2,3 biliona złotych w dekadę. A to tylko początek. Nawet Amerykanie mają wątpliwości [TAKA CIEKAWOSTKA]

634 miliardy dolarów w dekadę. Do 2046 roku 1,7 biliona dolarów. To kwoty trudne do wyobrażenia. Cała Polska w rok wypracowuje niecałe 600 miliardów dolarów. A to spodziewane koszty modernizacji i utrzymania arsenału atomowego USA, które ciągle rosną.

Amerykanie stoją w obliczu wyczerpywania się tak zwanej dywidendy pokoju. Po zakończeniu zimnej wojny mogli znacznie obniżyć wydatki, ograniczyć rozmiar arsenału i zawiesić rozwój nowych broni strategicznych, a i tak dzięki wielkim inwestycjom z czasów rywalizacji z ZSRR mieli potencjał na bardzo wysokim poziomie. Minęły jednak trzy dekady. To co zostało im po zimnej wojnie już koniecznie wymaga wymiany. I to wszystko na raz. Doszło do kumulacji, której ciężar robi wrażenie nawet w USA z ich ogromnym budżetem wojskowym.

Zobacz wideo

Wydatki idące w biliony

Według najnowszego raportu Congressional Budget Office (ang. - Biuro Budżetowe Kongresu, CBO), w latach 2021-2030 na arsenał jądrowy USA trzeba będzie wydać właśnie wspomniane 634 miliardy dolarów. To koszt zarówno utrzymania jak i rozwoju. Dla porównania budżet całego polskiego wojska to obecnie 14 miliardów dolarów rocznie. Czyli drobne.

CBO jest zobowiązane ustawą przygotowywać takie wyliczenia na najbliższe dziesięć lat co dwa lata. Mają służyć jako źródło informacji dla polityków przy długofalowym planowaniu. I na przestrzeni lat każde kolejne wyliczenia wskazują na coraz wyższe spodziewane koszty arsenału jądrowego. Po części to wina inflacji, ale po części też niedoszacowania spodziewanych kosztów. Co więcej wraz z upływem czasu coraz bardziej paląca będzie konieczność wymiany starego zimnowojennego uzbrojenia. Cały szereg programów zbrojeniowych będzie przechodził z fazy badań i rozwoju, do fazy produkcji. Oznacza to dalszy wzrost kosztów. Największe wydatki jeszcze przed Amerykanami.

Według wyliczeń Government Accountability Office (ang. Biuro Odpowiedzialności Rządu - coś w rodzaju polskiego NIK podlegające Kongresowi, GAO), całościowe koszty kompleksowej modernizacji arsenału jądrowego i jego utrzymania do połowy lat 40. wyniosą od 1,5 do 2 bilionów dolarów. Prawdopodobnie 1,7 biliona do 2046 roku. To bardzo ogólne wyliczenia, ale do tego mają też służyć. Do zorientowania się ogólnie w spodziewanych kosztach utrzymania najpewniej najlepszego arsenału jądrowego na świecie.

Ślady po wejściu w atmosferę  głowic termojądrowychTak by wyglądał Armagedon. Zostało do niego sto sekund

Wszystko do wymiany

Przed Amerykanami stoi wspomniana konieczność odnowienia prawie całej triady, czyli trzech filarów arsenału jądrowego - lądowej, morskiej i powietrznej. Według najnowszych danych ujawnionych w ramach układu Nowy START w kwietniu tego roku, USA mają 651 gotowych do natychmiastowego użycia rakiet i bombowców (środków przenoszenia), przenoszących razem 1357 głowic termojądrowych. Do tego 149 rakiet i bombowców w rezerwie, co oznacza sprzęt przechodzący remonty oraz naprawy. Łącznie mają maksymalną dopuszczalną liczbę 800 nosicieli. To obecnie największy arsenał jądrowy świata. Rosyjski jest nieznacznie mniejszy, ponieważ Rosjanie nie wykorzystują maksymalnych limitów narzuconych przez układ Nowy START.

W przypadku Amerykanów praktycznie cały ten arsenał oczekuje na wymianę. Na lądzie jest 400 gotowych do użycia rakiet międzykontynentalnych (ICBM) Minuteman III, które korzeniami sięgają do lat 60., choć do dzisiaj przeszły szereg gruntownych modernizacji. Są ukryte w 450 podziemnych wzmocnionych silosach pod preriami w centrum USA. Wojsko chciałoby je wymienić w ramach programu Ground Based Strategic Detterent (ang. - Środek Odstraszania Strategicznego Bazowania Lądowego, GBSD ). W 2020 kontrakt na stworzenie nowych rakiet dostał koncern Northrop Grumman. Opiewa on na 13 miliardów dolarów, ale to tylko wstępne koszty, nie obejmujące seryjnej produkcji. Plany zakładają przyjęcie pierwszych rakiet na uzbrojenie w 2029 roku. Mają posłużyć pół wieku.

Rakieta Minuteman III chwilę po starcie widoczna w podczerwieniRakieta Minuteman III chwilę po starcie widoczna w podczerwieni Fot. USAF

Na morzu Amerykanie muszą wymienić flotę 14 atomowych okrętów podwodnych typu Ohio, przenoszących po 24 rakiety Trident II. Mają zostać zastąpione przez 12 nowego typu Columbia, przenoszących po 16 tych samych rakiet (Trident II to konstrukcja z lat 80., ciągle modernizowana). Większość prac wykonuje koncern General Dynamics. Pierwsza jednostka jest już budowana, druga zamówiona. Kontrakt na ich opracowanie, oraz zbudowanie pierwszej oraz rozpoczęcie drugiej, opiewa na niecałe dziesięć miliardów dolarów. Nowe okręty mają być bardzo nowoczesne i skomplikowane, więc budowa tego pierwszego ma zostać zakończona dopiero w 2030 roku. Wszystkie mają powstać do 2042 roku i pozostać w służbie do niemal końca XXI wieku.

Atomowy okręt podwodny typu Ohio, USS NebraskaAtomowy okręt podwodny typu Ohio, USS Nebraska Fot. US Navy

Powietrzna część triady to obecnie 19 najnowszych bombowców B-2 i 75 starych, choć zmodernizowanych B-52. Pośrednie B-1B nie są już przystosowane do przenoszenia broni jądrowej. Obecnie trwa produkcja pierwszych egzemplarzy bombowców nowej generacji B-21 Raider. Tutaj głównym wykonawcą ponownie jest Northrop Grumman. Kontrakt na stworzenie maszyn opiewa na 21 miliardów dolarów, ponownie bez kosztów produkcji seryjnej. Nowe maszyny mają generalnie być podobne do B-2, ale mniejsze, nowocześniejsze i tańsze. Pierwszy lot jest wstępnie planowany na początek 2022 roku a gotowość do służby około 2030 roku. Nie jest pewne ile B-21 powstanie. Obecne plany mówią o setce. Wraz z nimi do połowy wieku mają służyć stare B-52, po kolejnej gruntownej modernizacji. Nowsze B-1 i B-2 mają zostać wycofane wcześniej i zastąpione przez B-21. W efekcie Amerykanie będą mieli zestaw nowoczesnych bombowców stealth i starych, ale ciągle sprawnych ciężarówek dla rakiet.

Bombowiec strategiczny B-2 podczas przygotowania do powietrznego tankowania. Obok myśliwiec F-15Bombowiec strategiczny B-2 podczas przygotowania do powietrznego tankowania. Obok myśliwiec F-15 Fot. USAF

Dodatkowo konieczna jest też modernizacja samych ładunków termojądrowych, czym zajmuje się już nie Pentagon ale Departament Energii. Zupełnie nowe nie są produkowane od końca zimnej wojny. Korzystając z ogromnych ilości głowic i materiałów rozszczepialnych z okresu rywalizacji z ZSRR Amerykanie obecnie koncentrują się na remontach i gruntownych modernizacjach, które w praktyce oznaczają wyprodukowanie większości elementów głowic od nowa. Ich przemysł jądrowy znacznie się jednak skurczył przez trzy ostatnie dekady, więc obecnie wymaga dużych inwestycji, żeby podołał wyzwaniu w postaci masowej produkcji odnowionych ładunków dla wszystkich nowych systemów uzbrojenia oraz tworzeniu zupełnie nowych głowic. Na koniec tej dekady Pentagon zakładał na przykład produkcję 90 nowych rdzeni z odzyskanego plutonu rocznie a wszystko wskazuje na to, że uda się osiągnąć może 30. DOE ma pochłaniać około 30 procent wszystkich sum wydawanych na arsenał jądrowy. Według CBO, około 230 miliardów dolarów do 2030 roku.

Prace nad modernizacją bomby jądrowej B61 w laboratoriach Sandia. Próby akustycznePrace nad modernizacją bomby jądrowej B61 w laboratoriach Sandia. Próby akustyczne Fot. Sandia Laboratories

Amerykańska głowica termojądrowa W80, jedna z mniejszych, przeznaczona dla rakiet manewrujących TomahawkW93 - USA zaczynają prace nad nową głowicą

Czy to wszystko potrzebne?

Cały ten ogromny program zbrojeń, którego kumulacją mają być lata 30., kiedy na dobre zacznie się seryjna produkcja nowych okrętów, rakiet, samolotów i głowic, wywołuje w USA sporo dyskusji. Wojskowi i wielu polityków chciałoby utrzymać rozmiary arsenału na tym samym poziomie co dzisiaj, jednocześnie gruntownie go modernizując. Wiele osób pyta jednak czy to konieczne skoro i tak dzisiaj USA mają dość broni jądrowej, aby z dużym zapasem zamienić obu potencjalnych przeciwników, Chiny i Rosję, w radioaktywne piekło. Pod najcięższym ostrzałem jest program GBSD, jako najmniej elastyczny i budowany w znacznej mierze na bazie zimnowojennych doktryn. Skoro okręty podwodne i samoloty z nawiązką wystarczą do wyrządzenia zniszczeń nie do udźwignięcia przez żadne państwo, to po co jeszcze rakiety w silosach?

Znacznej redukcji wydatków na atomowe zbrojenia chciałoby zwłaszcza grono polityków Partii Demokratycznej, w tym ci, którzy są w otoczeniu prezydenta Joe Bidena. Senator Edward Markey i kongresman Earl Blumenaue jeszcze w 2019 roku zaproponowali ustawę (o nazwie skróconej do akronimu SANE, czyli "zdrowy na umyśle") zakładającą obcięcie wydatków w ciągu dekady o 73 miliardy dolarów. Umarła jednak z poprzednim Kongresem, ponieważ nie poddano jej pod głosowanie. Po opublikowaniu najnowszego raportu CBO, zapowiedzieli jej ponowne wprowadzenie do obrad. Ustawa zakłada między innymi skasowanie programu GBDS, ograniczenie liczby okrętów Columbia do ośmiu i szereg innych poważnych cięć.

- USA są w stanie odstraszyć swoich przeciwników i ochronić swoich sojuszników bez wydawania szalonych kwot na mocno przesadzony arsenał jądrowy. W tym na takie systemy, które raczej zwiększają ryzyko wojny niż je ograniczają - stwierdził senator Markey.

Ostre cięcia będą jednak trudne do przeprowadzenia, choć administracja Bidena jest znacznie bardziej przychylna porozumieniom rozbrojeniowym. Wielu jej członków pamięta czasy Baracka Obamy i retoryki "świata bez broni atomowej". Jednak w praktyce Pentagon jest bardzo sprawny w stawianiu na swoim. Nieustające raporty o gwałtownej rozbudowie chińskiego arsenału jądrowego, w wielu punktach krytykowane przez cywilnych ekspertów, to nie przypadek, ale element budowania poczucia zagrożenia i konieczności ponoszenia wysokich wydatków. Wojskowych wspiera wielu polityków, w których okręgach wyborczych znajdują się duże biura projektowe, zakłady zbrojeniowe czy bazy wojskowe. Dla nich zbrojenia to pieniądze dla ich wyborców. Na razie nic nie wskazuje na to, aby ludzie Bidena w tym temacie chcieli kruszyć kopie. Projekt budżetu Pentagonu na rok 2022 nie przewiduje żadnych istotnych cięć w programach dotyczących arsenału jądrowego USA.

Zobacz wideo
Więcej o: