Atak obrazem. Ujawniono nieznane nagrania ze szturmu na Kapitol

Podczas impeachmentu Donalda Trumpa zaprezentowano szereg dotychczas nieznanych nagrań pokazujących szturm na Kapitol. Politycy Partii Demokratycznej oskarżający byłego prezydenta pokazali je senatorom, starając się przypomnieć im emocje związane z tamtym dniem. Atak na Trumpa jest przeprowadzany obrazem.

Demokraci liczą na to, że właśnie w ten sposób, odwołując się do emocji z szóstego stycznia, zdołają skłonić część senatorów Partii Republikańskiej do podniesienia ręki za skazaniem byłego prezydenta. Robią więc, co mogą, aby bezpośrednio, graficznie, powiązać Trumpa i jego słowa z przemocą, śmiercią i strachem, które zagościły tego dnia na Kapitolu.

Ofensywa obrazem

Pełniący rolę oskarżycieli politycy Partii Demokratycznej, wyznaczeni do tego zadania przez Izbę Reprezentantów, przemawiają w Senacie od wtorku. Dzisiaj, w czwartek po południu czasu amerykańskiego, mają zakończyć swoje wystąpienia. W ich trakcie przedstawiają dowody, które mają udowadniać bezpośrednią winę Trumpa za doprowadzenie do zamieszek i ataku na Kapitol.

Zwyczajowe przemowy odczytywane z kartek są w tym przypadku mocno wzbogacone o obrazy. Charakter wydarzeń z szóstego stycznia i całego aktu oskarżenia prezydenta, pozwalają na wyjątkowe granie takim przekazem. Chodzi w końcu o coś, co tysiące ludzi transmitowało na żywo w sieci i coś, co rozegrało się w miejscu, gdzie jest cała masa kamer monitoringu. Materiału jest więc do wyboru i do koloru, z czego demokraci czerpią garściami.

W środę cały dzień poświęcono na chronologiczne odtworzenie wydarzeń prowadzących do ataku na Kapitol i samego jego przebiegu. Oskarżenie miało zamiar cofnąć senatorów w czasie i na nowo rozniecić emocje związane z tamtym dniem. Zestawiano więc fragmenty przemówień Trumpa i jego współpracowników z działaniami ich zwolenników kilka godzin później. Zestawiano też jego wpisy na Twitterze z nagraniami pośpiesznej ewakuacji polityków z Kapitolu.

 

W trakcie tego pokazu użyto wcześniej nieznanych materiałów wideo, pochodzących z kamer monitoringu na Kapitolu oraz kamer noszonych przez policjantów. Oskarżyciele skupili się na takich, które pokazywały momenty ewakuacji lub rozpoczęcia ucieczki ważnych polityków Partii Republikańskiej. Starali się też pokazać jak blisko nich byli napastnicy i jak wykrzykiwali hasła w rodzaju: "Dorwać Pence'a!" (byłego wiceprezydenta Mike'a Pence'a - red.). Do tego pokazano między innymi nagranie z kamery jednego z policjantów, który stał w kordonie przed frontem Kapitolu. Widać na nim jak funkcjonariusz jest brutalnie atakowany i powalany na ziemię przez agresywnych napastników.

- Nigdy wcześniej nie spędziłem tyle czasu, oglądając nagrania tamtych wydarzeń. Przypomniało mi, jaki to był straszny dzień - powiedział republikański senator Roy Blunt, cytowany przez "New York Times". Republikański senator James Lankford był wyraźnie poruszony podczas oglądania filmu, zwłaszcza scen kiedy jeden z policjantów jest miażdżony przez napastników. Po fakcie stwierdził, że ponownie przeżywanie tych chwil było "bolesnym doświadczeniem". - Matko Boska, kto może wpaść na pomysł, żeby udowodnić swoją rację poprzez wdarcie się na Kapitol - mówił.

Klatka z filmu nagranego przez kamerę policjanta, który został pobity i stratowany przez tłumKlatka z filmu nagranego przez kamerę policjanta, który został pobity i stratowany przez tłum Fot. AP

Republikanie nie są zbytnio poruszeni

Nie wiadomo jeszcze, na ile skuteczne są takie zabiegi demokratów. Jak na razie nic nie wskazuje na to, aby udało im się przekonać dość dużo republikańskich senatorów, których głosów potrzeba do skazania Trumpa. Najpoważniejszym wskaźnikiem było dotychczas wtorkowe głosowanie nad dopuszczeniem do procedowania impeachmentu w Senacie i uznaniem tego za zgodne z konstytucją. Na "tak" zagłosowało tylko sześciu republikańskich senatorów. Do uzyskania większości 2/3 koniecznej do uznania Trumpa winnym, potrzeba poparcia 17.

Szanse na sukces demokratów są więc niewielkie. Nic nie wskazuje na to, aby mieli jakiegoś asa w rękawie, wyjątkowy dowód, który mógłby zmienić zdanie aż 11 kolejnych senatorów Partii Republikańskiej. Po ataku obrazem w wykonaniu demokratów, większość republikanów ma stać na stanowisku, że choć to owszem był trudny i emocjonalny dzień, to swoją decyzję będą opierać na faktach i zimnej logice. W ocenie większości z nich sam impeachment byłego prezydenta jest niekonstytucyjny, a do tego są przekonani, że nie można go wprost obarczyć odpowiedzialnością za atak na Kapitol.

Co więcej, ci republikanie w Izbie Reprezentantów i w Senacie, którzy zagłosowali na jakimś etapie za kontynuowaniem impeachmentu, mają z tego powodu problemy. Stanowi działacze partyjni atakują ich za tą postawę i wygłaszają oraz publikują oficjalne akty potępienia. Na niższych szczeblach partii Trump jest nadal ogromnie popularny. Na przykład pod koniec stycznia Partia Republikańska stanu Oregon nazwała tych, którzy zagłosowali w Izbie Reprezentantów za impeachmentem, "zdrajcami takimi jak Benedict Arnold". Był to generał z okresu wojny o niepodległość USA, który zdradził i przeszedł na stronę Brytyjczyków. Jednym słowem, poważna obelga.

To tylko przebłyski poważnego i szerokiego konfliktu w Partii Republikańskiej, która musi teraz odpowiedzieć na pytanie co dalej z Trumpem i jego spuścizną. Wielu umiarkowanych polityków tego ugrupowania chciałoby się od tego odciąć i zdystansować. Wielu chce jednak podążać tą drogą. Nie da się zaprzeczyć, że pomimo tego jak Trump postępował, to i tak zdobył w wyborach ogromne poparcie i wielu wyborców Partii Republikańskiej jest mu wiernych.

Przewodnicząca Izby Reprezentantów Nancy Pelosi z Partii Demokratycznej przedstawia artykuł impeachmentu wobec Donalda Trumpa, 13 stycznia 2021 r.Nie zdążą przed końcem kadencji, ale cel impeachmentu jest inny

Trump nie musi nic robić

Szans Trumpa w procesie nie zmienia fakt, że jego obrońcy jak na razie wypadli bardzo blado. We wtorek, podczas otwierających wystąpień, główny prawnik byłego prezydenta Bruce Castor mówił w sposób określany przez amerykańskie media jako "chaotyczny", "przydługi" i "nudny". Co więcej, obrońcy Trumpa nie zaprzeczali faktowi, że przegrał on wybory i nie podtrzymywali teorii spiskowych o ich sfałszowaniu. Według nieoficjalnych informacji podawanych przez CNN, wszystko to razem miało wyjątkowo zdenerwować byłego prezydenta, który ogląda proces ze swojej posiadłości na Florydzie. Sam odmówił stawienia się na nim osobiście.

Źródłem problemów Trumpa z prawnikami może być to, że znalezienie takich, którzy chcieliby go reprezentować, było poważnym wyzwaniem. Ci, którzy reprezentowali go podczas pierwszego impeachmentu, nie byli zainteresowani współpracą. Ten zespół, który udało się z trudem zebrać w drugiej połowie stycznia, w ostatnich dniach miesiąca został mocno uszczuplony, kiedy dwóch głównych prawników zdecydowało się zrezygnować. Istotą problemów miał być upór byłego prezydenta, który chciał, aby jego obrońcy koncentrowali się na przekonywaniu, iż wybory zostały sfałszowane, a on nie przegrał. Ci nie chcieli się tego podjąć. Widać, że nawet ci, którzy zostali, nie zgodzili się popierać teorii spiskowych swoim autorytetem.

Niezależnie od tego, Trumpa i tak najpewniej uratują partyjne podziały. Wszystko wskazuje na to, że zdecydowana większość republikanów zagłosuje przeciw uznaniu go za winnym. Czy to z własnego przekonania, czy to z kalkulacji politycznej i obawy przed reakcją swoich wyborców.

Zobacz wideo
Więcej o: