Turcja wypowiedziała konwencję stambulską. "Druzgocące", "rząd jest współwinny śmierci kobiet"

Władze Turcji wypowiedziały konwencję stambulską, czyli dokument Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Decyzję ogłoszono w miejscowym dzienniku ustaw, bez podania uzasadnienia. "Druzgocące", "krok wstecz"- to niektóre z komentarzy.

Dekret o wypowiedzeniu konwencji stambulskiej, która chroni ofiary przemocy domowej, podpisał prezydent kraju, Recep Tayyip Erdogan. Z kolei turecka szefowa resortu rodziny, pracy i polityki społecznej Mehra Zumrut stwierdziła na Twitterze, że konwencja nie jest potrzebna, bo prawa kobiet w Turcji "są zagwarantowane w krajowych przepisach, w tym w samej konstytucji".

Nasz wymiar sprawiedliwości jest wystarczająco dynamiczny i silny, by wprowadzić nowe przepisy, jeśli zajdzie taka potrzeba

- dodała.

Zobacz wideo Konwencja stambulska. Dlaczego Ziobro chce ją wypowiedzieć?

Turcja wypowiedziała konwencję stambulską. "Druzgocące, krok wstecz"

Przedstawiciele rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju przed wypowiedzeniem konwencji wielokrotnie mówili, że dokument podważa tradycyjny model rodziny. Ich zastrzeżenia budzi też wspomniana w konwencji równość płci, zarzucali też dokumentowi promocję homoseksualizmu.

Sekretarz generalna Rady Europy Marija Pejczinović-Burić uznała decyzję Turcji za "druzgocącą" wiadomość i "krok wstecz" w walce z przemocą wobec kobiet. W mediach społecznościowych przybywa wpisów pod hasłem "pomóżcie Turczynkom". "Pomóżcie tureckim kobietom. Dziś zniesiono konwencję o zapobieganiu przemocy, nie ma już dla nas żadnego bezpieczeństwa" - brzmią niektóre z nich. 

"Po długiej kampanii mizoginii i nienawiści przeciwko LGBT, Turcja wypowiada konwencję stambulską o zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Tymczasem 77 kobiet zginęło w pierwszych 78 dniach tego roku. Rząd jest współwinny ich śmierci" - napisała Deniz Yüksel z Amnesty International. 

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia, 38 procent kobiet w Turcji było obiektem przemocy ze strony partnera. Tureckie władze nie udostępniają oficjalnych statystyk w tej sprawie.

Konwencję stambulską podpisano w 2011 roku w Stambule, a Turcja była pierwszym krajem, który ją ratyfikował. Zadaniem dokumentu jest stworzenie ram prawnego przeciwdziałania przemocy domowej (w szczególności tej, która dotyka kobiety - w konwencji jasno to zaznaczono, bo według statystyk to właśnie kobiety są poszkodowane przez sprawców przemocy kilkukrotnie częściej, niezależnie od kraju; co nie znaczy, że dokument nie chroni także mężczyzn), "położenie kresu bezkarności sprawców" i ochronę ofiar. Zapisy konwencji wskazują również, że przemoc domowa nie jest sprawą prywatną, a państwa mają obowiązek działać aktywnie na rzecz jej zapobiegania. Dotychczas podpisały ją wszystkie kraje Rady Europy z wyjątkiem Azerbejdżanu i Rosji. Dokument ratyfikowały 34 z nich.

"Polska zmierza w tym kierunku"

W Polsce konwencja obowiązuje od 1 sierpnia 2015 roku. W ostatnim czasie o jej wypowiedzenie apelował m.in. minister sprawiedliwości i prokurator generalny, Zbigniew Ziobro. Wskazywał na te same argumenty, m.in. na rzekomą niezgodność treści konwencji z polską konstytucją. 

Sprawę wypowiedzenia konwencji przez Turcję skomentowała m.in. Kamila Gasiuk-Pihowicz. "Turcja wycofała się z Konwencji Stambulskiej. Polska pod rządami PiS zmierza w tym kierunku. Pierwsze czytanie obywatelskiego projektu już było na ostatniej sesji Sejmu. Fakty są takie, że wypowiedzenie będzie zielonym światłem dla domowych oprawców".

Przedstawiciele organizacji Ordo Iuris, która forsuje projekt wypowiedzenia konwencji przez Polskę, posługują się stwierdzeniami, które nie znajdują odniesienia w zapisach dokumentu - wskazują m.in., że konwencja to "manifest o charakterze polityczno-ideologicznym, a nie pomocowym, który promuje wartości szkodliwe dla Polski i polskiego społeczeństwa". Chodzi tu o zapis pierwszego punktu artykułu 12 konwencji, w którym podkreślono, że państwa przystępujące do niej będą działały na rzecz "wykorzeniania praktyk opartych na idei niższości kobiet lub na stereotypowym modelu roli kobiet i mężczyzn". Prowadzi on m.in. do przemocy ekonomicznej, co tłumaczyła w rozmowie z Gazeta.pl prezeska Centrum Praw Kobiet, Urszula Nowakowska. - Bardzo wiele kobiet nie decyduje się na podjęcie decyzji o zgłoszeniu, bo nie ma się gdzie podziać, są zależne ekonomicznie od swoich oprawców. Mówią o tym wprost i pytają: "Co ja zrobię? gdzie ja pójdę? To jego mieszkanie, u rodziców nie ma warunków, abym mogła się tam wprowadzić, a na wynajem mnie nie stać" - wskazywała.

Prawica - z politykami wielu polityków PiS i Zjednoczonej Prawicy na czele - upatruje też w konwencji stambulskiej zagrożenia w postaci bliżej nieokreślonej "ideologii gender". To sformułowanie nie istnieje - nie potwierdzają go żadne źródła naukowe, nie ma go też w żadnym z punktów międzynarodowego dokumentu. W konwencji stambulskiej znalazł się jedynie zapis, że konwencja przeciwdziała przemocy popełnianej ze względu na płeć (tj. kierowanej przeciwko kobietom, ale nie tylko im - w konwencji jasno wskazano, że ofiarami przemocy domowej padają także mężczyźni), a jej wdrożenie jest gwarantowane bez dyskryminacji ze względu pochodzenie, wiek, orientację seksualną, poglądy polityczne, religię, przynależność do mniejszości narodowej czy bez względu na płeć biologiczną bądź kulturowo-społeczną. "Gender", czyli płeć, pojawia się w zapisach konwencji wyłącznie w tym kontekście.

Czytaj więcej: "Brudy pierzcie w domu". Co przeszkadza prawicy w konwencji stambulskiej? [ÓSMY DZIEŃ MIESIĄCA]