Oni też mieli spektakl z samolotem, a teraz pandemia kończy się akurat na wybory. Czwarte w dwa lata

Benjamin Netanjahu wszem i wobec ogłasza, że dzięki niemu Izrael wygrał z pandemią. Znoszone są kolejne obostrzenia i życie wraca do normalności. Na tej fali premier chce wygrać wybory. Czwarte w ciągu dwóch lat. Jego krytycy twierdzą, że zbytnio się pośpieszył z deklarowaniem zwycięstwa w walce z wirusem.

Nie da się zaprzeczyć, że Izrael jest mistrzem świata w szczepieniach. Już połowa populacji otrzymała obie dawki szczepionki firmy Pfizer. Wskaźniki zachorowań i zgonów z powodu koronawirusa gwałtownie spadają. Zniesiono większość obostrzeń i życie znów zaczyna przypominać to sprzed pandemii. Sklepy i restauracje działają, ludzie siedzą w restauracjach i barach, bawią się na ulicach. Przebłysk normalności.

Zobacz wideo

Bibi nie odpuszcza

Netanjahu ma nadzieję, że właśnie to mu da zwycięstwo w już czwartych wyborach w ciągu dwóch lat. Od 2019 roku robi co może, aby utrzymać się na powierzchni jako premier i jednocześnie uniknąć więzienia w związku z ciążącymi na nim zarzutami o korupcję. W maju 2020 roku rozpoczął się długo odwlekany proces i urzędujący premier stawia się jednocześnie na rozprawy w sądzie jako osoba oskarżona. To precedensowa sytuacja. Prawo nie wymaga od Netanjahu ustąpienia ze stanowiska premiera do momentu końca procesu i wyczerpania wszelkich możliwych odwołań oraz apelacji, choć nie może obejmować stanowisk ministerialnych.

Gdyby teraz stracił stanowisko premiera, to najpewniej zakończyłaby się jego kariera polityczna i znacznie wzrosłyby szanse na zostanie skazanym. Utrzymanie się na stanowisku ma więc dla niego znaczenie kluczowe. Problem w tym, że nie jest w stanie zdobyć wśród Izraelczyków dość poparcia, aby stworzyć stabilny większościowy rząd. Nie są też w stanie zrobić inne partie. Efektem są niestabilne krótkotrwałe koalicje, rządy mniejszościowe, ciągły kryzys polityczny i karnawał wyborów, które przyprawiają Izraelczyków o nudności, ale pozwalają Netanjahu pozostać na powierzchni.

Kolejne głosowanie odbędzie się we wtorek. Sondaże po raz kolejny nie dają nadziei na przełom. Partia Likud przewodzona przez Netanjahu może dostać około 30 miejsc w liczącym 120 miejsc Knesecie, izraelskim parlamencie. Do samodzielnych rządów potrzebuje ich jednak ponad dwa razy tyle. Muszą więc pochodzić od szeregu mniejszych partii, głównie konserwatywnych i reprezentujących społeczność ortodoksyjną. Problem w tym, że według sondaży nie jest pewne, czy one uzbierają razem te około 30 głosów. W ostatnich dniach Likud i jego potencjalni koalicjanci zyskiwali w sondażach, ale nadal nie widać wyraźnej przewagi.

Sprawa jest więc ponownie na ostrzu noża. I nie jest wykluczone, że Izraelczyków będą czekały piąte wybory na przestrzeni dwóch lat. Problem w tym, że izraelska polityka zmieniła się obecnie w plebiscyt popularności rządzącego od 2009 roku Bibiego, jak o Netanjahu mówią jego zwolennicy. Premier jest bardzo wyrazistą i kontrowersyjną postacią. Ma więc tylu zwolenników, ile przeciwników, a zawieranie szerokich koalicji w Knesecie jest dla niego trudne, bo niewiele partii jest gotowych na współpracę z nim.

- Kolejne wybory odbywają się tylko i wyłącznie z powodu prywatnych interesów Netanjahu. Nie znam żadnego poważnego komentatora, który powiedziałby, że jest inaczej - stwierdził w rozmowie z "New York Times" profesor Gayil Talshir, politolog z Uniwersytetu Jerozolimskiego.

Jeden z punktów szczepień w mieście Ramat Gan w IzraeluIzrael szczepi rekordowo dużo. Jaka jest tajemnica sukcesu

Ten, który sprowadził szczepionki

Wyraźnym zamysłem Netanjahu na te wybory było osiągnięcie sukcesu w kampanii szczepień. Początkowo Izrael radził sobie z pandemią relatywnie kiepsko, osiągając jedne z najwyższych wskaźników zakażeń i zgonów na tysiąc mieszkańców wśród krajów rozwiniętych. Kolejne lockdowny (niedawno skończył się trzeci), tak jak wszędzie wywołały wielkie problemy gospodarcze i zmęczenie społeczeństwa. Przyszłość nie wyglądała różowo dla Netanjahu, który rok temu przystał nawet na utworzenie koalicji rządzącej ze swoim największym rywalem, Benny Gantzem. Miało to być coś w rodzaju rządu ocalenia narodowego w obliczu pandemii.

Bardzo ułomna, ale jednak współpraca, utrzymała się do grudnia 2020 roku. Koalicja została zerwana z powodu niemożności dogadania się na temat budżetu. Zwolennicy Netanjahu powiedzą, że to z powodu niezdolnego do kompromisu Gantza. Przeciwnicy stwierdzą jednak, że premier zdecydował się ostatecznie zerwać koalicję, ponieważ pojawiła się realna szansa na sukces, który można przekuć w sukces wyborczy, czyli szczepionki. Dzięki temu Netanjahu nie musiał też oddać władzy Gantzowi na jesieni, co zakładała umowa koalicyjna.

Na szczęście Izraelczyków, Bibi zajął się szczepionkami tak, jakby od tego zależała cała jego kariera polityczna. I rzeczywiście w znacznej mierze zależy. Od początku całą kampanię szczepień starał się przedstawiać jako swoje dzieło. Swój sukces. I nadal to robi. Tak mówił na jednym z ostatnich wieców.

Jesteśmy mistrzami świata w walce z koronawirusem. Sprowadziłem miliony dawek szczepionki i sprowadzę kolejne miliony!

Wręcz w minionym tygodniu Centralna Komisja Wyborcza zakazała mu stosować w kampanii sformułowania "Powrót do życia", które jest też filarem kampanii promującej szczepionki prowadzonej przez Ministerstwo Zdrowia. Uznano, że Likud i Netanjahu "wykorzystują dobro publiczne" do promocji.

Nie zabroniono jednak premierowi i jego partii organizować wystąpień w miejscach szczepień. Netanjahu od początku intensywnie promuje szczepienie się i regularnie pojawia się w takich miejscach. Sam był pierwszym Izraelczykiem, który szczepionkę przyjął. Uczynił to przed kamerami w połowie grudnia. Nie można mu odmówić, że odegrał w promowaniu szczepień zdecydowanie pozytywną rolę.

On sam rysuje się też na tego, bez którego w ogóle nie byłoby możliwe zapewnienie takiej skali dostaw szczepionek. Izrael postawił w tym temacie na jednego konia, amerykański koncern Pfizer. Netanjahu twierdzi, że to dzięki jego ciągłemu kontaktowi z firmą, a zwłaszcza z jej szefem, Albertem Bourla, udało się zapewnić szybkie dostawy milionów szczepionek. Bourla, jako syn ocalonych z Holokaustu, jest bardzo pozytywnie nastawiony do Izraela, oraz najwyraźniej do Netanjahu. W wywiadzie dla izraelskich mediów wypowiadał się o nim w superlatywach, podkreślając niezłomną postawę premiera, który było gotów do rozmów nawet w środku nocy i dzwonił do niego kilkadziesiąt razy.

Izraelczycy mieli też swój spektakl pod tytułem "Premier wita samolot transportowy". I to nie raz. Netanjahu organizował wystąpienia na tle maszyn dostarczających z USA szczepionki i w grudniu i w styczniu.

Goławska o niepożądanych odczynach: 2172 po szczepionce Pfizer, 49 po Modernie, 1446 po AstraZenecaMinisterstwo o niepożądanych odczynach. Najwięcej po szczepionce Pfizera

Koniec pandemii akurat przed wyborami

Teraz w narracji premiera Izrael już "wygrał" z koronawirusem. Dowodem na to jest życie wracające na stare tory. Krytycy Netanjahu twierdzą jednak, że trudno mówić o "wygranej", kiedy wirus zabił około sześć tysięcy Izraelczyków. Co więcej "wygrana" i zniesienie obostrzeń to według nich przede wszystkim zamówienie polityczne premiera. Liczba zakażeń owszem wyraźnie spada, ale w przeliczeniu na milion mieszkańców dopiero w ostatnich dniach spadła do poziomu porównywalnego z USA czy Wielką Brytanią (Polska w związku z gwałtownie narastającą trzecią falą w przeciągu ostatnich dwóch tygodni gwałtownie wyprzedziła Izrael). Dodatkowo krytycy wskazują na duże niebezpieczeństwo związane ze zniesieniem ograniczeń odnośnie liczby osób przybywających zza granicy. Chodzi zwłaszcza o ryzyko zawleczenia do Izraela nowych wariantów koronawirusa, wobec których szczepionka Pfizera może być mniej skuteczna.

Dużo emocji wywołuje też wątek kar za łamanie restrykcji epidemicznych przez społeczność ultraortodoksyjnych Żydów. Sankcje były dość łagodne, zwłaszcza jak na skalę łamania obostrzeń przez społeczność ortodoksów, którzy powszechnie nie uznają wielu zasad świeckiego państwa Izrael. Według krytyków Netanjahu, kary ustanowione przez rząd były celowo łagodne, aby zaskarbić sobie przychylność partii reprezentujących ortodoksów. Tych, które mogą mieć duże znaczenie w tworzeniu koalicji rządowej.

Dopiero w najbliższych tygodniach okaże się, czy to wszystko pozwoli Netanjahu stworzyć upragnioną większość rządzącą. Po wyborach będzie miał cztery na negocjacje z innymi partiami i stworzenie rządu. Jest jednak niemal pewne, że to będzie trudne zadanie. Bibi zdołał bardzo skutecznie podzielić Izrael i nic nie wskazuje na to, aby sukces kampanii szczepień jakoś istotnie to zmienił. Choć Izraelczycy są mu za to wdzięczni, to nie zapomnieli, kim jest i co robił wcześniej.

Zobacz wideo
Więcej o: