Świat solidaryzuje się z Palestyńczykami. Demonstracje przeciw izraelskim nalotom w wielu miastach

W wielu miastach w Stanach Zjednoczonych odbyły się demonstracje w obronie Palestyńczyków. Demonstranci, którzy wyszli na ulice Los Angeles, Nowego Jorku, Bostonu, Filadelfii, Atlanty i kilku innych miast, domagali się natychmiastowego zakończenia izraelskich nalotów na Strefę Gazy. Demonstracje solidarnościowe z Palestyńczykami odbyły się również w innych krajach, m.in. w Turcji, RPA, we Francji i Włoszech.

W Nowym Jorku marsz protestacyjny rozpoczął się po południu w dzielnicy zamieszkanej w dużej mierze przez społeczność arabskojęzyczną. Wieczorem demonstrujący częściowo zablokowali jedną z autostrad stanowych przebiegających przez miasto. Uczestnicy wszystkich protestów w amerykańskich miastach domagali się zaprzestania izraelskich ataków na cele w Strefie Gazy i nawoływali Stany Zjednoczone do wstrzymania pomocy gospodarczej i militarnej dla Izraela.

Podobne marsze poparcia dla Palestyńczyków zorganizowano w sobotę również w kilku miastach europejskich - między innymi w Londynie, Berlinie, Madrycie, Paryżu i Rzymie. Demonstracja solidarnościowa odbyła się również w Warszawie. Przed ambasadą Izraela przeciwko trwającym bombardowaniom w Strefie Gazy oraz eksmisjom palestyńskich rodzin w Jerozolimie protestowało około 200 osób. Protestujący skandowali m.in. "wolna Palestyna". Policja wzywała manifestujących do rozejścia się, zaczęła ich legitymować, co doprowadziło do szarpaniny. Kilka osób zostało zatrzymanych.

Do wielotysięcznych demonstracji na znak solidarności z Palestyńczykami dochodziło także w Iraku, Maroko, Turcji, Libanie, Jordanii i RPA. Marsze protestacyjne zbiegły się z Dniem Nakby, który upamiętnia wysiedlenie setek tysięcy Palestyńczyków w 1948 roku, w związku z ogłoszeniem przez Izrael niepodległości.

Protest przed ambasadą Izraela przeciwko bombardowaniom w strefie GazyDemonstracja solidarności z Palestyńczykami przed ambasadą Izraela

Zobacz wideo Grad rakiet nad Tel Awiwem. Dramatyczna relacja Polki

Izrael uderzył w dom przywódcy Hamasu

W niedzielę nad ranem izraelska armia zbombardowała domy Yehiyi Sinwara, politycznego przywódcy Hamasu w Gazie, i jego brata Mohammeda. Zniszczenie budynków potwierdzili przedstawiciele Hamasu. Nie ma jednoznacznych informacji co do losów obu mężczyzn, choć część źródeł palestyńskich twierdzi, że nie było ich w domach w trakcie nalotów.

Palestyńskie źródła medyczne twierdzą, że dokonane w nocy i nad ranem izraelskie bombardowania zabiły w sumie 26 osób. Od początku konfliktu po stronie palestyńskiej zginęły 174 osoby, w tym jedna trzecia to kobiety i dzieci. Negocjatorzy próbują doprowadzić do rozejmu, ale izraelski premier Benjamin Netanjahu powtórzył, że operacja w Gazie będzie kontynuowana. Równocześnie w nocy Hamas wystrzelił w nocy 120 rakiet w kierunku Tel Awiwu i innych izraelskich miast. Do tej pory ataki te zabiły 10 osób po stronie izraelskiej. Wieczorem i w nocy doszło też do zamieszek z udziałem Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu i we wschodniej Jerozolimie. Policja miała zatrzymać 15 mieszkańców wschodniej części miasta.

Podczas sobotnich nalotów Izrael zbombardował również obóz dla uchodźców we wschodniej Gazie oraz wieżowiec, w którym siedzibę miały zagraniczne media. Atak wywołał krytykę ze strony organizacji dziennikarskich, a także Stanów Zjednoczonych. Amerykański prezydent Joe Biden rozmawiał przez telefon zarówno z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu, jak i z prezydentem Autonomii Palestyńskiej Mahmudem Abbasem, apelując o zakończenie przemocy. W Tel Awiwie setki osób demonstrowały na ulicach i domagały się powstrzymania rozlewu krwi.

Więcej o: