Żelazna Kopuła tak naprawdę jest koronkowa. Palestyńczycy szukają granicy jej wytrzymałości

Izraelski system przeciwrakietowy Żelazna Kopuła po raz kolejny staje się głównym bohaterem konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Filmy z jego widowiskowymi efektami działania mogą robić wrażenie. Pokazują jednak coś jeszcze. Widać na nich, że Palestyńczycy wyraźnie testują granice wydolności izraelskiego systemu.

Na razie nic nie wskazuje na to, aby zdołali do niej dotrzeć i ją przekroczyć. Jedynie kilka palestyńskich rakiet na ponad tysiąc wystrzelonych trafiło w coś istotnego i zabiło lub raniło ludzi.

Wybiórcza obrona

Żelazna Kopuła nie jest jednak obroną nie do przełamania. Jak każdy system uzbrojenia ma słabe punkty. Jest ich kilka, ale Palestyńczycy nie dysponują technologią pozwalającą wykorzystać większość z nich. Ich rakiety są proste, nie manewrują i latają na relatywnie niewielkich wysokościach. Jedyną realnie dostępną dla nich opcją jest więc masa. Czyli próba przesycenia systemu obronnego, tak aby nie był w stanie poradzić sobie ze wszystkimi nadlatującymi celami jednocześnie.

Izraelski system antyrakietowy jest skonstruowany z myślą o takim zmasowanym ataku, ale ma swoją granicę. Nie wiadomo gdzie się ona znajduje, bo to najpewniej jedna z najściślej strzeżonych tajemnic państwa Izrael. Palestyńczycy muszą więc jej szukać empirycznie. Na nagraniach z obecnej wymiany ciosów widać, jak odpalają w jednym kierunku po co najmniej kilkadziesiąt rakiet na raz, a stojące na ich drodze baterie Żelaznej Kopuły muszą się napracować jak nigdy wcześniej, odpalając seryjnie po kilkanaście antyrakiet.

Zobacz wideo

Ta różnica pomiędzy kilkudziesięcioma rakietami odpalonymi z jednej strony a kilkunastoma z drugiej, wynika z jednego z podstawowych zabezpieczeń Żelaznej Kopuły przed tak zwanym atakiem przesycającym. Po wykryciu startujących wrogich rakiet przez radar, komputery w centrum dowodzenia baterii szybko wyliczają ich trajektorię i to gdzie mniej więcej spadną. Jeśli ten punkt znajduje się na terenie zabudowanym, albo blisko jakiegoś miejsca, w którym mogą być ludzie, system kwalifikuje tę konkretną rakietę do przechwycenia. Innym pozwala lecieć, nie marnując na nie czasu i cennych antyrakiet.

Po wybraniu celów system opracowuje pakiet informacji dla antyrakiety, żeby wiedziała gdzie lecieć po odpaleniu. Wszystko to dzieje się w ciągu sekund. Już po starcie antyrakieta nadal pozostaje w kontakcie z ziemią i otrzymuje dodatkowe informacje na temat tego jak optymalnie przechwycić swój cel. Uruchamia też swoją głowicę naprowadzającą, która w ostatnich momentach powinna go śledzić. W drodze antyrakieta może wykonywać nawet gwałtowne manewry, żeby ustawić się w optymalnej pozycji. Ma to ogromne znaczenie, ponieważ Tamir nie ma wybuchnąć gdzieś w okolicy wrogiej rakiety, niszcząc ją jakkolwiek. Ma wybuchnąć tak, aby strumień odłamków trafił konkretnie w jej przednią część i spowodował detonację głowicy. To jest bowiem tak naprawdę niebezpieczny element wrogiej rakiety, który w ogóle nie powinien spaść na ziemię. Trafienie w środek czy koniec może doprowadzić do tego, że uszkodzony wrogi pocisk spadnie gdzieś w sposób niekontrolowany i tak kogoś zabijając.

Na jednym nagraniu widać odpalenie palestyńskich rakiet a w tle odpalenie izraelskich antyrakiet.

Kto dłużej wytrzyma

Cały ten proces wymaga ogromnej precyzji i musi się odbywać błyskawicznie, zanim wrogie pociski wylecą ze strefy, gdzie Żelazna Kopuła może je efektywnie przechwytywać. To koronkowa robota, a nie jakaś prosta kopuła z żelaza. W takich realiach odpalenie odpowiednio dużej liczby pocisków w kierunku bronionym przez jedną z baterii może doprowadzić do sytuacji, kiedy ta nie będzie w stanie poradzić sobie z natłokiem jednocześnie nadlatujących celów. Na nagraniach ze Strefy Gazy widać, że Palestyńczycy pracowali nad "zagęszczeniem" swoich salw, czyli odpalaniem rakiet w jak najkrótszych odstępach czasu. Momentami przypomina to już pełnoprawne wojskowe wieloprowadnicowe wyrzutnie pocisków rakietowych w rodzaju radzieckiego Grad.

Dodatkową kwestią jest to, że każda bateria Iron Dome składa się z trzech wyrzutni i ma łącznie 60 gotowych do odpalenia antyrakiet Tamir. Kiedy te 60 sztuk poleci, trzeba wyrzutnie przeładować. Cały proces jest maksymalnie uproszczony a rakiety umieszczone w łatwych do montażu kontenerach, ale i tak oznacza to przerwę w działaniu. Jak konkretnie długo, tego nie wiadomo. Taka informacja jest tajna. Padają jedynie twierdzenia, że przeładowanie jest "szybkie". Dodatkowym zabezpieczeniem jest ustawianie po kilka baterii Żelaznej Kopuły na trasie ze Strefy Gazy do kluczowych Izraelskich miast. W ten sposób palestyńskie rakiety muszą pokonać kilka warstw obrony.

Wyrzutnia systemu Iron Dome. Wyraźnie widoczne kontenery zawierające 20 antyrakiet Tamir.Wyrzutnia systemu Iron Dome. Wyraźnie widoczne kontenery zawierające 20 antyrakiet Tamir. Fot. Dr. Zachi Evenor/Wikipedia CC BY-SA 2.0

Pomimo zmasowanego ostrzału ze Strefy Gazy w ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin, do przełamania obrony jednak nie doszło. I jeśli nie stało się to na początku, kiedy siły palestyńskich bojówek nie były umniejszone przez izraelskie naloty, to jest mało prawdopodobne, aby się stało później. Tę rundę w odwiecznej rywalizacji miecza (w sensie broni ofensywnej) i tarczy (broni defensywnej) najwyraźniej wygrała ta druga. Ewentualnie Palestyńczycy mogliby jeszcze liczyć na to, że Izraelczykom skończą się zapasy antyrakiet Tamir. Skala ich produkcji jest jednak kolejną tajemnicą. Ponieważ trwa już od dekady, to Izraelczycy mogli ich zgromadzić bardzo dużo. Pojawiły się już zdjęcia ciężarówek wiozących całe naczepy antyrakiet w kierunku rejonów rozmieszczenia baterii Żelaznej Kopuły.

Według nieoficjalnych informacji Izraelczykom raz skończył się antyrakiety. Podczas konfliktu w 2012 roku, czyli niedługo po wprowadzeniu Żelaznej Kopuły do służby w 2011 roku. Wówczas wnioskiem miało być przyśpieszenie produkcji i przygotowanie dużych zapasów.

System skrojony na izraelskie potrzeby

Palestyńczycy mogą próbować wykorzystać inną słabość izraelskich antyrakiet, czyli ich ograniczony zasięg. Żelazną Kopułę zaczęto tworzyć już niemal dwie dekady temu, kiedy palestyńskie bojówki miały znacznie mniejsze możliwości. Wówczas ich właściwie jedyną bronią były niewielkie rakiety o zasięgu najczęściej kilkunastu kilometrów. Żelazna Kopuła powstała więc z myślą o celach zdolnych przelecieć do około 70 kilometrów. Rakiety lecące dalej wzbijają się wyżej, przez co antyrakiety Tamir mogą nie być w stanie ich sięgnąć na czas. Na szczęście dla Izraelczyków, Palestyńczycy mają prawdopodobnie bardzo mało rakiet o zasięgu przekraczającym te 70-80 km. Dodatkowo większość istotnych izraelskich miast jest nie dalej od Strefy Gazy. Jedyne istotne to Hajfa, do którego jest 140 kilometrów.

Rozwiązaniem tego problemu jest system Proca Dawida, który jest przeznaczony do przechwytywania rakiet o zasięgu od 40 do 300 kilometrów. Do służby wszedł w 2017 roku. Wówczas informowano o dwóch bateriach. Nie wiadomo wiele więcej. Proca Dawida nie stała się jeszcze nigdy szerszego zainteresowania mediów, ponieważ do tej pory prawdopodobnie użyto jej bojowo tylko raz. W 2018 roku wystrzelono dwie antyrakiety Stunner w kierunku dwóch rakiet nadlatujących z Syrii, które ostatecznie nie sięgnęły jednak granicy.

Oficjalna wizyta prezydenta Izraela Reuven Rivlina w zakładach koncernu Rafael, produkującego antyrakiety systemu Żelazna Kopuła i Proca Dawida. Pierwszy jest na górze, drugi tuż pod nimOficjalna wizyta prezydenta Izraela Reuven Rivlina w zakładach koncernu Rafael, produkującego antyrakiety systemu Żelazna Kopuła i Proca Dawida. Pierwszy jest na górze, drugi tuż pod nim Fot. domena publiczna

Palestyńczycy nie mają natomiast możliwości wykorzystania ostatniej z istotnych słabości Żelaznej Kopuły, czyli sektorowości. To pojęcie oznacza tyle, że cały system jest skupiony na obronie przed rakietami nadlatującymi z określonego kierunku. W kontekście konfliktu z Palestyńczykami to nie problem. Strefa Gazy się nie ruszy, więc wiadomo, skąd będą nadlatywały palestyńskie rakiety. Podobnie nie ruszą się ich cele, czyli izraelskie miasta. Baterie Iron Dome są więc stawiane na trasie ich lotu i mogą skupiać się na tylko jednym kierunku. Takie ograniczenie miałoby znacznie większe znaczenie podczas normalnej wojny, kiedy różnego rodzaju rakiety manewrujące mogłyby nadlatywać z różnych kierunków. Dodatkowo Żelazna Kopuła ma mieć problemy z przechwytywaniem rakiet, które choć nadlatują z odpowiedniego kierunku, to wykonują drobne manewry w celu zmylenia obrony. Takiej technologii Palestyńczycy jednak też nie posiadają.

Ogólnie rzecz biorąc, Żelazna Kopuła jest systemem idealnie skrojonym pod sytuację Izraela. Widać to po jej ograniczeniach. W sytuacji normalnej wojny na pełną skalę, jego użyteczność byłaby ograniczona. Pełnoprawne wojsko nie miałoby problemu z przełamaniem obrony przy pomocy masy prostych pocisków niekierowanych (bateria czterech wyrzutni wspomnianego radzieckiego systemu Grad jest w stanie 20 sekund odpalić 160 pocisków na odległość 20 km) albo bardziej skomplikowanych kierowanych czy dronów, z którymi Żelazna Kopuła też niespecjalnie sobie radzi. Z palestyńskim zagrożeniem wyraźnie sobie jednak radzi. I nie ma tu wielkiego znaczenia fakt, że jedna antyrakieta Tamir to koszt prawdopodobnie kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Załadowanie całej baterii to kilka milionów. To nie jest wielka cena jak za wytrącenie Palestyńczykom z rąk jej jedynej broni, którą mogliby skutecznie szantażować Izrael.

Zobacz wideo
Więcej o: