Białoruś. Wyciekły nagrania z tajnych archiwów. "Po raz pierwszy widzimy brutalność milicji na taką skalę"

Latem zeszłego roku Alaksandr Łukaszenka po raz kolejny wygrał wybory prezydenckie, które przez wielu obywateli i opozycję zostały uznane za sfałszowane. Mimo tego po raz kolejny ogłosił się przywódcą Białorusi. Na terenie kraju doszło do protestów, które z rozkazu prezydenta były tłumione przez milicję. Telewizja CNN otrzymała materiały, które wyciekły z tajnych białoruskich archiwów.

Białorusini, którzy nie zgadzają się z polityką Łukaszenki, próbują uciekać z kraju przed więzieniem i brutalnym traktowaniem. Przez wiele miesięcy protestowali na ulicach Mińska i innych miast przeciw autokratycznym rządom. CNN otrzymała od byłych białoruskich milicjantów nagrania, na których wyraźnie widać skalę nadużyć wobec opozycjonistów. Materiały wideo pochodzą z zasobów własnych funkcjonariuszy oraz milicyjnych tajnych archiwów.

Zobacz wideo Starcia na Białorusi po sekretnym zaprzysiężeniu Łukaszenki

Represje i tortury - to czeka Białorusinów sprzeciwiających się rządzącym

Na materiałach dostarczonych CNN często widać zaciekłość milicji wobec nieuzbrojonych demonstrantów. Uchwycono, m.in. jak białoruscy funkcjonariusze agresywnie zatrzymywali protestujących jadących samochodem. Do zdarzenia doszło 13 września 2020 r. Materiał filmowy pokazuje brutalne wyrywanie demonstrantów z samochodu, a następnie kopanie ich, pałowanie, a nawet mierzenie do nich z broni.

Kamera milicyjna pokazuje, że niektórzy z mężczyzn w czasie akcji milicji krwawili, ich twarze były wręcz wbijane w asfalt. Część z nich została oznaczona czerwoną farbą. To symbol białoruskiej milicji, który ułatwia ocenę protestujących w areszcie. Oznacza, że takie osoby zasługują na najgorsze traktowanie.

"Przeciął moją bieliznę tym nożem"

Nie tylko tortury czy pobyt w areszcie - białoruska milicja jest często oskarżana przez demonstrujących o napaści na tle seksualnym. Takie oskarżenia składały zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Jeden z protestujących z Mińska, Andrej, powiedział CNN, że został zgwałcony policyjną pałką. Wszystko po to, by zmusić go do podania hasła do telefonu. Milicja chciała w ten sposób uzyskać kontakt do innych demonstrantów. Gdy Andrej nie chciał odblokować smartfona, usłyszał jak jeden z funkcjonariuszy prosi drugiego o prezerwatywę. 

-  Po prostu znowu mnie uderzyli. W tym czasie prawdopodobnie doznałem urazu mózgu, ponieważ zacząłem odczuwać zawroty głowy. W ogóle było ciężko się poruszać. Przeciął moją bieliznę nożem. Ponownie poprosił mnie o podanie hasła. Znowu odmówiłem, a potem zrobił to, co zrobił - powiedział mężczyzna. - Po raz pierwszy widzimy brutalność milicji na taką skalę. Dotknęło to prawie każdą rodzinę na Białorusi - dodał Andrej. 

Masowe aresztowania, wybite zęby i granaty ogłuszające

Na filmach udostępnionych przez byłych funkcjonariuszy milicji widać m.in. scenę z białoruskiego komisariatu z października 2020 r. Dziesiątki protestujących stało w korytarzu, ich twarze były zwrócone do ściany, głowy pochylone. Niektórzy z nich krwawili, cierpieli z powodu pobicia lub odczuwali skutki gazu łzawiącego. To jednak nie wszystko - jednemu mężczyźnie wybito aż siedem zębów.  

Na materiale widać młodego człowieka leżącego na podłodze. Jest nieprzytomny. Według informacji udzielonych CNN wiemy, że prawdopodobnie miał atak epilepsji. Milicja kopała go, by sprawdzić, czy reaguje.

Jedną z osób, które tego dnia przebywały na komisariacie, jest Anya, która próbowała uciekać przed ogłuszającymi granatami rzucanymi w kierunku protestujących. Na nagraniu wideo widać moment, gdy jeden z nich wybucha obok młodej kobiety. Dziewczyna trafiła do szpitala, gdzie umieszczono ją nieopodal mężczyzny ze złamanym biodrem - milicja biła go tak długo, aż noga nie wytrzymała.

- Zaczęłam krzyczeć, że potrzebuję pomocy - powiedziała. - Siedem osób weszło do pokoju. Wszyscy spojrzeli na mnie i na moje ciało - dodaje. Lekarze zapewnili dziewczynie podstawowe leczenie i poinformowali milicję o miejscu pobytu kobiety. Gdy wróciła do domu, funkcjonariusze do niej zadzwonili, grożąc, że po nią przyjdą. Razem z matką Anya uciekła na Ukrainę.

Wolał przemierzyć rzekę wpław, niż nadal mieszkać na Białorusi 

Dla niektórych Białorusinów jedyną szansą na normalność jest ucieczka z przesiąkniętego dyktaturą kraju. Jedni próbują wydostać się pieszo, inni przez rzekę Dniepr na terytorium Ukrainy. Jedną z osób, która wybrała drogę ku wolności przez wodę, jest Siergiej [imię zmienione - red.]. Mężczyzna poprosił CNN, aby nie ujawniała szczegółów jego historii ani prawdziwej tożsamości. Chciał, tylko aby rodzina, którą pozostawił na Białorusi, wiedziała, że jest już bezpieczny.

Siergiej był wielokrotnie zatrzymywany i przeszukiwany. W zeszłym roku białoruska milicja pobiła go, ponieważ protestował przeciwko zwycięstwu Alaksandra Łukaszenki. Mężczyzna wiedział, że uratować go może jedynie ucieczka. Postanowił nielegalnie dostać się na teren Ukrainy. Ubrany w piankę do nurkowania oraz płetwy w sylwestra postanowił, że nadszedł czas, by przepłynąć Dniepr.