Im więcej nagrań rosyjskich czołgów, im więcej gróźb, tym mniejsza szansa na wojnę [TAKA CIEKAWOSTKA]

Duże ruchy rosyjskich wojsk, nagrania pociągów wyładowanych czołgami, wzmożone walki w Donbasie, podnoszące napięcie groźby obu stron. Miniony tydzień minął pod znakiem niepokoju, czy nie szykuje się kolejna gorąca faza wojny na Ukrainie. Jednak paradoksalnie, im więcej się o tym mówi, tym ryzyko mniejsze.

- Duży szum medialny towarzyszący ostatnim ruchom wojsk wskazuje, że właśnie taki szum jest ich celem. Na wojnę Rosja rusza inaczej - uważa Konrad Muzyka, analityk firmy Rochan Consulting, zajmujący się między innymi obserwacją rozmieszczenia i ruchów rosyjskiego wojska.

Narastające emocje

Napięcie pomiędzy Rosją a Ukrainą rośnie już od tygodni. 26 marca Kijów poinformował, że w ostrzale przeprowadzonym na linii zawieszenia broni w Donbasie zginęło czterech ukraińskich żołnierzy. Według władz ukraińskich, łącznie od początku roku zginęło ich 20, a kolejnych kilkudziesięciu zostało rannych. W następnych dniach obie strony intensywnie się ostrzeliwały, pomimo formalnego zawieszenia broni. Obserwatorzy misji OBWE notowali nawet po kilkaset incydentów na dobę.

Jednocześnie zaczęły się pojawiać informacje o dużych ruchach rosyjskich wojsk w pobliżu granic z Ukrainą, zarówno na okupowanym Krymie, jak i w rejonie Rostowa nad Donem, w pobliżu Donbasu. Do sieci trafił szereg nagrań mających przedstawiać pociągi wiozące znaczne ilości ciężkiego sprzętu. O ruchach wojsk i ich koncentracji zaczęli informować Ukraińcy. W piątek pojawiły się nagrania przelotu kilkunastu rosyjskich śmigłowców w pobliżu granicy. Dodatkowo Rosjanie ogłosili szeroko zakrojone sprawdziany gotowości oddziałów w europejskiej części kraju.

Pociąg z jednostką rosyjskiej artylerii na moście prowadzący na Krym

Jednak jeszcze wcześniej, w pierwszym tygodniu marca, do sieci trafiły nagrania ukraińskich pociągów wiozących ciężki sprzęt, w tym czołgi, transportery opancerzone i artylerię. Według autorów miały one zmierzać w kierunku Donbasu. W połowie miesiąca ukraińskie wojsko oficjalnie poinformowało o podniesieniu gotowości swoich sił na południowym-wschodzie kraju. Analogiczne decyzje mieli podejmować wspierani przez Rosjan separatyści. Kijów oskarżał Moskwę, że dostarczyła im ostatnio dodatkowy sprzęt. Wysłannicy OBWE zaobserwowali natomiast kilkadziesiąt ukraińskich czołgów poza wyznaczonymi rejonami stacjonowania.

Transport ukraińskich czołgów w Donbasie

Według dziennika "New York Times", wzrost napięcia i niepewna sytuacja skłoniła dowództwo sił USA w Europie do podniesienia około tygodnia temu stanu alarmu do najwyższego, co oznacza "bliskie ryzyko kryzysu". Nie chodzi przy tym o podniesienie gotowości całych sił USA w Europie do działań bojowych, ale o maksymalne zintensyfikowanie obserwacji na granicy Rosji i Ukrainy. Zaniepokojenie Amerykanów miało wywołać zwłaszcza pozostanie w strefie przygranicznej około czterech tysięcy rosyjskich żołnierzy po zakończeniu przez nich tydzień temu ćwiczeń. Pomimo tego Amerykanie twierdzą, podobnie jak Ukraińcy, że przynajmniej na razie Rosjanie wydają się rzeczywiście ćwiczyć.

Zobacz wideo

Przygotowań do prawdziwej inwazji nie byłoby tak widać

- Jestem zwolennikiem koncepcji, że Rosja idzie na wojnę, kiedy traci kontrolę polityczną w danym regionie i zagrożone są jej interesy. Teraz nie widać takiego zagrożenia - stwierdza Muzyka. Jego zdaniem wspomniane przez Amerykanów cztery tysiące żołnierzy to siły zdecydowanie za małe do przeprowadzania poważnej ofensywy. Krążące po sieci nagrania transportów wojskowych pokazują natomiast jasno, że w ruchu są stosunkowo małe oddziały.

Analityk dodaje, że Rosja, szykując się do wojny, stara się osiągnąć strategiczne zaskoczenie. Obserwowane teraz otwarcie ruchy wojska pozbawiły jej tej możliwości. Zwłaszcza, że są one prowadzone tak, jakby miały zostać dostrzeżone. W pełnym słońcu. - Przed wojną w 2014 roku skala tak zwanej maskirowki (działań mających zmylić przeciwnika co do intencji - red.) była nieporównywalnie większa. Odbyły się duże ćwiczenia i zmobilizowano znaczne siły. Podniesiono stan gotowości w wojskach lotniczych i przeciwlotniczych. Zorganizowano patrole bojowe samolotów wzdłuż ukraińskich granic. Teraz nie ma takiej skali - mówi Muzyka.

W 2014 roku masowe ruchy wojska w pobliżu granicy z Ukrainą okazały się być właśnie maskirowką do błyskawicznego opanowania Krymu przy pomocy wojsk powietrznodesantowych. - To właśnie one służą do przeprowadzenia pierwszych, zaskakujących działań. Ich ruchy bardzo trudno śledzić, ponieważ mogą się odbywać wyłącznie powietrzem. Po prostu pewnego dnia byśmy się obudzili i okazałoby się, że w nocy do Donbasu przerzucono samolotami cztery pułki powietrznodesantowe - opisuje Muzyka.

- Biorąc to wszystko pod uwagę jestem zdania, że Rosjanie teraz nie szykują się do wojny, ale raczej dokonują demonstracji - stwierdza analityk.

Taka Ciekawostka. Ile Rosjanie wydają na zbrojeniaRosjanie zbroją się bardziej, niż pokazują statystyki

Sprawdzanie, czy Biden potrafi więcej niż mówić

Demonstracja wydaje się być skuteczna biorąc pod uwagę skalę reakcji. Sytuacja na Ukrainie już od lat nie wzbudza emocji światowych mediów i jedynie incydentalnie jest poruszana na ich łamach. W ostatnim tygodniu to się zmieniło. Zaangażowali się też Amerykanie, wysyłając sygnał o swoim wsparciu dla Ukrainy. W minionym tygodniu kolejno do swoich ukraińskich odpowiedników zadzwonili szef Departamentu Obrony, Departamentu Stanu i doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa. Cała święta trójca mająca kluczowe znaczenie w polityce zagranicznej USA. Wreszcie w piątek do ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego zadzwonił sam Joe Biden. Wszyscy deklarowali amerykańskie wsparcie dla Ukrainy. Dodatkowo Szef Kolegium Połączonych Sztabów, najwyższy rangą oficer wojska USA, rozmawiał ze swoim rosyjskim odpowiednikiem, Szefem Sztabu Generalnego. Nie wiadomo, o czym konkretnie, ale mieli "poruszyć tematy stanowiące przedmiot obaw obu stron".

Ze swojej strony Rosjanie twierdzą, że nikt nie powinien się czuć zagrożony ruchami ich wojsk, bo są stricte defensywne, no i Rosja ma pełne prawo robić na swoim terytorium co tylko chce. - Na obrzeżach rosyjskich granic panuje wzmożona aktywność NATO, innych sojuszy i poszczególnych państw. Musimy być czujni - stwierdził rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskow. Jednocześnie szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow przestrzegł, że niesprecyzowani politycy, którzy wywołaliby nową wojnę w Donbasie, doprowadziliby do "zniszczenia" Ukrainy. - Wojskowi rozumieją szkodliwość każdego działania, które prowadziłoby do otwartej wojny. Mam nadzieję, że nie zostaną do niej popchnięci przez polityków, których z koeli podburzy Zachód pod przywództwem USA - oznajmił.

Tak się złożyło, że w czwartek w rosyjskich mediach pojawiły się oskarżenia ze strony przedstawiciela firmy budującej gazociąg Nord Stream 2 na Bałtyku. Statki prowadzące prace mają być nękane przez polskie samoloty, okręty i statki. W sieci pojawiły się nagrania przelotów maszyny patrolowej M-28 Bryza i jednego z okrętów typu Lublin. Do tego niewyraźne zdjęcie jakiegoś okrętu podwodnego na powierzchni oraz rzekomego taranowania w wykonaniu polskiego kutra rybackiego.

Polski samolot patrolowy, rzekomo sfilmowany z pokładu jednostki biorącej udział w budowie gazociągu Nord Stream 2

W odpowiedzi na pytania Gazeta.pl rzeczniczka Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych kmdr ppor. Anna Maciejowska-Krześniak potwierdziła, że samoloty M-28 wykonują loty patrolowe nad Bałtykiem a jeden z okrętów typu Lublin znalazł się w rejonie prac. - Marynarka Wojenna RP nie prowadzi jednak żadnej działalności prowokacyjnej i realizuje swoje statutowe zadania zgodnie z prawem międzynarodowym. Nie mają one na celu zakłócania działalności jakichkolwiek podmiotów cywilnych - stwierdziła.

Część analityków jest zdania, że ta obecna wojna nerwów pomiędzy Rosją, Ukrainą i Zachodem ma wiele wspólnego z nową amerykańską administracją. Do tej pory Biden i jego współpracownicy deklarowali zdecydowany kurs w relacjach z Moskwą. Prezydent USA nazwał nawet Władimira Putina mordercą, co wywołało spore poruszenie na Kremlu. Za słowami szło jednak niewiele konkretów. Być może Rosja postanowiła sprawdzić, jak Amerykanie poradzą sobie z prawdziwą presją.

Jednocześnie Kreml wywiera mocną presję na Ukraińców, prowokując ich do błędu na linii zawieszenia broni. Na przykład do zdecydowanej odpowiedzi na atak separatystów, którą mogliby potem przedstawiać jako "niesprowokowaną agresję" ukraińskiego wojska. To obecnie największe ryzyko. Wojny nie wybuchają z powodu pomyłek. Pomyłki są tylko wygodnym pretekstem.

Rosyjska symulacja eksplozji jądrowejEfekty bomby jądrowej, ale bez wybuchu