Ta eskalacja nie wzięła się znikąd. Izraelska organizacja mówi wprost: za tym stoi apartheid

Patryk Strzałkowski
Jeśli ktoś urodził się wczoraj, może być zaskoczony walką między Izraelem a Palestyńczykami - ale to dlatego, że nie zna całego kontekstu. A tym kontekstem jest supremacja i apartheid - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Amit Gilutz z izraelskiej organizacji broniącej praw człowieka. - To trwający proces opresji, odbierania całemu ludowi zasobów, środków do życia i przekazywania ich swojemu narodowi, z wykorzystaniem przemocy na ogromną skalę - mówi.
Zobacz wideo Grad rakiet nad Tel Awiwem. Dramatyczna relacja Polki

O godzinie 2 w nocy z czwartku na piątek zaczęło obowiązywać zawieszenie broni pomiędzy Izraelem a palestyńskim Hamasem. Rozejm ma być "wzajemny i jednoczesny", co potwierdziły obie strony konfliktu. Wcześniej kancelaria premiera Izraela Benjamina Netanjahu poinformowała, że gabinet bezpieczeństwa jednogłośnie zaakceptował propozycję Egiptu dotyczącą "bezwarunkowego" zawieszenia broni.

Wzajemny ostrzał Hamasu - palestyńskiej organizacji terrorystycznej, która w dużej mierze kontroluje Strefę Gazy - i Izraela trwał niespełna dwa tygodnie. Eskalacja zaczęła się, gdy po długich protestach przeciwko wysiedleniom Palestyńczyków doszło do starć z izraelską policją w Jerozolimie i służby użyły siły w meczecie Al-Aksa, jednym z najświętszych miejsc dla muzułmanów. W izraelskim bombardowaniu Gazy zginęły 232 osoby, w tym kilkadziesiąt dzieci, setki odniosły rany, tysiące straciły dach nad głową. Rakiety Hamasu i innych frakcji zabiły 12 osób z Izraelu. Ponadto kilkunastu Palestyńczyków zginęło w starciach w policją i wojskiem na Zachodnim Brzegu. W samym Izraelu doszło do ataków i linczów zarówno grup Palestyńczyków, jak i izraelskich Żydów. 

Zawieszenie broni przynosi ulgę cywilom - w Gazie świętowano je na ulicach - ale nie zmienia sytuacji, która doprowadziła do ponownego zaognienia konfliktu. Tą sytuacją jest okupacja i apartheid Izraela - powiedział w wywiadzie dla Gazeta.pl Amit Gilutz, rzecznik prasowy B'Tselem - Izraelskiego Centrum Informacji nt. Przestrzegania Praw Człowieka na Terytoriach Okupowanych. Organizacja od 30 lat  zajmuje się naruszeniami praw człowieka przez władze izraelskie. Na początku 2021 roku wydała dokument, w którym po raz pierwszy stwierdziła, że działania Izraela na całości terytorium od Morza Śródziemnego do rzeki Jordan - a więc państwa Izrael, Strefy Gazy, anektowanej Wschodniej Jerozolimy i okupowanego Zachodniego Brzegu - to apartheid.

Izrael okupuje palestyńską enklawę od równo pół wieku. Zajął Zachodni Brzeg po tym, jak wygrał wojnę z sąsiednimi państwami arabskimi. Zgodnie z prawem międzynarodowym i umowami, które podpisał sam Izrael, terytorium (między rzeką Jordan a "zieloną linią" na międzynarodowo uznawanej granicy Izraela) znajduje się pod okupacją i w przyszłości ma stać się państwem palestyńskim. Zachodni Brzeg (podobne jak Gaza) jest odgrodzony od Izraela murem lub ogrodzeniem. Izraela mówi o "barierze bezpieczeństwa", Palestyńczycy o "barierze separacyjnej".

Według Izraelskich Sił Zbrojnych checkpointy, przejścia i "bariera bezpieczeństwa" i inne działania służą zapewnianiu bezpieczeństwa i powstrzymywaniu terrorystów. Mury i płoty zaczęły powstawać podczas drugiego palestyńskiego powstania zbrojnego - Intifady. W trwającej dekadę fali przemocy zginęło wtedy ponad tysiąc obywateli Izraela i ponad sześć tysięcy Palestyńczyków - podaje organizacja B'Tselem . Władze dowodzą, że od czasu budowy kolejnych części bariery, spadała liczba ataków terrorystycznych na terytorium Izraela.

Patryk Strzałkowski: W mediach na zachodzie padają pytania: dlaczego ta eskalacja wzięła się znikąd, oraz powtórzenia polityków, że "Izrael ma prawo do obrony". Ale według aktywistów oba te twierdzenia są zupełnie odarte z kontekstu. Zgadzasz się z tym?

Amit Gilutz: Tak, zgadzam się, że to są stwierdzenia, zaskoczenie tym, co się dzieje, jest pozbawione kontekstu. A tym kontekstem jest reżim apartheidu. 

Co oznacza w tym wypadku apartheid?

Izrael podzielił palestyńskie ziemie i społeczeństwo na różne kategorie kontroli: palestyńskich obywateli Izraela, Palestyńczyków z pozwoleniem na pobyt w Wschodniej Jerozolimie (która została zaanektowana, zatem według izraelskiego prawa jest częścią państwa, ale palestyńscy mieszkańcy nie zostali obywatelami), mieszkańców Zachodniego Brzegu żyjących pod okupacją oraz tych w Strefie Gazy, którzy są kontrolowani przez Izrael z zewnątrz. 

Wszyscy ci ludzie żyjący między Morzem Śródziemnym a rzeką Jordan we wszystkich ważnych aspektach ich życia są kontrolowani przez Izrael. Działa on w kierunku rozwoju i utrzymania żydowskiej supremacji nad Palestyńczykami. To definicja apartheidu i to jest - niestety - polityczna struktura, w jakiej dzieje się cała ta przemoc, którą obserwowaliśmy. 

To ten "kontekst", o którym mówiliśmy. 

I w tym kontekście, widzisz, można zrozumieć, że przemoc jest nieunikniona. Ta przemoc jest oczywiście straszliwa z każdej strony, zarówno ataki na izraelskich cywilów, jak i atakowanie na o wiele większą skalę cywilów w Gazie. To wszystko zbrodnie wojenne, które nie powinny mieć miejsca. 

Ale to, że tylko w kontekście przemocy mówi się o tej sytuacji, pokazuje, że cierpienie i opresja wobec Palestyńczyków, ogromna skala przemocy wykorzystywanej przez Izrael by ich kontrolować, są wymazywane z świadomości ludzi. Nie są widziane i słyszane w czasie tego, co z zewnątrz może wydawać się "spokojem".

O tym mówi wielu palestyńskich aktywistów: świat potępia ataki przeprowadzane przez Hamas, ale jednocześnie tylko w czasie takiej eskalacji zwraca na nich uwagę. 

Dokładnie tak. A nawet gorzej. To trwający proces opresji, odbierania całemu ludowi zasobów, środków do życia i przekazywania ich swojemu narodowi, z wykorzystaniem przemocy na ogromną skalę - trzeba pamiętać, że to działanie naznaczone niezwykłą przemocą, na którą nikt sam z siebie by się nie zgodził - to wszystko jest robione w biały dzień, każdy może to zobaczyć - trzeba tylko chcieć to dostrzec. 

Świat też może to widzieć.

A społeczność międzynarodowa ma obowiązek pociągnięcia Izraela do odpowiedzialności. Nie powinna łapać się na fałszywe twierdzenia, po pierwsze to, że Izrael jest demokracją. To "demokracja", która od pokoleń przetrzymuje pod okupacją miliony ludzi bez żadnych praw politycznych czy praw człowieka, z jasnym zamiarem utrzymywania tego stanu bezterminowo. To samo tyczy się twierdzeń "działania w obronie własnej". 

Jeśli urodziłeś się wczoraj i od tego tygodnia zaczniesz liczyć bieg historii, to ta sytuacja może być niezrozumiała. Ale jeśli spojrzysz z dalszej perspektywy, zobaczysz ten proces przymuszania, wysiedlania i odbierania ziemi, wody, opresji - proces który ciągle trwa. Na czele tego procesu są izraelscy osadnicy na Zachodnim Brzegu, którzy z poparciem państwa odbierają kolejne ziemie, kolejne studnie, wykorzystując przemoc do wygnania Palestyńczyków z ich ziemi. 

Właśnie od odbierania domów zaczęły się protesty, które przerodziły się w tę eskalację. 

Podobnie jak osadnicy na Zachodnim Brzegu działają organizacje osadnicze we Wschodniej Jerozolimie. Także właśnie na tym osiedlu, w sprawie którego protestowano -  Asz-Szajch Dżarrah. To proces wyciągania palestyńskich rodzin z ich domów, w których natychmiast zamieszkują żydowscy osadnicy. 

Palestyńscy aktywiści wskazują także tu na nierówne traktowanie.

Osadnicy wykorzystują kilka przepisów prawnych. Pozwalają one tylko Żydom na odzyskiwanie nieruchomości, które należały do innych Żydów przed 1948 rokiem (kiedy powstało państwo Izrael - red.). Jednocześnie zabraniają one Palestyńczykom, by robili to samo. Oni oczywiście stracili ogromne nieruchomości w 1948 roku, ale nie mogą ubiegać się o ich zwrot zgodnie z izraelskim prawem. Taka możliwość jest przyznana tylko Żydom. 

Jeśli zrozumiesz, że to się dzieje, to zdasz sobie sprawę, że to nie ma nic wspólnego z "bezpieczeństwem". Bezpieczeństwo nie może być uzasadnieniem do takiego procesu zorganizowanej kradzieży. 

W styczniu B'Tselem opublikowała dokument nazywający politykę Izraela apartheidem. Dlaczego teraz zdecydowaliście się na taki ruch? Czy coś się zmieniło.

Palestyńczycy mówili o tym od dawna. Niczego nowego tu nie odkryliśmy. Ale także doszliśmy do wniosku, że tak rzeczywiście jest. To żadne zaskoczenie, ludzie, dla których ten apartheidem jest ich życiowym doświadczeniem, pierwszy doszli do tego wniosku. Ale mamy nadzieję, że będziemy mieli wkład w  pomaganie ludziom na świecie zrozumieć, jaka jest ta rzeczywistość. 

Ale były też dwa zdarzenia, które w pewien sposób "zdarły maskę" twarzy Izraela jako demokracji i "tymczasowej okupacji". Pierwsze to przyjęcie ustawy określającej Izrael jako "państwo narodu żydowskiego". Zapisała ona w prawie podstawowym (co jest prawem zbliżonym do konstytucji) - można powiedzieć - żydowską supremację. Zgodnie z prawem tylko Żydzi mają prawo do samostanowienia. 

Drugie to otwarte mówienie przez rząd o formalnym zaanektowaniu kolejnych części Zachodniego Brzegu. Zresztą w naszej ocenie Zachodni Brzeg już teraz jest de facto zaanektowany - Izrael wykorzystuje teren dla swoich interesów i kosztem Palestyńczyków. Ale teraz jasno widać, że intencją jest to, by nie oddać kontroli na tym obszarem.

Część obserwatorów mówi, że można mówić o apartheidzie na oddzielonym Zachodnim Brzegu, ale już nie w samym Izraelu. Jednak wy traktujecie wszystkie te obszary, razem ze Strefą Gazy, jako jeden, w całości poddany apartheidowi. 

Nie akceptujemy tego podziału na Izrael i terytoria okupowane. Przecież wojsko sprawujące tam kontrolę nie działa niezależnie od rządu Izraela, tylko realizuje jego decyzje. Skoro mówimy o reżimie apartheidu, to jego częścią jest podział na różne kategorie kontroli i tego, jak zdegradowane są grupy ludzi ze względu na pochodzenie etniczne czy rasę. Ale jego częścią jest też zasada unitarności - pojedyncza jednostka polityczna sprawująca władzę.

Ponadto w naszej ocenie Zielona Linia (linia demarkacyjna ustanowiona po wojnie z 1948 roku, teraz teoretyczna granica Izraela i terytoriów okupowanych) została praktycznie wymazana dla Izraelczyków. Zaś dla poddanych temu reżimowi Palestyńczyków cały czas jest ona granicą - muszą przechodzić punkty kontrolne, mieć przepustki itd. 

Jak to wygląda w praktyce?

Ja jako obywatel Izraela mogę pojechać z domu w Jaffie nad Morze Martwe główną autostradą i nawet nie zdawać sobie sprawy, że przejeżdżam przez terytoria okupowane. Dla mnie ta Zielona Linia nie istnieje. 

Teraz, po 54 latach okupacji i z jasną intencją Izraela, że nigdy nie oddamy kontroli ogromnej większości trenów, zasobów i nawet losów Palestyńczyków, nie można już akceptować tej logiki, zgodnie z którą demokratyczny Izrael istnieje obok tymczasowej okupacji, która zostałaby zakończona porozumieniem obu stron. To jasne, że rzeczywistość nie zmierza w tym kierunku od dziesięcioleci. Nie możemy dalej uważać, że ta okupacja wojskowa jest oddzielna od samego Izraela. 600 tys. izraelskich osadników mieszka teraz na terytoriach okupowanych. Nawet jeśli kiedyś tak było, to na pewno teraz nie mamy do czynienia ze strukturą stworzoną tymczasowo. Przeciwnie - ten system ma być wzmacniany.

Czy liczycie, że otwarte mówienie o apartheidzie poprawi sytuację?

B'Tselem zostało założone w czasie Pierwszej Intifady (palestyńskiego powstania) i od początku było centrum badać i informacji - to do dziś nasza główna funkcja. Wynika to z wniosku, iż aby zmienić rzeczywistość, trzeba ją poznać i zrozumieć. Nazywając rzeczy po imieniu mamy nadzieję, że rozjaśnimy sytuację. Zabiegamy także o międzynarodowej działania przeciwko tej polityce Izraela. 

Najwięcej uwagi w zachodnich mediach w czasie tej eskalacji poświęcono Strefie Gazy i wzajemnym ostrzałom Izraela i Hamasu. Ale Palestyńczycy podkreślają, że nawet w czasie "spokoju" sytuacja tam jest straszliwa. Z czym dokładnie mierzą się na co dzień? 

Po pierwsze trzeba podkreślić, że Strefa Gazy to część systemu apartheidu w oparciu o zasadę "dziel i rządź". To nie jest oddzielna historia. 

Od 14 lat Strefa jest poddana brutalnej blokadzie przez Izrael, który kontroluje prawie wszystko i wszystkich, którzy do niej wjeżdżają. Kontroluje strefę powietrzną, wody terytorialne i wszystkie lądowe przejścia graniczne z wyjątkiem jednego - z Egiptem, który w dużej mierze współuczestniczy w polityce blokady ze względu na swoje interesy polityczne. 

Kontrola Izraela jest tam tak efektywna, że ci, którzy ją opracowali, wyliczyli nawet liczbę kalorii, jaką będą mogli średnio spożywać mieszkańcy. Izrael twierdzi, że wycofał wojsko i osadników, więc nie odpowiada już za ludzi, którzy tam żyją. Ale teraz Gaza jest po prostu kontrolowana w bardziej "efektywny" sposób, bez odpowiedzialności za to, co się tam dzieje. 

Jak te 14 lat blokady wpłynęło na Gazę?

Przez ten czas stała się ona miejscem katastrofy humanitarnej. I jest ona efektem tego celowego działania Izraela. To nie katastrofa naturalna, nie trzęsienie ziemi, tylko polityka której celem jest doprowadzenie do upadku społeczeństwa i trzymania go na krawędzi warunków zdatnych do życia. To wpływa na każdy aspekty życia, od gospodarki, przez ledwo funkcjonującą ochronę zdrowia (a COVID tylko to pogorszył), elektryczność - prąd w "dobrym" momencie ludzie mają przez 8-12 godzin dziennie, a w złym ledwie kilka godzin. Nigdy nie wiadomo nawet, kiedy prąd będzie, wiec ludzie organizują swoje życie wokół tej sprawy - nawet w środku nocy są przygotowani do ładowania akumulatorów, telefonów itd. Brak prądu przekłada się na brak wody - 96 proc. wody jest tam niezdatna do picia. 

A do tego dochodzi konflikt militarny.

Takie brutalne bombardowania Gazy przeze Izrael dzieją się raz na jakiś czas. To jeden z elementów kontroli. I nie chodzi tylko o wojny jak ta z 2014 roku, kiedy zginęły dwa tysiące ludzi. Częściej dochodzi do mniejszych ataków. W czasie masowych protestów w latach 2018-2019 izraelscy żołnierze strzelali do w większości pokojowo protestujących Palestyńczyków, którzy zbliżali się do ogrodzenia granicznego. Zabili ponad 200 osób, zranili tysiące. 

To, co obserwowaliśmy teraz, nie jest anomalią. To ekstremalna sytuacja, ale nie wychodzi poza praktyki regularnie wykorzystywane przez Izrael. To polityka ciężkiego bombardowania jednego z najgęściej zaludnionych miejsc na świecie, gdzie żyją dwa miliony ludzi. Połowa z nich to dzieci. Rezultaty tej polityki widzieliśmy już wielokrotnie. Można twierdzić, że śmierć jednej osoby, jednej rodziny, była wynikiem błędu. Ale gdy ginie kolejna, i kolejna, i kolejna, i kolejna rodzina, to widzisz, że to nie błąd - to celowe działanie.