Izrael gromadzi wojsko do kolejnego "przycięcia trawy". Plany są wykładane na stół

Brygada pancerna, brygada piechoty i brygada powietrznodesantowa. W ciągu kilku ostatnich dni wojsko Izraela ściągnęła na granicę Strefy Gazy kilka tysięcy ludzi. Dzisiaj mają być rozważane plany inwazji. Byłaby koszmarem dla obu stron. Jednak dla Izraelczyków i tak może być opłacalna.

W czwartek rano rzecznik sił zbrojnych Izraela Hidai Zilberman stwierdził, że zestaw różnych planów przeprowadzenia inwazji lądowej na Strefę Gazy zostanie jeszcze tego samego dnia przedstawiony Sztabowi Generalnemu Izraela. Mają zostać ocenione, po czym być może zostaną przedłożone rządowi celem akceptacji i skierowania do realizacji.

Nie jest jednak pewne, czy taka decyzja zostanie podjęta. Lądowa inwazja Strefy Gazy byłaby trudnym przedsięwzięciem. Nawet dla tak dobrze uzbrojonego i wyszkolonego wojska jak Cahal (często stosowany akronim hebrajskiej oficjalnej nazwy - Armia Obrony Izraela).

Zobacz wideo

To nie byłoby pierwszy raz

Ostatnio Izraelczycy porwali się na to w 2014 roku, podczas poprzedniej intensywnej wojny z bojówkami palestyńskimi ze Strefy Gazy. Inwazję zarządzono dopiero po tygodniach wymiany ognia przy użyciu rakiet i bomb. Znacznie mniej intensywnej niż ta, która ma miejsce obecnie. Inwazja była ograniczona. Izraelczycy starali się nie wkraczać na gęsto zabudowane i zaludnione tereny, gdzie Palestyńczycy mogliby skutecznie się bronić. Ograniczyli się do otwartych przestrzeni i obrzeży miast, gdzie to oni mieli przewagę. Cała operacja była skupiona na niszczeniu tuneli, które palestyńskie bojówki kopały dziesiątkami w kierunku granicy, aby móc przenikać przez nią i przeprowadzać dywersyjne ataki. Po dwóch tygodniach i deklarowanym osiągnięciu swoich celów Izraelczycy wycofali się, tracąc podczas całego konfliktu 67 zabitych i kilkuset rannych. Z drugiej strony zginęło ponad dwa tysiące Palestyńczyków. Ilu z nich było bojówkarzami a ilu cywilami, jest kwestią sporną do dzisiaj. Według ONZ 65 procent ofiar stanowili ci drudzy.

Wcześniej Izraelczycy wkroczyli do Strefy Gazy w 2008 roku, podczas pierwszej intensywnej wojny z Hamasem. Wówczas cele Cahal były bardziej ambitne. Inwazja miała na celu rozbicie Hamasu jako organizacji zbrojnej, będącej w stanie przeprowadzać ataki przez granicę. Efektem były trwające trzy tygodnie walki. Izraelczycy zajęli większość otwartych terenów Strefy Gazy, po czym przypuszczali rajdy w głąb miast, oficjalnie celując w znane biura, składy broni czy schrony Hamasu. Po trzech tygodniach wycofali się, deklarując sukces. Stracili zaledwie 10 żołnierzy zabitych i około 300 rannych. Palestyńczyków zginęło ponad tysiąc, jednak tak jak zawsze, trudno o bezsprzeczne rozróżnienie ilu spośród nich było bojówkarzami. Według Cahal 700, według Hamasu 600.

Obie te operacje mają wiele wspólnych cech i mogą służyć jak podstawa do przypuszczeń jak mogłaby wyglądać trzecia inwazja. Kluczowe jest zrozumienie kilku podstawowych prawideł tego konfliktu.

Eksplozja izraelskiej bomby w Strefie GazyEksplozja izraelskiej bomby w Strefie Gazy Fot. Hatem Moussa / AP Photo

Tak naprawdę zwycięstwa nie może być

Po pierwsze Izrael nie liczy na odniesienie totalnego zwycięstwa i zniszczenie palestyńskich bojówek działających w Strefie Gazy. Mają spore poparcie społeczne, wsparte przez powszechną nienawiść do państwa Izrael, które nie może dziwić po ponad dekadzie blokady gospodarczej i seriach ciężkich nalotów, które zabiły tysiące cywilów i zniszczyły dorobek życia wielu więcej. Na miejsce każdego zabitego bojówkarza znajdzie się następny. Na miejsce każdego zabitego lidera, z szeregów wyrośnie następny.

Po drugie jakakolwiek próba całkowitej okupacji Strefy Gazy wiązałaby się z koniecznością zaangażowania bardzo dużych sił i poważnymi stratami. Zarówno po stronie Cahal, jak i bojówek a zwłaszcza palestyńskich cywili. Strefa Gazy jest jednym z najgęściej zaludnionych skrawków Ziemi. Na obszarze prawie dwa razy mniejszym niż Warszawa, żyją niemal dwa miliony osób. Działania zbrojne w terenie zurbanizowanym są bardzo trudne, ponieważ obrońca ma mnóstwo miejsca na zastawianie zasadzek i zastawianie pułapek. Podczas inwazji w 2008 roku izraelskie wojsko rutynowo wysyłało przodem potężne opancerzone buldożery, które torowały drogę niszcząc budynki i detonując miny-pułapki.

Z dwóch powyższych punktów wynika trzeci. Jakakolwiek operacja lądowa w Strefie Gazy jest dużym ryzykiem propagandowym dla Izraelczyków. W obecnej sytuacji mogą w dość przekonujący sposób prezentować się jako ci, którzy są poddawani zmasowanemu, terrorystycznemu atakowi rakietowemu, przed którym głównie się bronią i przeprowadzają ograniczone naloty na infrastrukturę bojówkarzy. Straty po ich stronie są minimalne, co dodatkowo pozwala politykom nie tracić twarzy przed wyborcami. Operacja lądowa wiąże się natomiast nieuchronnie z większą liczbą ofiar po obu stronach i większymi zniszczeniami w Strefie Gazy. Oznacza to straty propagandowe zarówno na froncie globalnym, jak i krajowym.

Pogrzeb izraelskiego żołnierza zabitego przez rakietę przeciwpancerną wystrzeloną ze Strefy GazyPogrzeb izraelskiego żołnierza zabitego przez rakietę przeciwpancerną wystrzeloną ze Strefy Gazy Fot. Sebastian Scheiner / AP Photo

Pogrzeb bojówkarzy organizacji Hamas zabitych w izraelskich nalotachPogrzeb bojówkarzy organizacji Hamas zabitych w izraelskich nalotach Fot. Adel Hana / AP Photo

Okresowe przycinanie trawy

W związku z powyższym mogłoby się wydawać, że inwazja w obecnej sytuacji byłaby błędem. Po co wchodzić do Strefy Gazy narażając się na całą masę dodatkowych problemów, skoro i tak nie ma szans na skuteczne zgniecenie palestyńskich bojówek. Żelazna Kopuła skutecznie chroni przed ich rakietami, straty wśród izraelskich cywilów są niewielkie a jednocześnie lotnictwo i artyleria mogą dość swobodnie atakować bojówkarzy oraz ich infrastrukturę, bez powodowania powszechnego oburzenia na świecie.

Wiele jednak wskazuje na to, że izraelskie kierownictwo wojskowe i polityczne patrzy na tą układankę nieco inaczej. Ma w nim dominować już od ponad dekady myślenie, czy strategia, nazywana "przycinaniem trawy". Miała ona się ukształtować w okresie wojen w latach 2006 (w Libanie z Hezbollahem) oraz w 2008 (wspomniana inwazja na Strefę Gazy). Opisali to kompleksowo po raz pierwszy w 2013 roku Efram Inbar i Eitan Shamir z izraelskiego uniwersytetu Ber-Ilan.

Jej podstawowym założeniem jest to, że Izrael znajduje się w stanie nierozwiązywalnego konfliktu z przeciwnikami nie posiadającymi państw - palestyńskimi organizacjami paramilitarnymi. Ich kompletnie pokonanie nie jest realne możliwe. Podobnie znalezienie politycznego rozwiązania sporu. Nie jest również możliwe odstraszenie ich od agresji poprzez groźbę odwetu, ponieważ coś takiego nie działa na organizacje paramilitarne. W dającej przewidzieć się przyszłości Izrael musi więc funkcjonować w sytuacji permanentnego zagrożenia.

DLORZLOT wstrzymuje loty do Tel Awiwu. "Przez najbliższe dni nie będziemy tam latać"

W takiej sytuacji optymalnym rozwiązaniem, w myśl tej strategii, jest okresowe "przycinanie trawy". Oznacza to naprzemienne długie okresy względnego spokoju i krótkie intensywnego konfliktu. W okresie spokoju trawa może rosnąć, czyli palestyńskie organizacje są pozostawione we względnym spokoju i mogą budować swoje siły. Izrael jedynie przeprowadza pojedyncze uderzenia niszcząc na przykład transporty wyjątkowo groźnej broni przemycane z Iranu, albo zabija pojedynczych ważnych palestyńskich przywódców. Ten okres spokoju nie może jednak trwać bez końca, ponieważ Palestyńczycy mogą zbytnio urosnąć w siłę. Musi więc nastąpić "przycięcie trawy", czyli zniszczenie w sposób kontrolowany tego, co przez okres spokoju palestyńskie organizacje mogły stworzyć. W toku krótkich i intensywnych walk potencjał Palestyńczyków musi zostać drastycznie ograniczony, nawet za cenę większych strat, aby kupić dla państwa Izrael kolejny kilkuletni okres względnego spokoju.

Taka strategia nie prowadzi do żadnego konstruktywnego rozwiązania ale ono i tak ma nie być możliwe. Izrael nie dąży do żadnej poprawy swoich relacji z Palestyńczykami, czy przekonania ich do odwrócenia się od przemocy, ponieważ w takim scenariuszu i tak nie ma to sensu. Żydzi i Palestyńczycy pozostają w niekończącym się cyklu spokoju i przemocy. W tym kontekście ewentualna obecna inwazja na Strefę Gazy przestaje nie mieć wyraźnego sensu. Jej celem nie musi być wygranie, ale po prostu kolejne przycięcie trawy do możliwie niskiego poziomu.

Najbliższy czas pokaże, czy izraelskie przywództwo nadal hołduje strategii "przycinania trawy". Być może sukces Żelaznej Kopuły i drastyczne ograniczenie zagrożenia dla izraelskich cywilów, doprowadziło do sytuacji, kiedy jednak inwazja nie zostanie uznana za opłacalną. Wystarczą naloty i ostrzał do bardziej skromnego ograniczenia potencjału palestyńskich bojówek. Choć ogólnie Palestyńczycy i Żydzi pozostaną w tym samym zaklętym kręgu cyklicznej przemocy, który nie prowadzi do żadnego trwałego rozwiązania.

Zobacz wideo
Więcej o: