"Różaniec odmawiamy w 13 językach". Godawa chwalił się dokonaniami w TVP. Darczyńcy nie kryją żalu

Dariusz Godawa, który od dwóch lat nie jest dominikaninem, jeszcze w tym roku przedstawiał się w materiale TVP jako "ojciec Dariusz" i zachwalał swoje działania w ramach Misji Kamerun. - Odmawiamy tu różaniec w 13 językach - opowiadał. Za sprawą reportaży "Gazety Wyborczej" na jaw wychodzą kolejne szczegóły działalności byłego duchownego, a w sieci podnoszą się głosy osób, które od lat płaciły na działalność Misji Kamerun - nie wiedząc, jak są traktowane dzieci. "Wstyd, że dałam się nabrać", "Jestem w szoku! Od pięciu lat przesyłam co miesiąc kwotę na dziewczynkę z tego sierocińca" - to niektóre z komentarzy.

"Działalność Misji Kamerun jest finansowana tylko dzięki hojnemu sercu ludzi dobrej woli, głównie z Polski. Cały czas poszukujemy nowych SPONSORÓW i PRZYJACIÓŁ, którzy pomogą nam dopomóc rzeszom biednych dzieci i dorosłych, którym możemy razem poprawić warunki życiowe i dać nadzieję na lepsze życie" - można przeczytać na stronie internetowej Misji Kamerun. Wciąż widnieje tam też numer konta, na które można wpłacać datki na podopiecznych placówki prowadzonej przez byłego dominikanina, Dariusza Godawę.

W ostatnich dniach jego działalność nagłośniła "Gazeta Wyborcza" w serii reportaży - opisano w nich m.in. w jaki sposób były już dominikanin traktował przebywające w ośrodku dzieci (jedna z relacji brzmiała: "Widziałem, jak daje dzieciom resztki ze stołu. Kończył posiłek, wstawał i odchodził. A dzieciaki przybiegały i zgarniały resztki"). "GW" opisuje też, że w maju 2009 roku pod gruzami sierocińca znaleziono ciała dwóch podopiecznych - 12-letniego Daniela Damzonga i 11-letniego Cédrica Biwolé. "Policja ustala, że chłopców zamknięto w toaletach na całą noc za karę. Nie nakarmili psów, które hoduje Dariusz Godawa, dominikanin, szef sierocińca." - opisuje "GW". Dominikanin i jego pomocniczka zostali wówczas zatrzymani, ale wyszli za kaucją.

W najnowszej, czwartkowej części śledztwa "Gazety Wyborczej" można też przeczytać, że Godawa "wymknął się spod kontroli dominikanów" i "działał małymi krokami, nie pytając przełożonych o zgodę". 

Zobacz wideo Dlaczego księża milczą w sprawach patologii w Kościele?

Godawa mówił o swoich dokonaniach w TVP. "Odmawiamy różaniec w 13 językach"

Sam Godawa na stronie internetowej misji pisze o sobie: "Ja - Dariusz Godawa. Odpoczywam sobie - po przedszkolu, szkole podstawowej, technikum hodowlanym, robotach dla komuny, szkole wyższej, pracy naukowej na uczelni, nowicjacie, studiowaniu filozofii i teologii, nauce języka francuskiego, proboszczowaniu na wschodzie Kamerunu - w 'ochronce' teraz już w stolicy Kamerunu - Yaounde". Na profilu na Facebooku 18 maja dodaje: "W najbliższym czasie ukaże się na naszej stronie internetowej oficjalne oświadczenie w sprawie artykułu 'Gazety Wyborczej' na mój temat" (oświadczenie dotychczas się nie pojawiło).

Gdy na jaw wyszły ustalenia z reportażu "Wyborczej", w sieci zawrzało. Nie brakuje głosów dotychczasowych darczyńców, którzy w dobrej wierze wpłacali datki na misję, nie zdając sobie sprawy, że prowadzący ją Godawa nie jest już dominikaninem, a w prowadzonym przez niego ośrodku dzieci są poniżane i przebywają w złych warunkach. On sam promował swoją działalność w mediach, zachęcając do wpłat na podopiecznych - w grudniu zeszłego roku wystąpił z gromadką dzieci w TVP Info w programie "W tyle wizji". - Opowiadam dzieciakom o Polsce, o papieżu - mówi Godawa, chwaląc się, że dzieci "znają też Lewandowskiego". Podpisano go wówczas jako ojca Dariusza Godawę, choć nie był nim już od dwóch lat. Jednak o. Paweł Kozacki, prowincjał polskich dominikanów, dopiero w połowie kwietnia - gdy dziennikarze "GW" prowadzili szeroko zakrojone śledztwo - opublikował oświadczenie: "Dariusz Godawa nie jest już dominikaninem i używanie przez niego habitu lub skrótu OP po nazwisku jest bezprawne". 

 

W lutym tego roku materiał o ojcu Godawie ukazał się także w TVP Polonia (nagranie zostało już usunięte z mediów społecznościowych TVP, ale można je obejrzeć na Youtube). - Zapraszamy na rozmowę z ojcem Dariuszem Godawą, który opowie nam, jak wyglądały początki Misji Kamerun i jak dziś można włączyć się w pomoc dzieciom - zapowiadano materiał. - Wszystkie dzieci znają dwanaście kolęd polskich plus sześć wersji językowych "Cichej Nocy". W międzyczasie były pieśni patriotyczne na 15 sierpnia i 11 listopada śpiewane. Pomału zaczynamy się uczyć pieśni na Wielki Post i na Wielkanoc. A różaniec odmawiamy w 13 językach, dzisiaj był po niemiecku - mówił wówczas Godawa. W tle stało szesnaścioro dzieci.

Inne nagrania z TVP są też udostępniane w mediach społecznościowych Misji Kamerun. Na jednym z nich - mały chłopiec śpiewający "Barkę". "Barka w wykonaniu Jana Majchrzaka (Jasia), która tylko na fanpage TVP Polonia miała przeszło 2 miliony obejrzeń" - chwali się Godawa w opisie filmu.

 

Misja Kamerun. Darczyńcy nie kryją żalu. "Wstyd, że dałam się nabrać"

"Kamerun jest bardzo bliski mojemu sercu, więc jakiś czas temu zainteresowałam się stroną Godawy na FB. Pierwszy zgrzyt nastąpił, kiedy ten pan udostępnił uważany jako rasistowski post, który ukazywał reprezentację Francji w piłce nożnej z zapytaniem, czy tak wyglądają Francuzi. Oczom własnym nie wierzyłam, że ktoś, kto robi to, co robi udostępnia taki szit. Zadałam mu pytanie, czy uważa za słuszne, udostępnienie takiego posta przez niego. Najpierw zablokował mi komentowanie, później nabijał się ze mnie i wzywał do odpowiedzi na jego pytania i argumenty, doskonale wiedząc, że nie mogę odpowiedzieć" - pisze jedna z komentujących reportaż "GW". "Później odblokował mi komentowanie, ale dałam sobie spokój, mimo że oburzała mnie tak wielka indoktrynacja dzieci, religia pomieszana z polskim nacjonalizmem. Postanowiłam nie robić hałasu, bo ten pan twierdził, że to sieroty, że gdyby nie on, to by głodowały" - dodaje, puentując: "uważałam, że dominikanie czuwają nad jego działalnością, wstyd mi, że tak bardzo dałam się nabrać". 

Jestem w szoku! Od 5 lat przesyłam co miesiąc kwotę na edukację przedszkolną pewnej dziewczynki z tego sierocińca. Mam jej imię i nazwisko, datę i miejsce urodzenia oraz zdjęcie. Pisałam do p. Godawy o informację nt. tej dziewczynki - bez odpowiedzi. Nie wiem, czy to dziecko otrzymało chociaż odrobinę pomocy.
Jestem niesamowicie poruszona. W szkole moich dzieci trwa właśnie zbiórka na sierociniec prowadzony przez tego pana...
Jak dobrze, że nareszcie to wyszło na jaw, czas najwyższy położyć kres tej pseudomisyjnej działalności tego pana.
Martwi to, że podkopuje się zaufania do uczciwych misji i tych pomagających, którzy dają Z SIEBIE wszystko i jeszcze więcej, by pomóc -  nie sobie, a potrzebującym.

- można przeczytać w innych komentarzach. 

Nieliczni bronią Godawy na jego profilu na Facebooku. "Jezu Chryste, miej w swej opiece ks. Dariusza i jego wspaniałe dzieci słońca z Misji Kamerun a ty, Maryjo Dziewico, utul ich swym płaszczem miłości i dobroci. Jestem z wami", "Księże Dariuszu, pozdrawiam z wielkim szacunkiem księdza i całą wspólnotę dzieci, którymi się ksiądz opiekuje", "Paszkwil, nie ma co roztrząsać, a za Ojcem Darkiem wstawać się u Matki Bożej" - można przeczytać w komentarzach. 

To bardzo bolesna sprawa, ukazująca dramat dzieci i tych, którzy zaufali duchownemu. (...) Można było temu zapobiec, gdyby władze kościelne reagowały na apele osób świeckich

- z kolei tak sprawę Dariusza Godawy skomentował ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Przekazał też, że powiadomił o jego działaniach Państwową Komisję ds. Pedofilii, ojca prowincjała dominikanie.pl i biskupa Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej oraz ambasadę polską w Nigerii (ta placówka swym zasięgiem obejmuje także Kamerun). Państwowa Komisja Pedofilii przekazała w oświadczeniu przesłanym Gazeta.pl, że pismo zawiadamiające wpłynęło 22 kwietnia. Drugie zawiadomienie w tej samej sprawie - jak wskazano - złożyło Ministerstwo Sprawiedliwości.

Więcej o: