Rosjanie rzucają USA dla Chińczyków. Na Księżyc mają prowadzić dwie ścieżki [TAKA CIEKAWOSTKA]

Chiny i Rosja podpisały porozumienie o wspólnym programie lotów na Księżyc. Wywołało to rozczarowanie w NASA. Przynajmniej oficjalnie. Może nie zaczyna się jeszcze drugi wyścig na Księżyc, ale rysuje się już wyraźny podział na dwa główne obozy. Efektem mogą być dwie bazy na Księżycu.

Memorandum o współpracy chińskiej oraz rosyjskiej agencji kosmicznej podpisano na telekonferencji dziewiątego marca. Nie zawiera żadnego szczegółowego harmonogramu misji księżycowych, ale wyraża zamiar współpracy przy ich prowadzeniu. Finałem ma być wspólna budowa bazy na Księżycu lub jego orbicie. Nazwano ją wstępnie Międzynarodowa Księżycowa Stacja Badawcza.

Dotychczas największe osiągnięcie Chińczyków na Księżycu. Sonda Chang'e 5

Zobacz wideo

Na razie wyprawy robotów

Do Chińczyków i Rosjan stojących pod rękę na Księżycu jest jeszcze jednak długa droga. W najbliższych latach Chiny i Rosja będą wysyłać księżycowe misje badawcze oddzielnie. Chińczycy kolejne sondy automatyczne z serii Chang'e a Rosjanie z serii Łuna-Glob, sięgającej korzeniami czasów świetności ZSRR.

Najbliższa chińska misja oznaczona numerem sześć ma zostać wystrzelona w 2023 lub 2024 roku. Będzie bardzo podobna do poprzedniej misji numer pięć, która w 2020 roku z powodzeniem wylądowała na Księżycu, przeprowadziła szereg badań i eksperymentów, oraz zebrała próbki gruntu i dostarczyła je na Ziemię.

Jeśli misja Chang'e 6 zakończy się również powodzeniem, Chińczycy planują przejść do kolejnej fazy swojego programu księżycowego. Chang'e 7 i 8 mają lądować w rejonie księżycowego bieguna południowego. Mają stworzyć coś, co jest wstępnie nazywane "automatyczną bazą Księżycową", co w praktyce będzie oznaczać długotrwałe eksperymenty mające przetestować różne technologie konieczne do założenia bazy dla ludzi w latach 30. Na przykład planowane jest użycie technologii druku 3d i próby użycia księżycowych materiałów do tworzenia przydatnych przedmiotów czy materiałów.

Rosyjska sonda Łuna 25 ma wystartować pod koniec 2021 roku. Przy jej pomocy Rosjanie chcą się na nowo nauczyć tego, co już wiele razy robili w czasach ZSRR, czyli sprawnego lotu i lądowania na Księżycu. Ostatnia radziecka misja Łuna 24 miała miejsce w 1976 roku. Od tego czasu technologie znacznie się zmieniły i konstrukcja współczesnej sondy jest inna, więc wymaga sprawdzenia na nowo. Przy okazji mają zostać przeprowadzone różne eksperymenty naukowe, główne badania gleby księżycowej.

Rosjanie mają już w planach misje Łuna aż do numeru 31. Mają startować co rok-dwa i być mieszanką sond lądujących na Księżycu i pozostających na jego orbicie. Cel jest taki jak w przypadku programu chińskiego - niewielka automatyczna baza Księżycowa, która będzie podstawą do utworzenia bazy załogowej gdzieś w latach 30.

Start rakiety Długi Marsz 5BChiński statek kosmiczny nowej generacji zadziałał

Rosjanie nie są już w stanie działać sami

Problem z rosyjskimi ambicjami jest taki, że brakuje im realnego oparcia w budżecie i technologii. Roskosmos, rosyjska państwowa agencja kosmiczna, dysponuje relatywnie niewielkimi pieniędzmi rzędu dwóch miliardów dolarów rocznie na wszystkie programy cywilne. Na przestrzeni ostatnich lat kwota była systematycznie zmniejszana wobec problemów rosyjskiego budżetu. Dodatkowo wyschły lub wysychają dodatkowe źródła dochodu, które od zimnej wojny utrzymywały na powierzchni rosyjski przemysł kosmiczny. Na rynku wynoszenia satelitów udział Rosjan został praktycznie pochłonięty przez SpaceX Elona Muska, podobnie jak lukratywne kontrakty na wożenie astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną.

Wszystkie cywilne rosyjskie programy kosmiczne zaliczają wieloletnie opóźnienia powodowane brakiem pieniędzy i problemami technicznymi. Także misja Łuna 25, nad którą prace trwają z przerwani od lat 90. Wizja kolejnych sond wyruszających na Księżyc co rok-dwa jest więc raczej z kategorii science-fiction. Współczesny rosyjski program i przemysł kosmiczny są jedynie cieniami tych z czasów ZSRR. Kurs na współpracę z Chinami jest więc rzeczą naturalną. Chiński program kosmiczny nie ruszyłby z miejsca bez rosyjskich technologii i inżynierów kupionych na wielkiej wyprzedaży, jaką była Rosja w latach 90. Od około dekady trwa zauważalne oficjalne zbliżenie agencji kosmicznych obu państw.

Układ jest podobny jak w latach 90. Rosjanie mają jeszcze sporo cennych technologii a przede wszystkim ogromne doświadczenie w zakresie stacji kosmicznych i długotrwałego przebywania w kosmosie (stacja Mir a teraz Międzynarodowa Stacja Kosmiczna, ISS). Chińczycy mają natomiast ogromne środki finansowe, dobrze rozwiniętą rodzinę rakiet nośnych oraz ambicje. Połączenie tych dwóch światów może być jak najkorzystniejsze dla obu stron, choć w sposób nieunikniony to raczej Rosjanie będą przystawką.

Szczątki rakiety na dachu domu na chińskiej prowincjiŚmiertelnie groźne części rakiet spadają na chińskie wioski

Amerykanie wyraźnie na przedzie

NASA wyraziła stonowane rozczarowanie faktem podpisania chińsko-rosyjskiego porozumienia. Już od prawie dekady zakładano amerykańsko-rosyjską współpracę przy eksploracji Księżyca, głównie podczas budowy nowej stacji kosmicznej krążącej wokół niego. Miano przy tym wykorzystać efekty udanej długotrwałej współpracy przy ISS. Rosjanie sygnalizowali jednak w ostatnich latach, że cały program budowy stacji o roboczej nazwie Lunar Gateway (ang. Księżycowa Brama), jest jak na ich gust zbytnio zdominowany przez Amerykanów, którzy kształtują go wyłącznie pod swoje oczekiwania i swój program eksploracji Księżyca o nazwie Artemis. Teraz, wraz z podpisaniem umowy chińsko-rosyjskiej, doszło do oficjalnego rozwodu.

- Myślę, że jesteśmy rozczarowani - stwierdziła Kathy Lueders, szefowa działu NASA odpowiedzialnego za misje załogowe. Mówiła to na spotkaniu z dziennikarzami jeszcze w lutym, kiedy wstępnie poinformowano o zamiarze podpisania chińsko-rosyjskiego porozumienia. Lueders podkreśliła, że uznaje dotychczasowe partnerstwo z Rosjanami podczas programu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej za wielkie osiągnięcie. - Naprawdę mnóstwo się od nich nauczyliśmy. My mamy tendencję to bycia finezyjnymi, a oni do bycia solidnymi. Partnerstwo z nimi dużo nam dało i mieliśmy nadzieję kontynuować je na Księżycu. Rozumiemy, że mają teraz inne priorytety, ale mam nadzieję, że z czasem uda się nam je jakoś pogodzić - mówiła Lueders, cytowana przez portal "Spaceflight Now".

Wygląda więc na to, że na razie będą trwały dwa ziemskie programy, których celem będzie utworzenie załogowej bazy na Księżycu. Amerykański - Artemis - jest przy tym zdecydowanie bardziej zaawansowany. Administracja Donalda Trumpa naciskała na pierwszy lot załogowy na powierzchnię Księżyca już w 2024 roku. Oficjalnie taki termin nadal jest obowiązujący, jednak jest poważne ryzyko, że nie zostanie dotrzymany. Obecne plan zakłada, że jeszcze w tym roku odbędzie się pierwszy bezzałogowy lot testowy nowego statku Orion wokół Księżyca, w 2023 roku - załogowy. W 2024 roku ma powstać podstawowa część stacji Lunar Gateway i ma dojść do pierwszego lądowania ludzi na powierzchni. Dwóch astronautów ma na niej pozostać tydzień. Żeby tak się jednak stało, prace nad wszystkimi nowymi rakietami i pojazdami kosmicznymi muszą jednak pójść bez potknięć.

Grafika prezentująca schemat misji Artemis III zaplanowanej na 2024 rokuGrafika prezentująca schemat misji Artemis III zaplanowanej na 2024 roku Fot. NASA

Po kilku pierwszych lotach załogowych, które mają być w znacznej mierze rekonstrukcją wydarzeń z programu Apollo, tylko na większą skalę, ma przyjść czas na zakładanie stałej bazy. Nie ma konkretnych terminów, ale mowa o końcu lat 20., kiedy powstanie na powierzchni Księżyca coś, w czym astronauci mają przebywać po dwa miesiące. Głównie w celu opanowania technologii koniecznej do lotów na Marsa. Stacja Gateway ma być natomiast punktem przesiadkowym, do którego będą oddzielnie docierać ludzie, zapasy i lądowniki. W ten sposób każdy element wynoszony przez inną rakietę będzie mógł być większy, niż gdyby musiały startować z Ziemi razem w stylu znanym z programu Apollo.

W ramach programu Artemis NASA rozwija swoją koncepcję zlecania coraz ambitniejszych prac firmom prywatnym. W kwietniu ma zostać sformalizowany wybór dwóch, które mają zbudować załogowe lądowniki księżycowe, tak aby były gotowe do misji w 2024 roku. Dodatkowo w 2019 roku wybrano pięć firm, które mają dostarczać na Księżyc i jego orbitę różne urządzenia badawcze, czy to na pokładach satelitów, czy lądowników. Pierwszy lot ma się odbyć pod koniec tego roku. Głównym zadaniem tego programu jest dokładne zbadanie potencjalnych przyszłych miejsc lądowań misji załogowych i budowy bazy.

Administracja Joe Bidena wyraziła już oficjalnie chęć kontynuowania programu Artemis w dotychczasowym kształcie. Biorąc pod uwagę ciągłe pogarszanie się relacji USA z Chinami i wzrost rywalizacji obu mocarstw, można się spodziewać, że rozciągnie się ona też na kosmos. Podział po linii USA i Zachód przeciw Chinom i Rosji jest już formalny. Może go jeszcze zburzyć Elon Musk. Miliarder twierdzi, że jego firma SpaceX nie tylko wyśle w tej dekadzie ludzi na Księżyc, ale też na Marsa. Pozostaje z zaciekawieniem obserwować ten wyścig.

Zobacz wideo
Więcej o: