Izrael twierdzi, że z Libanu wystrzelono rakiety w kierunku Tel Awiwu. Spadły do morza

Izrael mobilizuje kolejnych rezerwistów i wysyła żołnierzy i sprzęt na granicę z Gazą. Wojskowi rozważają rozpoczęcie ofensywy lądowej na palestyńską enklawę, co równałoby się rozpoczęciu wojny. W samym Izraelu siły bezpieczeństwa są wysyłane do kolejnych miast, gdzie istnieje niebezpieczeństwo wybuchu zamieszek. Siły zbrojne tego kraju poinformowały też o rakietach, które zostały wystrzelone z terytorium Libanu.

Dla mieszkańców centralnego Izraela to czwarty już wieczór, który spędzają w schronach. Na kilka miast ponownie poleciały palestyńskie rakiety z Gazy, a jedna wylądowała nawet w centrum Tel Awiwu. Według izraelskiej armii w czwartek Hamas wystrzelił z Gazy 160 pocisków, a od początku konfliktu ponad 1700. To znacznie więcej niż w trakcie poprzednich konfliktów. 

Zobacz wideo Tak wyglądały ataki Izraela w Gazie z 10.05 i 11.05

Liczba ofiar po stronie palestyńskiej wzrosła do 103. Izraelskie wojsko: Z Libanu wystrzelono trzy rakiety

W odpowiedzi Izrael znów zbombardował budynki w Gazie. Tym razem wojskowi twierdzą, że celem ich ataków były banki oraz siedziby wywiadu Hamasu i Islamskiego Dżihadu, które rządzą enklawą. Armia miała też w ciągu dnia zniszczyć kilka palestyńskich posterunków bojowych i strącić drony, które miały przenieść bomby z Gazy do Izraela.

Po stronie palestyńskiej zginęły dotąd 103 osoby, w tym 27 dzieci i 11 kobiet - poinformowało ministerstwo zdrowia w Strefie Gazy. Liczba rannych wzrosła o 580. W Izraelu życie straciło siedem osób, w tym pięciolatek z miasta Sderot, położonego tuż obok Gazy.

W czwartek wieczorem izraelskie wojsko poinformowało o trzech rakietach, które wystrzelono z terytorium Libanu. Pociski spadły do Morza Śródziemnego u wybrzeży północnego Izraela.

Dziennik "Haaretz" podał później, że za ostrzałem rakietowym stała niewielka palestyńska grupa zbrojna. Atak miano przeprowadzić bez wiedzy Hezbollahu - twierdzą źródła w libańskiej armii. 

Na granicę z Gazą wysyłane są kolejne oddziały. Na izraelskich ulicach regularnie dochodzi do zamieszek

Ze względu na zagrożenie ostrzałami Izrael zamknął ruch lotniczy na lotnisku w Tel Awiwie i przekierował samoloty do położonego na południu kraju Eilatu. Jednak i to lotnisko musiało na krótko przerwać pracę w związku z ostrzałami. Kilka linii lotniczych z Europy i USA odwołało wszystkie loty do Izraela.

Tymczasem armia zmobilizowała już 16 tysięcy rezerwistów. Na granicę z Gazą wysyłane są kolejne oddziały wraz ze sprzętem. Wojskowi zapowiedzieli wcześniej, że rozważana jest inwazja lądowa na Gazę. Równałoby się to rozpoczęciu wojny na dużą skalę i groziłoby, że konflikt będzie ciągnął się przez wiele dni. Mediować próbuje Egipt, ale na razie rozmowy nie zakończyły się powodzeniem. Władze Izraela miały poinformować negocjatorów, że co najmniej do soboty zawieszenie broni nie wchodzi w grę.

W czwartek wieczorem w samym Izraelu ponownie wybuchły zamieszki w miastach, zamieszkałych zarówno przez Żydów jak i arabską mniejszość. Od kilku dni gangi Izraelczyków atakują miejscowych Palestyńczyków, niszczą samochody i sklepy i dokonują linczów na ulicach. Strona izraelska informuje z kolei, że palestyńscy bojówkarze w mieście Lod podpalają samochody, a także synagogi. Do miast z ludnością mieszaną władze skierowały wojskowe i policyjne posiłki.

Zamieszki w IzraeluIzrael. Zamieszki na ulicach. Dziennikarze piszą o "linczu"

Świat wzywa do deeskalacji napięcia między Izraelem a Palestyną

Do uspokojenia sytuacji wzywa społeczność międzynarodowa. O spokój nawołuje amerykański prezydent Joe Biden, a francuski prezydent Emamnuel Macron oświadczył, że należy przywrócić zawieszone siedem lat temu negocjacje pokojowe. Przedstawiciele Międzynarodowego Trybunału Karnego obawiają się, że w trakcie konfliktu mogą być popełniane zbrodnie wojenne.

Konflikt wpływa też na izraelską politykę. Szef prawicowej partii Yamina Naftali Bennett poinformował, że zrywa powyborcze negocjacje koalicyjne z centrową opozycją i wraca do rozmów o utworzeniu rządu z Benjaminem Netanjahu. Na kilkanaście godzin przed wybuchem najnowszego konfliktu opozycja informowała, że ma już gotową umowę koalicyjną, co mogło oznaczać odsunięcie premiera Netanjahu od władzy po raz pierwszy od 12 lat.

Teraz jednak Naftali Bennett oświadczył, że w świetle zamieszek i palestyńskich ostrzałów Izraela nie ma już możliwości utworzenia koalicji z partiami arabskimi. To oznacza, że premier Netanjahu znów ma szanse na pozostanie na stanowisku premiera.

Wpływ najnowszą odsłonę eskalacji konfliktu miały m.in. decyzje izraelskich władz, które utrudniły Palestyńczykom dostęp do świętych miejsc na Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie. W rezultacie już w kwietniu w tym mieście wybuchły zamieszki. Protestujący wychodzą na ulice domagając się również wstrzymania przymusowych wysiedleń 13 rodzin w palestyńskiej dzielnicy Sheikh Jarrah. Izraelskie władze chcą wyeksmitować je z domów w okupowanej wschodniej części miasta i pozwolić na pobudowanie się tam izraelskim osadnikom. Sąd Najwyższy odroczył co prawda posiedzenie w tej sprawie, ale nie uspokoiło to nastrojów.

Izraelskie osadnictwo zarówno we wschodniej, arabskiej części Jerozolimy jak i na Zachodnim Brzegu jest w świetle prawa międzynarodowego nielegalne i potępiane nawet przez sojuszników Izraela. Jednak miejscowe władze kwestionują interpretację konwencji genewskiej w tej sprawie.

Po poniedziałkowych gwałtownych protestach palestyński Hamas zdecydował się na pierwszy od siedmiu lat ostrzał rakietowy Jerozolimy. To uruchomiło izraelską operację zbrojną na Gazę.

Więcej o: