Biden wydał oświadczenie ws. sankcji wobec Rosji. "Jestem przygotowany na podjęcie dalszych kroków"

- Jeżeli Rosja będzie wpływała na naszą demokrację, jestem przygotowany na podjęcie dalszych kroków - mówił w czwartek prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden, komentując nałożone przez USA na Rosję sankcje. Podkreślił jednak, że chce budować z Rosjanami stabilne relacje. W tym celu zaproponował Władimirowi Putinowi udział we wspólnym szczycie.

- Rozmawiałem w tym tygodniu z prezydentem Rosji Władimirem Putinem o charakterze naszych relacji, relacji między naszymi krajami. Byłem otwarty i pełen szacunku, taka też była rozmowa - stwierdził Joe Biden. Jak dodał, już w trakcie kampanii prezydenckiej zapowiadał, że będzie reagował na próby wpływania na wyniki wyborów w Stanach Zjednoczonych. - Nie możemy pozwolić na to, by zewnętrzna siła bezkarnie wpływała na proces wyborczy - zaznaczył.

Joe Biden przyznał również, że kiedy Władimir Putin zadzwonił do niego w styczniu z gratulacjami po wyborach prezydenckich, zapowiedział mu, że jego administracja będzie przyglądała się kwestiom działań Rosji.

- Kiedy rozmawialiśmy w tym tygodniu, powiedziałem prezydentowi Putinowi, że będziemy odpowiadać [na ich działania - red.] w sposób proporcjonalny, ponieważ okazało się, że wpływali na wybory prezydenckie, a atak hakerski na SolarWinds był całkowicie niedopuszczalny - skomentował.

Prezydent Stanów Zjednoczonych zapowiedział, że "nie chce doprowadzać do eskalacji i do konfliktu z Rosją". - Chcemy stabilnych stosunków. Jeżeli Rosja będzie wpływała na naszą demokrację, jestem przygotowany na podjęcie dalszych kroków w odpowiedzi na te działania - mówił.

Joe Biden przekazał również, że zaproponował spotkanie Władimirowi Putinowi latem w Europie, "aby przedyskutować szereg kwestii". Jak dodał, trwają w tej kwestii rozmowy obu administracji. - Moglibyśmy przedyskutować najważniejsze wyznania globalne, w tym np. zagrożenia nuklearne ze strony Iranu i Korei Północnej, pandemia i kryzys klimatyczny - wyjaśnił.

Prezydent Stanów Zjednoczonych w rozmowie z Władimirem Putinem wyraził zaniepokojenie zwiększanie sił rosyjskich na granicy z Ukrainą i na Krymie.

Zobacz wideo „Ogon merda psem”? Jan Maria Jackowski ocenia sytuację w Zjednoczonej Prawicy

Sankcje USA wobec Rosji

Stany Zjednoczone zdecydowały o wydaleniu 10 rosyjskich dyplomatów i wprowadzeniu nowych sankcji wobec Moskwy. Dyrektywę w tej sprawie podpisał prezydent Joe Biden. Sankcje są odpowiedzią na rosyjską ingerencję w amerykańskie wybory, cyberataki, łamanie praw człowieka i okupację Krymu.

"Stawialiśmy sprawę jasno, zarówno publicznie, jak i kanałami prywatnymi, że będziemy bronić naszych interesów narodowych i rząd Rosji zapłaci cenę za próby wyrządzenia nam szkody" - napisał Joe Biden w oświadczeniu towarzyszącym wprowadzeniu sankcji.

USA nakładają sankcje na RosjęBiały Dom: USA nakładają sankcje na Rosję

W liście do Kongresu prezydent USA napisał, że działania Kremla stanowią nadzwyczajne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Joe Biden wskazał m. in. na rosyjskie próby zakłócenia demokratycznych wyborów, ataki hackerskie na USA i ich sojuszników, łamanie prawa międzynarodowego i naruszanie integralności terytorialnej innych państw.

Poza wydaleniem 10 dyplomatów rząd Joe Bidena nałożył sankcje na 32 podmioty i osoby fizyczne odpowiedzialne za kampanię dezinformacji. Dodatkowo Stany Zjednoczone wraz z Wielką Brytanią, Unią Europejską, Kanadą i Australią objęły sankcjami osiem podmiotów i osób fizycznych związanych z okupacją Krymu. Departament skarbu USA rozszerzył zakaz zakupu obligacji państwowych od rosyjskiego banku centralnego przez amerykańskie instytucje finansowe. "Stany Zjednoczone są przywiązane do bezpieczeństwa własnego i sojuszników oraz partnerów. Nasze działania podkreślają przywiązanie do tej podstawowej zasady" - stwierdził Biały Dom.

Władimir PutinRosja zapowiada odwet za sankcje nałożone przez USA

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oświadczył, że Moskwa odpowie proporcjonalnie na działania Waszyngtonu. Rzeczniczka MSZ Marija Zacharowa zapowiedziała, że amerykańskiego ambasadora czeka trudna rozmowa, a konsekwencje postępowania kierownictwa Stanów Zjednoczonych będą „nieodwracalne”.