, prosimy o wsparcie, realne wsparcie od Unii Europejskiej. Całe społeczeństwo jest na tyle zastraszone, że boi się zmienić zdjęcie na Facebooku, boi się rozmawiać ze swoimi rodzinami na temat tego, co się dzieje. Każdy i każda z nas, dzień w dzień, słyszy o kolejnych śmierciach w więzieniach. To przeraża nas wszystkich. Wysyłamy sygnał SOS, koniec milczenia - wskazywała.

Sciapan Łatypau przewożony do szpitalaBiałoruś. Więzień polityczny przebił sobie gardło na sali sądowej

- Wszystko, co nam już teraz pozostaje, to właśnie minuta krzyku - mówiła o swojej akcji.  - Mam nadzieję, że ta minuta między 18 a 18:01 stanie się takim symbolicznym czasem-pomnikiem dla Białorusi - dodała. 

Więcej o: